fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

UE chce nowej równowagi w relacjach z Chinami

AFP
Bruksela zmienia dotychczasową strategię. Jeśli Państwo Środka nie otworzy się na europejskie inwestycje, Pekin będzie miał problem z dostępem do europejskiego rynku.

Miał być wielki szczyt UE–Chiny z udziałem przywódców wszystkich państw UE w Lipsku, skończyło się na skromnym wideospotkaniu szefów unijnych instytucji, niemieckiej kanclerz i premiera Chin. Bez pompy, ale też nie było czego świętować. Odkąd UE zaczęła bardziej realistycznie oceniać zachowanie Chin wobec europejskich inwestorów i żąda otwarcia chińskiego rynku, Pekin nie jest w stanie odpowiedzieć pozytywnie na to wezwanie. Ale w końcu będzie musiał przynajmniej częściowo ustąpić w reakcji na nową strategię.

– Wobec Chin będziemy stosować metodę kija i marchewki – w taki niewyszukany sposób określił nową strategię wysoki rangą unijny dyplomata. Politycy mówią natomiast o konieczności przywrócenia nowej równowagi. – Chcemy relacji opartych na wzajemności, równych zasadach konkurencji i podstawowej uczciwości – powiedział Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

Systemowi rywale

UE jest najważniejszym partnerem handlowym Chin, natomiast dla UE Chiny są drugim partnerem handlowym. Obie strony nie mogą się bez siebie obejść, ale są – jak to określa teraz Bruksela – systemowymi rywalami. Są dziedziny, gdzie im zdecydowanie po drodze, jak walka ze zmianą klimatyczną czy utrzymanie opartego na instytucjach wielostronnych porządku międzynarodowego. Chiny są największym światowym trucicielem, przypada na nie połowa emisji CO2.

– Na 2030 rok przewidziany jest szczyt ich emisji, ale rozmawiamy, żeby to zmienić. Połowa emisji z elektrowni węglowych na świecie pochodzi z Chin, dlatego rozmawiamy o przejściu na inne źródła energii. To jest wyzwanie, ale Chiny potwierdzają, że chcą iść w tym kierunku – mówiła po szczycie Angela Merkel. Przypomniała, że Chiny – na wzór UE – chcą budować system handlu emisjami, który będzie oczywiście największy na świecie. – To będzie interesujące pole do współpracy – powiedziała niemiecka kanclerz.

Znacznie gorzej jest na polu inwestycji. Chiny nie dopuszczają firm europejskich do swojej gospodarki, co zaczęło w końcu denerwować Unię. Bruksela naciska na Pekin, żeby jeszcze w tym roku podpisać porozumienie o inwestycjach. — Oczekujemy usunięcia barier w dostępie do rynku, szczególnie w telekomunikacji, komputerach, zdrowiu, nowoczesnych pojazdach. Nie chodzi o spotkanie się w pół drogi, ale o przywrócenie równowagi. To Chiny muszą nas przekonać, że porozumienie ma sens – powiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Drugi kontrowersyjny temat poniedziałkowej dyskusji dotyczył nadprodukcji. Nie tylko w tradycyjnych branżach, jak stal czy aluminium, ale też w tych bardziej zaawansowanych technologicznie. – Zaapelowaliśmy o likwidację subsydiów – powiedziała szefowa KE.

Sektory strategiczne

Chiny stosują zasadę: jedna gospodarka, dwa systemy. Czyli część gospodarki otwierają na inwestycje zagraniczne, a część nie. Ale zdaniem europejskiego biznesu nawet ten ograniczony model dostępu do rynku jest mocno przereklamowany. Działa i przynosi korzyści w przemyśle samochodowym, ale np. otwarcie chińskiego sektora finansowego na graczy europejskich nastąpiło tak późno, że „nie da się już nawet zebrać okruchów ze stołu" — piszą autorzy analizy sporządzonej przez Europejską Izbę Handlową w Chinach.

Na rynku już zdominowanym przez banki państwowe – z których cztery są największe na świecie – tylko kilka pozostałych nisz, takich jak usługi transgraniczne, wciąż jest dostępnych dla banków europejskich. Po wejściu do tych nisz europejskie banki stają jednak w obliczu drugorzędnych barier, takich jak ograniczony dostęp do licencji i skomplikowane zezwolenia administracyjne. Europejscy bankierzy przewidują, że i tak już żałosny udział zagraniczny, wynoszący mniej niż dwa procent rynku, zmniejszy się. Tymczasem, jak ocenia Europejska Izba Handlowa w Chinach, chińskie banki ucztują na otwartym europejskim rynku bankowym.

Problemem staje się też poszerzanie tego kawałka gospodarki, który z góry miał być zamknięty na zagraniczne inwestycje. Mowa tutaj o sektorach strategicznych, jak np. wydobycie surowców, energetyka, produkcja stali, kolej. Teraz dołączają do tego branże energii odnawialnej, telekomunikacji, internetu i zaawansowanych technologii, wraz z innymi kluczowymi sektorami, które według przewidywań będą napędzać największy wzrost w nadchodzących dziesięcioleciach. Przedsiębiorstwa europejskie uzyskały pozwolenie na te obszary tylko w celu wykonywania specjalistycznych ról i dostarczania wkładu tam, gdzie brakuje chińskiej wiedzy.

Prawo na każdą możliwość

W tej sytuacji UE wyciąga kij i grozi nim Chinom. Już wprowadzono możliwość ograniczenia udziału nierynkowych podmiotów w przetargach publicznych, a także wydano wytyczne dotyczące przetargów na sieci 5G. Teraz jednak pandemia powoduje obawy, że pogrążone w kryzysie gospodarki mniej zamożnych państw UE mogą przyciągać inwestorów z zagranicy. Wyprzedaniu gospodarki Chinom ma zapobiegać z jednej strony potężny program inwestycyjny z funduszu odbudowy, a z drugiej – prawne instrumenty umożliwiające blokowanie takich inwestycji.

W swojej propozycji z czerwca KE przedstawiła trzy możliwe moduły i zachęca państwa członkowskie do ich analizy i uzgodnienia w przyszłości jednego z nich lub ich kombinacji. Pierwszy przewiduje możliwość monitorowania całości unijnej gospodarki pod kątem zagranicznych subsydiów. Albo Komisja Europejska, albo organy krajowe, miałyby możliwość analizowania firmy, która z takiego subsydium korzysta. Jeśli uznałyby one, że takie wsparcie jest nierynkowe, to firma musiałaby wprowadzić środki zaradcze, tak jak w przypadku pomocy państwa na rynku UE. Drugi moduł miałby umożliwiać badanie pod tym kątem firm starających się o przejęcie biznesów w Europie. Wreszcie trzeci moduł miałby zapewnić równe warunki dla wszystkich w przetargach publicznych.

Dyskusja nad wyborem konkretnych opcji trwa i to od zachowania Chin zależy, jaka decyzja zapadnie. Zdaniem europejskiego biznesu obecnego w Chinach trzeba mieć uchwaloną legislację na każdą możliwość. Zapisane w prawie ograniczenia dla subsydiowanych przez państwa przedsiębiorstw w dostępie do przetargów publicznych, do inwestycji czy po prostu do kontraktów handlowych na rynku wewnętrznym będą gotowe do użycia na wypadek, gdyby Chiny nie zmieniły swojego podejścia do relacji z UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA