fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Koronawirus to test dla gospodarki

Fot./materiały prasowe
Patronat „Rzeczpospolitej”: "22 mln bezrobotnych w 4 tygodnie w USA, czyli 11 lat gospodarczego odbicia zmarnowane w miesiąc", "UK w obliczu najgorszej recesji od 300 lat", "Bezrobocie w Izraelu wzrasta do 20 proc", to tylko kilka nagłówków z biznesowych magazynów, które obrazują jak bardzo epidemia koronawirusa uderza w światową gospodarkę. Jak na tym tle prezentuje się Polska?

Według najnowszych danych GUS zatrudnienie w przedsiębiorstwach, w których pracuje co najmniej 10 osób, spadło w marcu w stosunku do lutego o 34,2 tysiące osób. Podobny wynik mieliśmy w grudniu 2008 roku (33,7 tysięcy osób) i był on reakcją na globalny kryzys finansowy po bankructwie banku Lehman Brothers. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy bezrobocie w Polsce może wzrosnąć z niecałych 3 proc. na koniec 2019 do 10 proc. Jaki będzie los tych, których czas epidemii koronawirusa doprowadził do zapaści finansowej? Jaki będzie stan psychiczny ludzi? Jaki będzie nowy świat? Czy jesteśmy na niego gotowi? Jak zwykle chcemy dostać szybko odpowiedzi, ale dziś na wiele niepokojących pytań niestety ich nie ma.

Test na przywództwo

W obliczu zmian na rynku pracy ważna będzie odpowiedź na pytanie: zatrudniamy ludzi czy pracowników? Zadawałam już je w 2017 roku w ramach jednej z corocznie organizowanych przez Instytut Humanites od 2010 roku Konferencji dla Liderów Biznesu: Spójne Przywództwo™. Człowiek i Technologia. Od kilku lat pokazując rozwijające się trendy automatyzacji i robotyzacji oraz związaną z nimi redukcję w zatrudnieniu, mówimy o wadze niezgubienia pierwiastka humanizmu i konieczności przygotowania ludzi na sytuację być może życia bez pracy oraz braku możliwości przekwalifikowania się.

Wielu współczesnych liderów wyrosło początkiem lat 90. na bazie starych paradygmatów, w których człowiek w firmie był tylko zasobem. Nawet jeśli na zewnątrz ich firmy były promowane wzniosłymi hasłami: "człowiek jest w centrum, człowiek jest ważny", to tak naprawdę nie przenikały one dodatecznie do wewnątrz organizacji. Dziś w obliczu światowego kryzysu, mamy test na przywództwo. Ilu liderów wykorzysta aktualną sytuację i pod przykrywką koronawirusa przeprowadzi dodatkowe cięcia etatów, co mogło być trudne wcześniej ze względów np. wizerunkowych? Jak bardzo ich wizja będzie krótkowzroczna? Oczywiście wielu przedsiębiorców walczy o przetrwanie w każdej branży. To często oznacza bardzo trudne i konieczne decyzje o restrukturyzacji, aby ocalić firmę i możliwie najwięcej miejsc pracy. Jednak skutki kryzysu uderzają najczęściej w najsłabszych, w pracowników najmniej wykwalifikowanych, najbardziej zagrożonych wykluczeniem cyfrowym, w tych, którym gospodarka nie daje zabezpieczeń ani stabilnej pracy. Duża odpowiedzialność ciąży na liderach biznesowych, którzy powinni przygotować siebie i pracowników na nową rzeczywistość, aby dostrzegli skale społecznych wyzwań. Rewolucja przemysłowa z przełomu XIX i XX wieku zakończyła się rewolucją proletariatu. Ludzie upokarzani, a przy tym głodni i konsumpcyjnie rozbudzeni w ostatnich dekadach, stają się gniewni i szukają środków, by ten gniew wyładować. Daje to bardzo niebezpieczny grunt do szybkiego rozwoju populizmu oraz możliwych zmian społecznych. W takiej sytuacji ludzie za złudną obietnicę większego bezpieczeństwa są w stanie zrezygnować z dużej części swoich praw i wolności. I dziś społeczeństwo, po kilku miesiącach izolacji, czasami w depresji, apatii, może chcieć wyjść na ulice. Olga Tokarczuk, noblistka, również podkreśla, że epidemia koronawirusa jeszcze bardziej zaznacza aktualne rozwarstwienie społecznie, bo niektórzy z nas będą mogli polecieć prywatnym samolotem do swojego domu na wyspie lub odizolować się w domku w lesie. Inni pozostaną w miastach, aby utrzymać funkcjonowanie sieci elektrycznych i wodnych. Jeszcze inni ryzykują zdrowie w pracy w sklepach i szpitalach. Niektórzy zarobią na epidemii, inni stracą oszczędności całego życia.

Już dziś widać, że obecna sytuacja nie wytworzyła dostatecznej współpracy między globalnymi firmami technologicznymi, a wręcz przeciwnie. Większość z nich jest jeszcze w większym wyścigu o dominację. Bo w czasach izolacji państw globalne korporacje tym bardziej zyskują. W złożonym i dynamicznym świecie potrzebujemy liderów, którzy będą się sprawnie poruszali po szerokiej skali przywództwa od dyrektywności po empatię. A dziś tym bardziej potrzebujemy odważnych, sprawnych, ale i również wrażliwych społecznie liderów, którzy prawdziwie zaopiekują się lękami ludzi. Będą uważni na nierówności, które czas epidemii może uwypuklić i nie wykorzystają tej sytuacji tylko do wzmocnienia swojej pozycji i władzy.

Kryzys zaufania czyli skutek utraconej wartości pt. wspólnotowość

W Nowym Jorku w związku z epidemią koronawirusa zmarło już ponad 10 tysięcy osób, czyli kilka razy więcej niż w ataku terrorystycznym z 11 września 2001. Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio mówi, że przekonał się na własnej skórze, że nie może w przyszłości polegać ani na rządzie federalnym, ani na rynku globalnym. - Wiemy już też, że nie możemy liczyć na nasz kraju w kwestii wytwarzania wystarczającej ilości absolutnie niezbędnych produktów, o czym przekonaliśmy się w godzinie próby.(...) Dopóki to się nie zmieni, Nowy Jork, będzie się chronił sam - tłumaczył. Prawdziwa ochrona pochodzi z wymiany wiarygodnych informacji naukowych, ekonomicznych, społecznych oraz z solidarności.

Przy wielu globalnych problemach, nie widzę globalnych rozwiązań, bo jesteśmy w kryzysie zaufania i w kryzysie współpracy. Prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, prof. Nauk humanistycznych opisuje, że wspólnotowość to oprócz sprawczości jeden z dwóch bazowych wymiarów, przez które człowiek się definiuje i ocenia świat. Od wielu lat indywidualizm wypiera wspólnotowość. Kult jednostki i skupienia się na sobie przynosi żniwo w postaci ogromnego kryzysu więzi społecznych, atomizacji rodzin, rozwoju społeczeństwa singli. Pozornie to miało być źródłem szczęścia jednostki. Przerodziło się jednak w narastające globalne zjawisko samotności. Czujemy się samotni w naszych rodzinach i w pracy. Co trzecia osoba w zachodnim świecie już przed epidemią koronawirusa doświadczała depresji. Odeszliśmy od fundamentu tego kim jest człowiek jako istota społeczna. Ks. Prof. Tischner mówił, że żyjemy zawsze z kimś, przy kimś, obok kogoś, dla kogoś.

Złożoność i kompleksowość świata wymaga łamania silosowego podejścia do rozwiązywania problemów. W przeciwieństwie do pielęgnowania "interesiarstwa", czyli tego, że chcemy należeć do jakiejś wspólnoty państw, gdy nam się to opłaca. Gdy wszystkie okoliczności ekonomiczne, społeczne nam sprzyjają. Dlatego tworząc Instytut Humanites ponad dekadę temu oparłam jego działalność na wypracowanym Modelu "Wioski" Ekostystemu Społecznego, który łączy główne siły społeczne i przywraca myślenie wspólnotowe. Obecna sytuacja wyraźnie pokazuje potrzebę powrotu do zaszczepiania tych wartości.

Konsumpcjonizm, obojętność i rodzina

Od kilkunastu lat uczestniczę w wyprawach po pustyniach świata. Rozmawiam na nich z liderami różnych społeczności, wielu kultur - Beduinami w większości wyznających islam, rabinami, buddystami, czy np. księdzem, który prowadzi jedną z nielicznych na pustyni Negev wspólnot chrześcijańskich. Pytałam co budzi ich obawę, gdy patrzą w przyszłość? Dużym moim zdziwieniem był fakt zbieżności ich opinii. Każdy z nich z lękiem i troską przyglądał się narastającej obojętności ludzi wobec siebie w świecie postrzeganym jako magazyn produktów i konsumpcjonizmu. Świecie stymulacji, nadmiaru, nieracjonalnie rozbudzonych aspiracji. W bezrefleksyjnym świecie, w którym człowiek został sprowadzony do impulsu i konsumpcji. W którym transakcyjność zaczęła zawłaszczać obszarem relacji wypierając czułość, troskę, wrażliwość. Relacja między klientem i towarem staje się wzorcem dla wszystkich innych związków, także międzyludzkich. Zygmunt Bauman, socjolog, w wywiadzie "Szczęście to nie kawa rozpuszczalna" tłumaczy, że drugą połowę zeszłego wieku w sferze ekonomicznej zdominowały dwa na pozór niepodważalne założenia, które wpłynęły głęboko na zachowania indywidualne i zbiorowe. Pierwsze brzmiało: PKB kraju stanowi panaceum na wszystkie problemy społeczne, jego wzrost oznacza, że wszystkie bolączki zostaną rozwiązane. Drugie – dążenie do szczęścia idzie łeb w łeb ze wzrostem konsumpcji. To przekonanie zrodziło bardzo dużo cierpienia i w sferze materialnej, i w duchowej, naruszyło też poważnie zasoby naturalne naszej planety.

Instytut Humanites działając systemowo w obszarze szerokiego ekosystemu społecznego łącząc obszar rodziny, pracy, edukacji oraz kultur i mediów działa na rzecz rozwoju świadomego, jednocześnie wrażliwego i wewnętrzne sterowalnego człowieka, który sprosta wyzwaniom, które niesie technologiczna i społeczna rewolucja. Nasze działania to przypomnienie, że człowiek to jednak coś więcej niż rozum i konsumpcja. Widząc narastający kryzys więzi międzyludzkich i rodzinnych przekładający się na destrukcyjny dla ludzkości rozwój zjawiska samotności w 2012 roku Humanites zainicjowało Globalny Ruch Społeczny „Dwie Godziny dla Rodziny" na rzecz bliskości. Na przestrzeni ostatnich ośmiu lat dołączyli do niego już pracodawcy z 15 krajów. W obliczu ostatnich wydarzeń musimy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Otworzenie się na potrzeby drugiego człowieka jest naturalną odpowiedzią na tą sytuację, dlatego postanowiliśmy poszerzyć kontekst tegorocznej edycji, w duchu potrzebnej dziś solidarności międzyludzkiej, na "Dwie Godziny dla Człowieka". Potrzebujemy popatrzeć z troską na ludzi obok nas, na naszych pracowników czy sąsiadów tak, jakby to byli w jakimś stopniu członkowie naszej rodziny.

Chcemy motywować pracodawców dołączających do tegorocznej edycji kampanii do jeszcze większej spójności w odniesieniu do deklarowanych wartości i troski o swoich pracowników oraz o ekosystem, w którym działają. Jako inwestor, zdaję sobie sprawę z wyzwań, przed którymi stoi wiele firm walcząc wręcz o przetrwanie. Wierzę, że w każdej sytuacji, nawet w koniecznych restrukturyzacjach można szukać rozwiązań, które pozwolą ocalić możliwie największą liczbę stanowisk pracy. W każdej sytuacji możemy zadbać o właściwy styl, komunikację z ludźmi, możemy zwyczajnie działać bardziej z ludzką twarzą – stosując w praktyce filozofię, że zatrudniamy człowieka, a nie „tylko pracownika". Wierzę, że takie patrzenie to nie tylko odruch potrzebnego dziś humanizmu, ale ważny aspekt bycia liderem, który patrzy również długoterminowo. Bo każdy kryzys kiedyś się kończy, a potem znów zaczyna się walka o talenty.

- „Rzeczpospolita" jest patronem medialnym wydarzenia

- Zofia Dzik, inwestor, innowator, prezes Instytutu Humanites, członek wielu rad nadzorczych spółek giełdowych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA