fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Węgry: banki i handel dopłacą do walki z koronawirusem

AdobeStock
Rząd węgierski zrewidował tegoroczny budżet i stworzył fundusz do walki ze skutkami pandemii koronawirusa wart prawie 4 mld dolarów. Największy wkład będą w nim miały banki i zagraniczne sieci handlowe.

Opozycja postulowała, żeby postąpić akurat odwrotnie: wesprzeć banki, aby były w stanie pomóc w rozpędzeniu gospodarki po wygaśnięciu pandemii Covid-19. Ich przychody zostały już w tym roku zmniejszone o 450 mld forintów po tym jak rząd zdecydował o zamrożeniu spłat kredytów do końca tego roku. W tej sytuacji banki już wcześniej apelowały o ulgi.

Gergely Gulyas, dyrektor gabinetu premiera Wiktora Orbana podczas internetowego briefingu prasowego ujawnił, że tylko w tym roku banki zostaną obciążone nowym podatkiem wartym 55 mld forintów, czyli 167 mln dolarów. Wcześniej nałożono na nie dwa podatki: 0,45 proc. rocznie od aktywów i 0,3 proc od transakcji. Zagraniczne sieci handlowe, które już kiedyś płaciły taką daninę, ale później zostały z niej zwolnione, teraz dołożą ze specjalnego podatku 36 mld forintów. 34 mld forintów ma pochodzić z podatków pobieranych przez samorządy za rejestrację samochodów, zaś partie polityczne mają oddać połowę dotacji, jakie otrzymują z budżetu centralnego, czyli 1,2 mld forintów. Planowane są również kolejne zmiany i przesunięcia w budżecie o łącznej wartości 22 proc. PKB, a także zmiany w polityce pieniężnej jakiej dokona bank centralny.

Czytaj także: Świat broni się przed skutkami pandemii

Węgierska gospodarka, tak bardzo uzależniona od eksportu już odczuwa skutki pandemii. Pracę straciło ok 30 tys. osób, a codziennie do tej grupy dochodzi kolejne 4 tysiące – ujawnił Gergely Gulyas. Nie był jednak w stanie powiedzieć jak dokładnie będzie zbierana nowa danina bankowa. — Rząd rozpoczął właśnie znaczącą zmianę w budżecie i zmusi wszystkich do tego, aby wzięli w niej udział. A koszty poniosą partie polityczne, sektor finansowy, firmy międzynarodowe i samorządy- stwierdził Gulyas.

Obciążenie banków kosztami finansowania deficytu budżetowego nie jest na Węgrzech (ale i gdzie indziej) niczym nowym. Wiktor Orban skorzystał już z tego źródła, kiedy doszedł do władzy w 2010 roku. Wówczas efekt był odwrotny od oczekiwanego, bo wzrost gospodarczy znacznie spowolnił, a gospodarka węgierska była najmniej efektywna w Europie Środkowej. Teraz wszystko wskazuje, że ten scenariusz zostanie powtórzony, zwłaszcza przy bardzo osłabionym forincie, a Węgry (jak na razie) są jedynym krajem europejskim, który zdecydował się na zaostrzenie polityki pieniężnej jako środka do walki z kryzysem. Kurs forinta jest teraz rekordowo niski, co rząd tłumaczy „wyjątkowo silnymi atakami na węgierską walutę". Zdaniem Gergely Gulyasa dzięki podjętym środkom gospodarka odrodzi się tak samo, jak i pozostałe w Europie.

Z kolei Sandor Csanyi, prezes największego węgierskiego banku OTP wezwał władze do obniżenia obciążeń fiskalnych banków i prognozował, że w takim wypadku wzrost kredytowania mógłby w drugiej połowie 2020 wzrosnąć przynajmniej o 50 proc. — Politycy powinni się dobrze zastanowić i utrzymać rozsądną równowagę, kiedy wprowadzają w życie tak drastyczne posunięcia, jak chociażby zamrożenie spłat kredytów. Naszym zadaniem jest wspieranie największych graczy w gospodarce — uważa Sandor Csanyi.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA