fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Czy koronawirus wywoła światowy kryzys? Rośnie ryzyko

Epidemia w Chinach już zakłóca rytm pracy na całym świecie
Bloomberg
Gdyby epidemię udało się opanować w ciągu jednego, dwóch miesięcy, negatywne skutki gospodarcze pewnie udałoby się „odkręcić". Ale to coraz mniej pewny scenariusz.

– Im dłużej trwa epidemia, tym trudniej oszacować wpływ na gospodarkę – zaznacza Grzegorz Ogonek, ekonomista Santander Bank Polska. – Pojawiają się nowe ogniska choroby, ostatnio we Włoszech czy w Korei Południowej, a fala zachorowań nie opada – zauważa też Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao SA. – Najważniejsze obecnie pytanie brzmi, czy stosunkowo szybko uda się powstrzymać trajektorię wzrostu, czy też wirus dalej będzie się rozprzestrzeniał. Jeśli zrealizuje się ten drugi scenariusz, to reperkusje ekonomiczne mogą być bardzo poważne, a epidemia koronawirusa może się stać tzw. czarnym łabędziem gospodarki – dodaje.

Skrajny przypadek

Czarne łabędzie oznaczają wydarzenia, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest niskie, ale skala oddziaływania – ogromna. W najbardziej skrajnym przypadku obecna epidemia zamieni się w pandemię, całkowicie paraliżującą aktywność gospodarczą tam, gdzie się pojawi. Oznaczałoby to izolację całych miast i regionów, pozamykane fabryki, biura, szkoły, kina, restauracje, sklepy itp. Jeśli dodamy do tego panikę i strach, można wyobrazić sobie, że nawet kilka przypadków zachorowań w Polsce spowoduje paraliż połowy kraju.

Czytaj także: Niemcy nie boją się koronawirusa. Biznes w dobrych nastrojach 

To, czy scenariusz pandemii jest możliwy, muszą ocenić epidemiolodzy, ale ekonomiści mają nadzieję, że do tego nie dojdzie. – Potencjalne skutki pandemii koronawirusa byłyby olbrzymie. Najbardziej pożądany scenariusz jest więc taki, że w horyzoncie jednego–dwóch miesięcy udaje się opanować chorobę, mimo pojawiających się nowych ognisk – uważa Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Bank Polski.

Nadrabianie strat

– Przy takim założeniu możemy mówić o silnym szoku i negatywnym wpływie na chińską gospodarkę w I kwartale tego roku, ale to można by „odrobić" w kolejnych kwartałach i to tego roku – uważa Bujak. – Byłby to więc taki chwilowy „czarny łabędź", ale nie zmieniłby na trwałe relacji gospodarczych – dodaje.

Podobne wnioski wynikają z dotychczasowych prognoz różnych instytucji. Dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristalina Georgieva poinformowała ostatnio, że MFW rozpatruje różne scenariusze wpływu wirusa Covid-19 na światową gospodarkę. Scenariusz bazowy zakłada, że globalny wzrost gospodarczy w 2020 r. będzie 0,1 pkt proc. niższy niż zakładane w styczniu 3,3 proc., a wzrost PKB Chin ma wynieść 5,6 proc., czyli o 0,4 pkt proc. mniej niż zakładano w styczniu.

Z kolei z prognoz banku Nomura, przygotowanych w ubiegłym tygodniu, ale zakładających pesymistycznie, że szczyt zachorowań przypadnie na kwiecień, wynika, że Chiny mogą rozwijać się w 2020 r. w tempie 3,9 proc. (wobec 5,7 proc. sprzed wybuchu epidemii), a np. Niemcy i Włochy wpadną w recesję (odpowiednie prognozy to spadek PKB w 2020 r. o 0,7 i 0,9 proc. w pesymistycznym scenariuszu wobec wzrostu o 0,5 i 0,2 proc. w prognozach sprzed epidemii).

Zerwane łańcuchy

Póki co wpływ epidemii koronawirusa na europejską, jak i polską gospodarkę jest ograniczony. – Zaburzenia widać przede wszystkim po stronie podażowej, w zakresie logistyki dostaw – mówi Grzegorz Ogonek. Choć to kwestia trudna do zbadania, jeśli chodzi o zagregowane wskaźniki makroekonomiczne, można to jednak wyśledzić w badaniach przedsiębiorstw (np. PMI). Firmy wskazują na opóźnienia w dostawach różnych komponentów i części, co zdaniem ekonomistów Credit Agricole Bank Polska oznacza, że koronawirus „zrywa łańcuchy dostaw w strefie euro". Część europejskiego biznesu cierpi też na mniejsze zamówienia eksportowe, co też może być związane z koronawirusem, ale to nie jest przesądzone.

Także polskiej gospodarce koronawirus na razie nie bardzo doskwiera. Z Chin importujemy dużo towarów (to nasz drugi partner handlowy, jeśli chodzi o import), ale to przede wszystkim dobra konsumpcyjne, a nie produkcyjne. – Jesteśmy bardziej związani z gospodarką strefy euro i jeśli tam nastąpi spowolnienie, trudno będzie uniknąć negatywnego pośredniego wpływu także i u nas – ocenia Mrowiec. – Jeśli w ciągu dwóch–trzech miesięcy sytuacja się wyprostuje, to w skali roku gospodarka jest w stanie w dużej mierze nadrobić to, co straci w I kwartale. Ale jeśli epidemia potrwa jeszcze kilka miesięcy, to uderzenie może być mocne – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA