fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Górnictwo

Polska Rzeczpospolita węglowa

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
W latach 80. wydobywano nawet 200 mln ton węgla rocznie, teraz Polska coraz więcej czarnego paliwa importuje.

Produkcja czarnego paliwa z roku na rok się kurczy, ale Polska pozostaje potężnym producentem tego surowca w Unii Europejskiej. Przyszłość branży stoi jednak pod dużym znakiem zapytania.

Czarne złoto od dawna jest naszym skarbem narodowym, o który jednak kolejne rządy nie potrafiły odpowiednio zadbać. Kontrolowana przez państwo branża nie dbała o koszty i nie potrafiła wykorzystać okresów dobrej koniunktury. Tym bardziej że każda decyzja oznaczająca redukcję kosztów w firmach wydobywczych natychmiast wywoływała falę protestów wśród górników. Chęć zachowania spokoju społecznego niejednokrotnie przegrywała z prostym rachunkiem ekonomicznym. Tak więc w bogatej historii polskiego górnictwa mieliśmy kilkakrotnie do czynienia z załamaniem kondycji branży. Natomiast dziś, gdy najmłodsza kopalnia węgla kamiennego ma już ponad 20 lat, powraca temat budowy kolejnych zakładów wydobywczych – opartych na najnowszych technologiach i na zdecydowanie niższych kosztach produkcji. Inwestorzy nie mają jednak łatwego zadania.

Boom inwestycyjny

Górnictwo węgla kamiennego w Polsce ma długą historię. Złoża tego surowca występują w naszym kraju w trzech zagłębiach. Wydobycie prowadzone jest obecnie w dwóch z nich: Górnośląskim i Lubelskim Zagłębiu Węglowym. Na Dolnym Śląsku eksploatację zakończono w 2000 r., zamykając ostatnią z działających tam wówczas kopalń w Nowej Rudzie. Trudne warunki geologiczne sprawiły, że produkcja w tym regionie stała się nieopłacalna. Był to jedyny region w Polsce, gdzie wydobywano najcenniejszy węgiel – antracyt. W górnośląskim zagłębiu mieliśmy natomiast do czynienia z wieloma przekształceniami własnościowymi i organizacyjnymi – poszczególne kopalnie zmieniały właścicieli, łączyły się, następnie znów były rozdzielane. Część w czasach kolejnych kryzysów na rynku węgla została zamknięta.

Potężny boom inwestycyjny miał miejsce w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, kiedy powstało wiele kopalń, a stare systematycznie rozbudowywano. To w tamtym czasie wydobywano rekordowe ilości czarnego paliwa. Tuż po II wojnie światowej krajowa produkcja tego surowca wynosiła około 47 mln ton, a w 1971 r. już 145,3 mln ton. Jednak największe ilości węgla kamiennego wydobywano na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku – według niektórych źródeł było to nawet 200 mln ton rocznie. Od tego czasu ta ilość spada, podobnie jak zatrudnienie w branży górniczej.

Szczyt wydobycia węgla w Polsce odnotowano na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. Fot. NAC

Wśród obecnie działających zakładów są też takie, które mają już za sobą obchody 100-lecia istnienia. Jedną z najstarszych czynnych kopalń jest Rydułtowy, zlokalizowana w mieście o tej samej nazwie. Jej początki sięgają 1792 r. W kopalni funkcjonuje obecnie sześć szybów, a jej najgłębsze czynne wyrobiska znajdują się poniżej poziomu 1200 m. Kolejnym zakładem z długą historią jest Murcki w Katowicach. Jego powstanie i rozpoczęcie wydobycia sposobem podziemnym datuje się na rok 1769. Pierwsza nazwa kopalni to „Błogosławieństwo Emanuela" („Emanuelssegen"). W okresie międzywojennym na murckowskich terenach wydobywczych istniały dwie kopalnie: Książe – Maria i Boże Dary. W latach 70. XX w. połączono je w jedną kopalnię o nazwie Murcki. Obecnie stanowi ona jeden zakład górniczy z kopalnią Staszic, która powstała w 1964 r.

W listopadzie 2013 r. 130-lecie działalności obchodziła kopalnia Marcel w Radlinie. Budowa zakładu trwała dziesięć lat. Do roku 1949 kopalnia nosiła nazwę Emma. W latach 2002– 2008 była tam realizowana jedna z najważniejszych inwestycji: budowa upadowej – wyrobiska korytarzowego, którym urobek transportowany był na powierzchnię. W 2016 r. 100-lecie świętowała z kolei kopalnia Jankowice. Pod koniec polskiej transformacji ustrojowej wybudowano tam kompleks trzech szybów i rozbudowano poziomy wydobywcze. Dzięki temu kopalnia mogła znacząco zwiększyć produkcję.

Rok po Jankowicach 100. rocznicę działalności obchodziła kopalnia Sośnica w Gliwicach. Pierwsze tony węgla z poziomu 130 m wydobyto tam w październiku 1917 r. Nad kopalnią kilkakrotnie wisiało widmo likwidacji, ale za każdym razem udawało jej się uciec spod topora. Jeszcze w 2015 r., gdy jej ówczesny właściciel – Kompania Węglowa – walczył o przetrwanie, Sośnica miała najgorsze wyniki w całej węglowej grupie – osiągała ponad 124 zł straty na każdej tonie sprzedanego węgla. Dlatego była pewnym kandydatem do likwidacji, gdy polski rząd negocjował z unijnymi urzędnikami możliwość dotowania z publicznych pieniędzy zamykania kopalń. Sośnica widnieje na czarnej liście jeszcze w dokumencie z lutego 2018 r., kiedy to Komisja Europejska zgodziła się na przyznanie kolejnych miliardów na restrukturyzację polskiego górnictwa. Zadeklarowana data jej zamknięcia nie została jednak upubliczniona. Wzrost cen węgla na światowych rynkach, ale też ogromna mobilizacja załogi sprawiły, że zakład obecnie przynosi zyski, a widmo jego likwidacji znów się oddaliło.

Natomiast najmłodszą kopalnią węgla jest Budryk w Ornontowicach, uruchomiony w 1994 r. Prace przy budowie kopalni rozpoczęto jeszcze pod koniec lat 70. XX w. W międzyczasie niemal zaniechano kontynuowania robót, ale ostatecznie udało się pozyskać wielomilionowe kredyty bankowe, dzięki którym zakończono inwestycję. Dyrektorem kopalni był wówczas Jerzy Markowski – późniejszy wiceminister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.

Jedyna taka kopalnia

W bardzo zasobnym w węgiel lubelskim zagłębiu działa tylko jedna kopalnia – Bogdanka w pobliżu Łęcznej. Była to inwestycja kluczowa dla całego regionu, Bogdanka bowiem jest jednym z największych pracodawców na Lubelszczyźnie. Rozpoczęcie robót poszukiwawczych w tym rejonie datuje się na 1937 r. Rządowa decyzja w sprawie kompleksowego zagospodarowania zagłębia lubelskiego zapadła z kolei w 1971 r., a kilka lat później zaplanowano budowę sześciu–siedmiu kopalń i centralnego zakładu wzbogacania węgla. Jednak prace przy budowie kopalni szły opornie. Niespodziewane wdarcie się na teren robót tzw. kurzawki, czyli luźnych gruntów, skutkowało zniszczeniem dopiero co wydrążonych szybów. Uruchomienie pierwszej ściany w Bogdance miało więc miejsce dopiero po upływie około ośmiu lat od utworzenia przedsiębiorstwa górniczego. Oddanie tej ściany do eksploatacji pod koniec 1982 r. dało początek przemysłowej produkcji węgla na Lubelszczyźnie.

W kolejnych latach Bogdanka rozrastała się o kolejne obszary i inwestowała w dalszy rozwój. Momentem przełomowym był 2009 r., kiedy firma zadebiutowała na warszawskiej giełdzie. Była to wówczas czwarta pod względem rynkowej kapitalizacji oferta Skarbu Państwa w historii GPW. Spółka uzyskała z rynku 528 mln zł, które przeznaczyła na budowę nowej i modernizację istniejącej infrastruktury technicznej w ramach Pola Stefanów. Kopalnia produkuje rocznie około 9 mln ton czarnego paliwa. W marcu tego roku Bogdanka wyprodukowała 150-milionową tonę węgla handlowego.

Brunatny surowiec

Polska ma też ogromne zasoby węgla brunatnego, który wydobywano już w XVII w. na obszarze dzisiejszego pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Do końca XIX w. funkcjonowało w tym rejonie ponad 100 niewielkich kopalń podziemnych, a w 1905 r. powstała pierwsza duża kopalnia odkrywkowa Herkules, funkcjonująca do dziś jako kopalnia Turów.

Istotnym wydarzeniem było odkrycie węgla brunatnego w regionie bełchatowskim, które nastąpiło w 1960 r. podczas poszukiwań gazu ziemnego. Kilkanaście następnych lat zajęły badania i ekspertyzy złoża. Przełomowy dla kopalni był rok 1975, kiedy rozpoczęło się odwadnianie złoża i montaż pierwszej koparki nadkładowej. Wydobycie pierwszych ton surowca miało miejsce pięć lat później. Dziś zakład w Bełchatowie jest największą kopalnią tego typu w Polsce. Wydobywa się tam rocznie około 42 mln ton węgla brunatnego, co stanowi ponad 50 proc. krajowej rocznej produkcji tego surowca energetycznego.

W 2017 r. Polska wydobyła w sumie 61 mln ton węgla brunatnego i znalazła się na drugim miejscu w Europie pod względem produkcji. Niekwestionowanym liderem w tej branży pozostają Niemcy. Rynek tego surowca znacząco różni się od rynku węgla kamiennego. Ponieważ nie przewozi się go na duże odległości, wykorzystywany jest tylko w elektrowniach zlokalizowanych w pobliżu kopalń, a jego ceny w niewielkim stopniu zależne są od koniunktury światowej.

Wielka reforma

Kryzys na rynku węgla, a także nieefektywność polskiego górnictwa spowodowały, że pod koniec lat 90. XX w. krajowe kopalnie musiały się zmierzyć z potężną restrukturyzacją. Działania rządu Jerzego Buzka porównywane są do wielkiej reformy górniczej brytyjskiej premier Margaret Thatcher. Janusz Steinhoff, ówczesny wicepremier i minister gospodarki, zwykł jednak mawiać, że polski rząd restrukturyzację przeprowadził znacznie szybciej od Thatcher, o wiele taniej i bez tak dużego oporu społecznego jak w Wielkiej Brytanii.

Kłopoty rozpoczęły się w latach 90. ubiegłego wieku, gdy w celu odejścia od planowania centralnego kopalnie węgla się usamodzielniły. Dość szybko się okazało, że polskie górnictwo nie jest w stanie dostosować się do funkcjonowania w gospodarce rynkowej. Jedną z przyczyn były rozbudowane zdolności produkcyjne węgla, niewspółmierne do zapotrzebowania, które mocno stopniało. Do tego doszedł przerost zatrudnienia w kopalniach. Gdy koniunktura na światowym rynku węgla się pogorszyła, krajowa branża zaczęła przynosić straty i wpadła w poważne tarapaty. Od 1990 do 1999 r. cena detaliczna krajowego czarnego paliwa wzrosła aż dziewięciokrotnie i przegrywała konkurencję z tanim surowcem wydobywanym metodą odkrywkową w innych regionach świata. Na koniec 2000 r. zadłużenie górnictwa sięgało już 22 mld zł.

Polska zajmuje drugie miejsce w UE pod względem wydobycia węgla brunatnego. Na zdj. kombajn na wyrobisku w Rogowie

Dla uzdrowienia branży konieczna była rządowa interwencja i potężne wsparcie finansowe z budżetu państwa. Restrukturyzacja zakładała m.in. istotne zmniejszenie zdolności produkcyjnych poprzez likwidację kopalń lub ich części, mocną redukcję zatrudnienia i oddłużenie spółek wydobywczych. Tylko w latach 1998–2000 z państwowych środków na wsparcie branży popłynęło 4,36 mld zł.

Następne lata przynosiły kolejne programy restrukturyzacji. Ostatecznie od 1989 do 2006 r. liczba czynnych kopalń zmniejszyła się z 70 do 32, produkcja węgla skurczyła się ze 177 mln do 94 mln ton, a zatrudnienie w górnictwie stopniało z 416 tys. do 119 tys. osób.

Zastój w inwestycjach

W kolejnych latach branża nie wykorzystała jednak szans, jakie dały jej zarówno efekty wcześniejszych reform tego sektora, jak i dobra koniunktura na węgiel kamienny. W praktyce działania restrukturyzacyjne w większości przedsiębiorstw górniczych zostały zaniechane.

Przez lata nie udało się do końca wyeliminować przerostu zatrudnienia w górnictwie i powstrzymać rosnących z roku na rok kosztów produkcji. Kolejny kryzys na rynku węgla skończył się więc koniecznością ratowania po raz kolejny przed bankructwem spółek wydobywczych. Utrata płynności finansowej oznaczała dla kopalń nie tylko problemy z regulowaniem rachunków i wypłat dla górników, ale też wstrzymanie inwestycji rozwojowych. Tak było w ostatnich latach, kiedy ceny węgla drastycznie zanurkowały. Spadek cen na polskim rynku obserwowany był od 2013 do 2016 r. Był on związany m.in. ze spowolnieniem gospodarczym i silną konkurencją ze strony alternatywnych źródeł energii. W konsekwencji w Polsce, podobnie jak w Europie i na świecie, mieliśmy do czynienia ze spadkiem popytu na węgiel, a składowiska kopalń i elektrowni puchły od nadmiaru węgla. W istocie jednak śląskie kopalnie popadły w tarapaty finansowe nie tyle przez spadające ceny węgla na światowych rynkach, ile przez galopujące koszty wydobycia. Jeszcze w 2007 r. średni jednostkowy koszt produkcji węgla w kraju wynosił 187,93 zł na tonę. W 2013 r. koszty te sięgały już 302,89 zł. Systematycznie spadała też średnia wydajność kopalń – z 758 ton na pracownika w 2007 r. do 704 ton w 2013 r. Ostatecznie branżę udało się wyprowadzić z kryzysu dzięki finansowemu zaangażowaniu kontrolowanych przez Skarb Państwa spółek, głównie energetycznych. Komisja Europejska zgodziła się też na finansowanie z budżetu państwa zamknięcia nierentownych kopalń – na ten cel w latach 2015– 2023 ma popłynąć niemal 13 mld zł. Spółkom wydobywczym niewątpliwie pomogło też odbicie cen węgla na światowych rynkach, dzięki czemu dziś większość kopalń osiąga zyski.

Wraz z pogarszającą się sytuacją finansową branży systematycznie malały nakłady na inwestycje w kopalniach. W 2016 r. wyniosły one 1,55 mld zł i były aż o 48 proc. mniejsze niż w roku 2014. Skutki braku inwestycji rozwojowych odczuwalne są do dziś – kopalnie mają problem z realizacją planów wydobywczych, nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania na surowiec krajowych elektrowni, a dalszą tego konsekwencją jest rosnący w szybkim tempie import zagranicznego węgla. Krajowe spółki węglowe wyprodukowały w 2017 r. niespełna 66 mln ton węgla kamiennego. Polska pozostaje największym producentem tego surowca w Unii Europejskiej.

Odrabianie strat

W 2017 r., po latach stagnacji w górniczych inwestycjach, wraz ze wzrostem cen węgla wreszcie przyszło ożywienie. Korzystając z dobrej koniunktury, krajowe spółki wydobywcze ogłosiły ambitne programy rozwojowe. W planach miały rozkręcenie inwestycji już w 2017 r., ale zderzyły się z problemami firm wykonawczych, które osłabione po kryzysie nie zdołały odbudować swoich mocy. Ostatecznie nakłady w 2017 r. wyniosły niespełna 1,59 mld zł i były tylko o niecałe 3 proc. wyższe niż w bardzo słabym roku 2016. Początek 2018 r. był już jednak znacznie lepszy. Tylko od stycznia do maja spółki węglowe na inwestycje w swoich kopalniach wydały niemal 907 mln zł. To ponad dwa razy więcej niż w tym samym okresie 2017 r. Największy wzrost dotyczył zakupów maszyn i urządzeń, takich jak obudowy zmechanizowane, maszyny urabiające czy urządzenia transportujące. Wydatki na ten cel sięgnęły 495,4 mln zł i były ponadtrzykrotnie wyższe niż przed rokiem. W tym samym czasie nakłady na drążenie wyrobisk górniczych zwiększyły się o ponad 50 proc., a niewiele mniejszy wzrost dotyczył środków na modernizację zakładów wzbogacania węgla.

Jedną z większych inwestycji było rozpoczęcie pod koniec 2017 r. budowy szybu Grzegorz w kopalni Sobieski w Jaworznie przez Tauron Wydobycie. Projekt pochłonie 550 mln zł. To jedna z nielicznych tego typu inwestycji w polskim górnictwie w ostatnich latach. Zgodnie z harmonogramem inwestycja zakończy się w roku 2023. Dzięki niej Tauron przedłuży żywotność kopalni Sobieski nawet o 50 lat i zabezpieczy dostawy węgla do nowego bloku energetycznego w Jaworznie. Równolegle Tauron Wydobycie rozwija potencjał swoich dwóch pozostałych kopalń: Janiny i Brzeszcz. Na rozwój segmentu wydobycie Tauron planuje wydać w sumie około 1,3 mld zł do 2020 r.

Jeszcze bogatsze plany inwestycyjne ma największy producent węgla w Unii Europejskiej – Polska Grupa Górnicza. Tylko w 2018 r. jej nakłady mają sięgnąć 2,67 mld zł. Wśród najważniejszych inwestycji znalazły się m.in. ukończenie budowy szybu VII w kopalni Murcki-Staszic, integracja techniczna kopalń Chwałowice i Jankowice na poziomie 700 m oraz budowa centralnej klimatyzacji w Halembie.

Jastrzębska Spółka Węglowa stawia przede wszystkim na zwiększenie wydobycia węgla koksowego, używanego do produkcji koksu i stali. Aby to osiągnąć, chce zainwestować w latach 2018–2030 w sumie 16 mld zł. Do kluczowych inwestycji rozwojowych spółka zalicza m.in. budowę kolejnych poziomów wydobywczych w swoich kopalniach, modernizację zakładów przeróbki węgla, udostępnienie i zagospodarowanie zasobów złóż Bzie-Dębina Zachód i Pawłowice.

Z kolei Lubelski Węgiel Bogdanka zakłada wydatki na rozwój rzędu 4 mld zł do 2025 r. Największy strumień pieniędzy popłynie na nowe wyrobiska i modernizację istniejących. Pozostałe inwestycje obejmują m.in. utrzymanie parku maszynowego i pozyskanie nowych koncesji.

Nowe projekty z problemami

Wraz z poprawą koniunktury na rynku zwiększyły się też szanse na budowę w Polsce nowych kopalń. Na Lubelszczyźnie swoich sił próbują zagraniczni inwestorzy. Najbardziej zaawansowane prace w tym rejonie prowadzi australijski Prairie Mining, który chce postawić kopalnię za ponad 2 mld zł. Spółka ta chce także reaktywować eksploatację złoża Dębieńsko na Śląsku, zakończoną 20 lat temu. Jednocześnie rozmawia o potencjalnej sprzedaży swoich projektów lub współpracy przy tych inwestycjach z JSW. Australijski inwestor ma jednak poważny problem z dopięciem formalności przy obu projektach. Najpierw resort środowiska odmówił podpisania ze spółką w terminie trzech miesięcy umowy użytkowania górniczego złoża Lublin. Prairie twierdzi, że w ten sposób resort złamał prawo, a sprawa trafiła do sądu. Nieco później Ministerstwo Środowiska odrzuciło wniosek spółki o zmianę warunków koncesji wydobywczej na złożu Dębieńsko. W tym przypadku także Prairie nie zgodził się z argumentacją resortu.

Kolejny zakład wydobywczy na Lubelszczyźnie chce postawić inna australijska firma – Balamara Resources. Pracuje ona ponadto nad pozyskaniem dokumentacji dla budowy kopalni Nowa Ruda na Dolnym Śląsku. Zainwestować w polski węgiel chce także brytyjski Tamar Resources. Na wznowienie produkcji w kopalni Krupiński jest gotów wydać ponad 600 mln zł. Jak dotąd jednak państwowa Spółka Restrukturyzacji Kopalń, która zajmuje się likwidacją Krupińskiego, nie dostała zielonego światła od ministra energii na podjęcie negocjacji z inwestorem. Tuż obok w Orzeszu fedrować węgiel chce niemiecki HMS Bergbau.

O powstaniu nowych kopalń mówi też polski rząd, który w programie dla Śląska zapisał budowę dwóch zakładów na terenie Górnośląskiego Zagłębia Węglowego. Na ten cel popłynąć ma niemal 7 mld zł.

Miedziowe bogactwo

Polska jest nie tylko największym producentem węgla kamiennego w Unii Europejskiej, ale też potężnym producentem miedzi. Na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku reaktywowano kopalnie na terenie tzw. Starego Zagłębia Miedziowego. Odbudowa tych zakładów dała impuls do podjęcia poszukiwań na Dolnym Śląsku, gdzie w 1957 r. polscy naukowcy odkryli złoża rudy miedzi. Tego cennego odkrycia po wielu latach badań dokonał zespół geologów Państwowego Instytutu Geologicznego pod kierunkiem Jana Wyżykowskiego. Udokumentowali oni wówczas pokłady miedzi i srebra występujące między Lubinem a Głogowem. Jest to największe złoże w Europie i jedno z największych na świecie. Dało ono początek działalności potentata miedziowego – KGHM.

Trzy lata po odkryciu złóż ruszyła tam budowa Zakładów Górniczych Lubin, która zajęła osiem lat. Pełną zdolność produkcyjną, w wysokości 4,5 mln ton rudy na rok, kopalnia osiągnęła w 1972 r. Następnie zakład był rozbudowywany i zwiększał moce. Ruda wydobywana w tej najstarszej kopalni w polskim Zagłębiu Miedziowym zawiera głównie miedź oraz srebro, a także w mniejszych ilościach nikiel, kobalt i molibden.

Budowa kolejnej kopalni – Polkowice – rozpoczęła się w 1962 r. Ta inwestycja od początku stanowiła duże wyzwanie ze względu na wysoko nawodnione warstwy piasków i żwirów utrudniające dotarcie do złóż. Konieczne było więc sięgnięcie po innowacyjne rozwiązania. Przy drążeniu szybów tej kopalni zastosowano nowatorską metodę mrożenia górotworu. Wydobycie w Polkowicach ruszyło w 1968 r. Wiele lat później kopalnię tę połączono z zakładem Sieroszewice, która rozpoczęła eksploatację w roku 1980.

Natomiast największą kopalnią rudy miedzi w Europie jest Rudna, zlokalizowana na Dolnym Śląsku, na północ od miasta Polkowice. Wśród polskich złóż użytkowanych przez KGHM Rudna wyróżnia się największą miąższością sięgającą nawet kilkunastu metrów. Przy budowie tej kopalni korzystano z doświadczeń pozyskanych przy wcześniejszych projektach Lubin i Polkowice. Zakład rozpoczął wydobycie w 1974 r., a jego zdolności produkcyjne rosły z roku na rok.

Dziś KGHM eksploatuje nie tylko polskie złoża, ale także zagraniczne. Spółka ma swoje kopalnie w Ameryce Północnej i Południowej. Ma też plany dalszego poszerzania zasobów wydobywczych. W swojej strategii KGHM przewiduje, że nakłady inwestycyjne grupy w latach 2017–2021 sięgną 15 mld zł, z czego na rozwój w Polsce popłynie 11 mld zł. Spółka, dążąc do powiększenia zasobów, kontynuuje roboty geologiczne w ramach posiadanych koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż rud miedzi na obszarach w bezpośrednim sąsiedztwie złóż, które są aktualnie eksploatowane. W całej grupie pracuje ok. 34 tys. osób.

Za produkcję złota i srebra w KGHM odpowiada działający od ćwierć wieku Wydział Metali Szlachetnych zatrudniający aktualnie 80 pracowników. W wydziale odzyskiwane są obecne w rudzie miedzi srebro, złoto, koncentrat platynowo-palladowy i selen techniczny. KGHM na Dolnym Śląsku produkuje rocznie kilka ton złota, a od wielu lat znajduje się w światowej czołówce producentów srebra.

Warunkiem dalszego wzrostu spółki oraz kontynuacji jej działalności przez następne dziesięciolecia jest rozbudowa niezbędnej infrastruktury, w tym obiektu unieszkodliwiania odpadów wydobywczych Żelazny Most. To miejsce składowania odpadów z flotacji rud miedzi pochodzących ze wszystkich zakładów górniczych KGHM. Rozbudowa Żelaznego Mostu będzie przebiegała w dwóch etapach. Pełna realizacja pierwszego etapu prac planowana jest na koniec 2021 r. Inwestycja pochłonie 578 mln zł.

W odniesieniu do projektów zagranicznych strategia KGHM na najbliższe lata zakłada koncentrację na aktywach o największym potencjale produkcyjnym i optymalizację całego portfela aktywów, w tym doprowadzenie do dojrzałości produkcyjnej chilijskiej kopalni odkrywkowej miedzi i molibdenu Sierra Gorda. KGHM wraz z japońskim Sumitomo uruchomił zakład w 2014 r. Kopalni nadano imię Ignacego Domeyki, polskiego geologa, który większość życia spędził w Chile, przyczyniając się do rozwoju przemysłu w tym kraju. Aktualnie zarząd KGHM analizuje wszystkie zagraniczne aktywa należące do grupy.

Edward Gierek I sekretarz PZPR ze Śląska

Rządy Edwarda Gierka kojarzą się wielu starszym Polakom z czasem luzowania komunistycznego reżimu. Władze PRL pozwalały wówczas narodowi na większą konsumpcję i hojniej reglamentowały paszporty, w telewizji występowały zachodnie gwiazdy (Abba czy Boney M), w sklepach pojawiła się coca-cola, a zwykli ludzie mieli większą szansę niż kiedykolwiek, by dorobić się własnego samochodu i mieszkania spółdzielczego w bloku. Powstały wówczas inwestycje infrastrukturalne i przemysłowe, z których wciąż korzystamy (trasa „gierkówka", Dworzec Centralny w Warszawie czy Port Północny w Gdańsku). PRL przechodziła wówczas „cud gospodarczy", ale działo się to w dużym stopniu za pieniądze pożyczone w zagranicznych bankach. Kryzys naftowy z 1973 r., ciężar wydatków zbrojeniowych i strukturalna niewydolność systemu komunistycznego sprawiły w końcu, że Polska wpadła w podobną pułapkę zadłużeniową jak wiele krajów Trzeciego Świata. Epoka Gierka kończyła się kartkami na cukier i kryzysem społecznym, którego objawem były strajki z czerwca 1976 r. i lata 1980 r. Gierek w ciągu dekady przemienił się z autentycznie popularnego przywódcy w wyśmiewanego kacyka, na którego zrzucano całą winę za systemową niewydolność PRL.

Edward Gierek urodził się 6 stycznia 1913 r. w Porąbce (obecnie dzielnica Sosnowca). Jego rodzina wyjechała za chlebem do Francji. W 1931 r. dał się wciągnąć do związków zawodowych i polskojęzycznej sekcji Francuskiej Partii Komunistycznej. W 1934 r. wydalono go za organizację strajku do Polski. W II RP odbył służbę wojskową i po dwóch latach wyemigrował do Belgii. Tam wciąż trzymał z komunistami i w czasie wojny zaangażował się w działalność belgijskiego ruchu oporu. Pod koniec wojny działał w komunistycznym Związku Patriotów Polski, a później w PPR. W 1948 r. powrócił do Polski i od razu stał się częścią nomenklatury partyjnej. Szybko awansował: w latach 1949–1954 był sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach (od 1953 r. miasto było oficjalnie nazywane Stalinogrodem), od 1952 r. był posłem na Sejm PRL, a od 1954 r. zasiadał w KC PZPR, gdzie zajmował się przemysłem ciężkim.

Po masakrze na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. został wybrany na pierwszego sekretarza PZPR w miejsce Gomułki. Za jego rządów wydatki na konsumpcję wzrosły z 25 proc. PKB do prawie 40 proc. PKB. Zbudowano około 1 mln mieszkań, rozpoczęto budowę pierwszych autostrad i dróg szybkiego ruchu, inwestowano w sprowadzanie do Polski w miarę nowoczesnych technologii, a także w rozwój rolnictwa i kulturę (np. w odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie). Partia i rząd uprawiały wówczas „propagandę sukcesu" mówiącą, że Polska jest „dziesiątą potęgą przemysłową na świecie". Bolesne rozczarowanie przyszło w 1980 r. We wrześniu 1980 r. stracił stanowisko I sekretarza PZPR, a w 1981 r. wyrzucono z partii oraz internowano. Znalazł się na politycznym uboczu. Zmarł 29 lipca 2001 r. w Cieszynie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA