fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#PROSTOzPARKIETU. Kamil Maliszewski: Przełomowa konferencja Janet Yellen

ROL
Gościem piątkowego #PROSTOzPARKIETU był Kamil Maliszewski, analityk DM mBanku. Rozmawialiśmy m. in. o decyzjach Fed i EBC, perspektywach WIG20 i mWIG40 oraz prognozach dla rynku ropy naftowej.

Co pana zdaniem było największym, pozytywnym zaskoczeniem mijającego tygodnia?

Postawiłbym na konferencję prasową Fedu. Nie spodziewałem się, że Janet Yellen zajmie tak zdecydowane stanowisko. To była przełomowa konferencja w jej wydaniu, gdyż powiedziała bardzo wiele na temat polityki fiskalnej. Stwierdziła jasno, że w tej chwili nie są potrzebne duże wydatki państwowe. Mówiła też o tym, że należy zwracać uwagę na relację długu do PKB. Było to więc nie do końca zgodne z jej dorobkiem naukowym i stroną, jaką reprezentuje w sporze ekonomicznym dotyczącym udziału państwa w gospodarce. Zdecydowała się jednak przełamać konsensus w globalnej gospodarce, że banki centralne nie mają już wiele do zrobienia i czas na rządy. W USA sytuacja jest lepsza, co szefowa Fed wyraźnie zaznaczyła.

A negatywna niespodzianka tygodnia?

Wróciłbym na nasze podwórko i zwrócił uwagę na wypowiedzi ministra Tchórzewskiego, dotyczące świetlanej przyszłości polskiego górnictwa. Taki optymizm jest niepokojący, biorąc pod uwagę chociażby to, jak wiele miast w Polsce zmaga się ze smogiem. Ponadto minister mówił o potrzebie otwierania nowych kopalń, co stawia nas w totalnej awangardzie światowego podejścia do energetyki.

Światowe trendy kierują się ku odnawialnym źródłom energii, tymczasem my zachowujemy się, jakbyśmy węgla mięli w nieskończoność.

Złóż mamy wciąż bardzo dużo, ale problem dotyczy długoterminowego planu. Rząd Platformy Obywatelskiej prawie w ogóle nie zadbał o tę kwestię, z kolei Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło pomysł zupełnie anachroniczny. Jeśli ten plan będzie konsekwentnie realizowany to za 20, 30 lat może się okazać, że będziemy drogim skansenem energetycznym, podczas gdy cały świat będzie produkował czystą i tanią energię.

Ostatnie decyzje Fedu i EBC pokazują, że polityki monetarne w USA i strefie euro wkroczyły na odmienne tory. Czy to pokazuje, że za ocenami jest aż tak dobrze, a w Europie aż tak źle?

Trzeba pamiętać, że USA i strefa euro są w różnych sytuacjach. Europa nadal zmaga się z kryzysem zadłużenia i problemami w sektorach bankowych (Włochy, Hiszpania). Gdyby koszt obsługi długu wzrósł, to wiele instytucji mogłoby tego nie wytrzymać. Także gospodarki wciąż mają duże problemy z finansowaniem się na rynku. USA takich problemów nie mają. Popyt na ich obligacje znajduje się zawsze, a poza tym dane makro z ostatnich miesięcy były bardzo dobre – indeksy koniunktury, wskaźniki wyprzedzające, stopa bezrobocia. To właśnie te różnica stoją za tym, że Fed i EBC postępują inaczej.

Słowa Janet Yellen stoją w kontrze do deklaracji Donalda Trumpa. Czy szefowa Fed wbija "szpilkę" nowemu prezydentowi USA?

Stymulacja fiskalna w wykonaniu Trumpa to prawdopodobnie cięcia podatków dla korporacji. Janet Yellen nie chce zmniejszenia wpływów do budżetu, bowiem skutkowałoby wzrostem zadłużenia (stąd mowa o relacji długu do PKB). W obecnej sytuacji takie cięcia nie są potrzebne, poza tym warto sobie zachować pewne narzędzia stymulacji, na wypadek pogorszenia sytuacji.

Ma pan coś konkretnego na myśli?

Tak naprawdę nie widzę na razie na horyzoncie żadnych większych zagrożeń. Nie spodziewam się ani szybkiego załamania w Chinach, ani drastycznego skoku cen ropy naftowej. Kłopoty mogą pojawić się dopiero wtedy, gdy zacieśnianie stóp procentowych w USA będzie postępować szybciej niż przewiduje rynek. Wówczas byłby to hamulec dla wzrostów cen ryzykownych aktywów.

Decyzja Fed spowodowała umocnienie dolara, wzrost rentowności obligacji i odpływ kapitału z rynków akcji w krajach rozwijających się. Czy te trendy się utrzymają?

W sytuacji gdy rosną rentowności amerykańskich obligacji, a więc można na nich bezpiecznie zarabiać, to odpływ kapitału z rynków wschodzących jest naturalny. Ten trend będzie prawdopodobnie utrzymywał. Im bardziej jastrzębi będzie Fed, tym większe powody do obaw o emerging markets.

Jak w tym kontekście wyglądają perspektywy GPW?

Oprócz zagranicznych czynników mamy też sporo rodzimych źródeł niepewności. Mam tu na myśli chociażby ostateczny kształt naszego systemu emerytalnego. Ta kwestia prawdopodobnie rozwiąże się w przyszłym roku i można sobie wyobrazić scenariusz bardzo negatywny dla rynku akcji. Jeśli chodzi o mWIG40, tutaj nie widzę większych zagrożeń. Spółki są w dobrej kondycji, wypłacają dywidendy. Z kolei WIG20 mógłby teraz zmienić nazwę na WIG skarbu państwa.

Jak ocenia pan decyzję krajów OPEC o ograniczeniu wydobycie ropy naftowej?

Wyższe ceny ropy to wyższa inflacja w USA, szybsze podwyżki stóp i chociażby rajd na parze USD/JPY. Była to więc istotna decyzja dla rynków. Teraz jednak trzeba zaczekać do lutego, by zobaczyć, czy te cięcia będą realizowane. Jeśli tak, to jest perspektywa na 10-15-proc. wzrost cen ropy. Jeśli z kolei nie wywiążą się z tego porozumienia, co już w historii nie raz się zdarzało, to kurs wróci poniżej 50 dol. Nie spodziewam się jednak większych wahań. W USA widać już zatrzymanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym. Wydobycie staje się rentowne powyżej 50 dol., więc jeśli wysoki kurs się utrzyma, można spodziewać się nowych odwiertów.

Na co inwestorzy powinni być gotowi w najbliższych tygodniach?

Na pewno powinni się przygotować na podwyższoną zmienność notowań par złotowych w okresie świątecznym. Skoki rzędu kilku czy nawet dziesięciu groszy mogą się pojawić i warto się z tym oswoić. To może być chaotyczna końcówka roku. Zwłaszcza, że rynku akcji są na wysokich poziomach. Warto więc zachować ostrożność. Styczeń i luty przyniosą nam odpowiedzi dotyczące decyzji krajów OPEC oraz projektów legislacyjnych Donalda Trumpa i wtedy rynki obiorą kierunek na 2017 r.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA