fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Richter woli muzea

materiały prasowe
Dzieło jest warte tyle, ile nabywca chce za nie zapłacić. Nie zawsze cena idzie w parze z wartością.

Sztuka I pieniądze zawsze szły ręka w rękę. Bez wartości finansowej - niewielu obchodzi. Mnożą się więc targi sztuki, a aukcje stają się emocjonującymi spektaklami.

- Cel sztuki przekształcił się, zmutował. Myślę, że wszyscy o tym wiedzą, że zmierzamy ku jakiemuś końcowi – dzieli się przemyśleniami Gavin Brown, marszand.

Edward Dollman, z domu aukcyjnego Phillips, opowiada w dokumencie „Cena wszystkiego” o wyczerpaniu rynku starej sztuki, kiedy zaczęło brakować dzieł na sprzedaż, a rosła liczba bajecznie bogatych młodych ludzi, którzy chcieliby zostać kolekcjonerami. Tak powstał popyt na sztukę współczesną i jej rosnąca podaż.

- Oczywiście jest to bańka. Ale bańki tworzą piękne rzeczy, więc nie niszczmy jej – mówi Paul Schimmel, kurator.

Tak powstał ekosystem, gdzie sztuka jest kapitałem, zaś aukcje – domami handlowymi aktywów – twierdzą autorzy dokumentu.

Są artyści, dla których taka sytuacja jest w pełni zrozumiała. Warto pamiętać, że Jeff Koons zanim stał się artystą modnym i drogim - pracował jako broker na Wall Street w firmie maklerskiej. W filmie zobaczyć go można w czasie procesu tworzenia obrazów z serii „Gazing Ball”. Choć są jego dziełem - nie dotyka fizycznie żadnego z nich - tylko „przez system”. Pracują nad nimi inni malując je przy pomocy szablonów. Koons zwierza się, że zawsze chciał zostać artystą, bo kiedy miał 3 lata „rodzice dali mu do zrozumienia, że ma talent”. Kurator jednej z jego wystaw jest zachwycony słynnym „Królikiem”, który jakoby przedefiniował pojęcie rzeźby. Wykonana w 1986 roku mierząca 104 cm rzeźba ze stali nierdzewnej została sprzedana w 2019 roku na aukcji za 91,1 mln dolarów.

Gigantyczna cena i świadomość, że istnieją tylko cztery takie króliki, okazała się mobilizująca dla Gael Neeson, amerykańskiej kolekcjonerki z Chicago, która w roku 1991 wylicytowała tę rzeźbę na aukcji za - okazyjną z dzisiejszego punktu wodzenia cenę – 945 tysięcy dolarów. Neeson razem ze Stefanem Edlisem od lat kolekcjonują sztukę według niezmiennych zasad: zawsze są właścicielami 200. prac 40 artystów. Dla Edlisa ta układanka – jak dobrze kupić, korzystnie odsprzedać – jest ulubionym zajęciem pochłaniającym codziennie wiele godzin.

- Są różne style kolekcjonowania: wilk w owczej skórze, owca w wilczej skórze – wyznaje Edlis i śmieje się. - Żeby być skutecznym kolekcjonerem, w głębi duszy trzeba być płytkim. Musisz być dekoratorem. Musisz chcieć, żeby te rzeczy pasowały do dywanów i mebli.

Swoją przygodę z kolekcjonowaniem zaczął w latach 70. XX wieku od nabycia w Christie’s obrazu Pieta Mondriana („Kompozycja z czerwonym, niebieskim i żółty”, 1928). Wygrał aukcję kupując pracę za 600 tysięcy, co było ówczesnym rekordem tego artysty.

Ale – jak się przekonają widzowie – Edlis nie jest egoistą…

Film przedstawia także m.in. Larry Poons’a, amerykańskiego abstrakcjonistę, który twierdzi: „sztuka i pieniądze nie mają żadnego rzeczywistego związku”, „najdroższy nie znaczy najlepszy”. Od 1971 roku artysta maluje jeden gigantyczny obraz nie myśląc o opłacalności swego przedsięwzięcia…

Zobaczyć też można słynnego Gerharda Richtera, który nie kryje, że woli, kiedy jego prace trafiają do muzeów niż do prywatnych kolekcji.

- Pieniądze są brudne – mówi krótko.

Przypadek słynnego i bardzo drogiego Damiena Hirsta, który w 2008 roku sprzedał na aukcjach swoje dzieła za 270 mln dolarów, a rok później zarobił już tylko 18 mln – każe wciąż pytać: czym dziś jest sztuka.

Dokument „Cena wszystkiego” zrealizowany przez Nathaniela Kahna można bezpłatnie oglądać na Ninateka.pl.

Warto.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA