fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Listopad przed ekranem. Festiwale przenoszą się do sieci

Pozyskanie prawa do pokazu online nie jest łatwe, choć czuć ogromną solidarność branży
shutterstock
Wiosną czołowe festiwale filmowe przenosiły się na jesień. Dziś organizatorzy muszą szukać ratunku w sieci.

Wrocławskie Nowe Horyzonty zostały przeniesione z lipca na jesień i razem z American Film Festival (AFF) miały się zacząć 5 listopada. Tylko online.

– To kwestia odpowiedzialności za widzów. Nasze imprezy są bardzo popularne – mówi Marcin Pieńkowski, dyrektor artystyczny Nowych Horyzontów. – Boimy się, że nawet przy 25 procentach miejsc, jakie mogą być zajęte w salach projekcyjnych, nie uniknęlibyśmy w kinie tłoku. Wiele osób przyjechałoby też pewnie z Polski. Mieliśmy sporo nadziei na tradycyjną wersję imprezy, zwłaszcza po udanym festiwalu w Wenecji, ale dzisiaj wszystko się zawaliło. Sytuacja pandemiczna jest dramatyczna. Zostawiamy tylko kilka małych pokazów na żywo, choć nie wiadomo, czy do czasu rozpoczęcia festiwalu kina nie będą całkiem zamknięte – dodaje.

Cieszyńskie Kino na Granicy, które dwa razy zmieniało swoje terminy, też odbędzie się tylko w sieci, między 23 a 29 listopada.

– Nie ma wyjścia. Płaczemy i robimy swoje – mówi dyrektor artystyczny Łukasz Maciejewski. – Płaczemy i wierzymy, że to nie będzie trwało latami. Ale teraz bezpieczeństwo jest priorytetem.

Nad wersją hybrydową pracuje jeszcze ekipa EnergaCamerimage Marka Żydowicza. Na festiwal od lat zjeżdżają wielcy twórcy ze świata. Nawet w tym pandemicznym roku potwierdzili swoją obecność m.in. Viggo Mortensen, który chce przyjechać do Torunia samochodem, by promować swój nowy film, czy wierny przyjaciel festiwalu, wspaniały operator Vittorio Storaro.

– Od początku wiedzieliśmy, że tegoroczny EnergaCamerimage będzie hybrydowy, choć wciąż jeszcze zakładamy, że może on się odbyć wyłącznie online – mówi Marek Żydowicz.

Ciekawe programy artystyczne

Siłą festiwali są rozmowy o filmach przy kawie, atmosfera święta. Tego już w tym roku nie będzie na pewno. Ale programy artystyczne jesiennych imprez wciąż są ciekawe. Nowe Horyzonty i AFF w sieci proponują ok. 170 tytułów. W Kinie na Granicy Maciejewski zapowiada 50 filmów – polskich, czeskich i słowackich. EnergaCamerimage to kilka znakomitych konkursów, od wideoklipów przez dokument do najgłośniejszych i najciekawszych fabuł roku. Już na otwarcie zwycięzca weneckiej Mostry „Nomadland” Chloe Zhao i właśnie „Jeszcze jest czas” Mortensena.

Pozyskanie prawa do pokazu filmu online też nie jest łatwe, choć czuje się ogromną solidarność branży. A wszyscy potwierdzają: najgorzej idą negocjacje z polskimi dystrybutorami, którzy często są takim rozwiązaniom niechętni i żądają za jednorazowy pokaz w sieci wysokich sum. Trudne są też rozmowy w sprawie wielkich tytułów amerykańskich, jakie często trafiają na przykład do konkursu głównego EnergaCamerimage. Jednak już dziś z 12 walczących o Złotą Żabę filmów połowa uzyskała zgodę na projekcję w internecie.

Warunkiem podstawowym jest bezpieczeństwo. A więc platforma najwyższej jakości. I tu okazuje się, że paradoksalnie festiwal online – choć nie trzeba płacić za hotele i podróże gości – generuje koszty wyższe niż stacjonarny.

– Technologie, do których dotąd sięgaliśmy tylko incydentalnie, teraz muszą zostać zmodyfikowane w wielu elementach. Pierwszy to stworzenie w pełni bezpiecznej platformy VOD, a niewiele jest na świecie firm, które takie bezpieczeństwo gwarantują – mówi Żydowicz.

Szersza widownia

Korzyść oczywista: festiwalowe wersje online pozwalają poszerzyć widownię, docierają do widzów z całej Polski, a nawet ze świata. Przekonali się już o tym organizatorzy Krakowskiego Festiwalu Filmowego czy Millennium Docs Against Gravity. Dostęp do filmów jest płatny, ale już bardzo ciekawe spotkania z twórcami czy debaty – darmowe. A biorą w nich udział twórcy z całego świata.

Przygotowywane przez wiele miesięcy festiwalowe platformy zostaną. Ta nowohoryzontowa stanie się być może ważnym miejscem dla kina artystycznego. Rodzi się pytanie, czy internet nie pochłonie kultury, nie przyzwyczai nas do oglądania filmów, a może nawet spektakli teatralnych, w sieci. Jednak większość działaczy kultury nie ma takich obaw.

– Jestem przekonany, że kiedy skończy się pandemia, nasza publiczność do kina wróci – mówi Pieńkowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA