fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Kochajcie się w życiu jak w kinie”

materiały prasowe
Impresje z sandomierskiego Festiwalu Filmów i Spotkań Nie-Zwykłych

Dziadek wespół z synami koncertowali dla Józefa Piłsudskiego i kajzera Franciszka Józefa. Nim zaczęły kopcić krematoryjne kominy Auschwitz, przez dziesięciolecia tworzyli najsłynniejszą kapelę klezmerską między Krakowem a Lwowem - opowiada o swoich ascendentach dobiegający setki Poldek Kozłowski. Ojciec Poldka zginął w mrokach Holocaustu. On sam, rocznik 1918, otarł się o śmierć. By przeżyć, musiał tańczyć nago gestapowcom, podczas gdy oni zapalali swoje papierosy od wciśniętej mu między pośladki tlącej się świeczki. Kiedy Hitler runął pod gruzami „tysiącletniej” Rzeszy, 27-letni Poldek wrócił na krakowski Kazimierz. Zastał wymarłe miasto: puste kamienice, okna bez szyb, ulice bez ludzi i sklepów. Chwycił za akordeon i zagrał kamieniom. I tak już grał przez kolejnych 7 dekad - do końca życia.

Klezmerskie tony, bardziej strumień odruchów serca niż zapis nutowy, okazały się w stuletnim życiu solą ziemi. Po śmierci filmowe epitafium wystawił mu reżyser Janusz Majewski. Nie powstała bynajmniej hollywoodzka produkcja, wymagająca kilku walizek pieniędzy, lecz raczej opowieść o życiu ostatniego polskiego klezmera. Poldek opowiada o nim głównie żydowskimi pieśniami, choć oś filmowej biografii scala jego rozmowa z bardem i niezrównanym autorem tysięcy tekstów piosenek. Jackiem Cyganem. To co nie zmieściło się w filmowym epitafium, Jacek Cygan dopowiedział przed i po projekcji filmu w sandomierskiej galerii Widnokrąg podczas właśnie zakończonego Festiwalu Filmów i Spotkań Nie-Zwykłych. Tegoroczna, 17 z rzędu edycja, dziecko myśli i aktywności Kasi Kubackiej-Seweryn i Andrzeja Seweryna, jako pierwszy festiwal w Polsce przebiła się przez kłody pandemii Covid-19. Choć Janusz Majewski do Sandomierza nie przybył. „Zadzwonił wirus z koroną na głowie i przestrzegł, że nie bierze odpowiedzialności za przyjazd do Sandomierza”, poinformował reżyser festiwalowych gości w nagranym spocie.  

Przybyła za to plejada artystów, od Stanisława Soyki i Krzysztofa Materny po Annę Dymną, by pomimo pandemii, w chwili wyjątkowo niesprzyjającej artystom, na tle nocnych kulis sandomierskiego zamku uraczyć gości koncertem, na 70-tkę Jacka Cygana. W podzięce za urocze chwile, jakie ten „Baron cygański”, nie Straussa lecz naszej, polskiej kultury, sprezentował pokoleniom Polaków swoją liryką. W galerii BWA na sandomierskim rynku natomiast swoimi plastycznymi wizjami o filmie zaprezentowali się studenci warszawskiej ASP z pracowni plakatu Kasi Stanny. Z zaproszenia do Sandomierza skorzystały też tęgie profesorskie głowy, na co dzień wyjaśniające milionom rodaków, a to meandry obecnej kampanii prezydenckiej, a to labirynty ojczystego języka, ot choćby, jak semantycznie odróżnić mandarynkę od pomarańczy, lub też wytłumaczyć, dlaczego masa seksualnych określeń w polskim języku posiada organiczny związek z ptactwem. Tym razem w Sandomierzu rzeczeni spece, profesorowie Wawrzyniec Konarski i Jerzy Bralczyk, siedzieli na trawie w cieniu gotyckiego Domu Jana Długosza, czytając dzieciom baśnie Andersena. Bo jak wyjaśnia drugie płuco festiwalu, a pierwsze po żonie, Andrzej Seweryn, formuła opiera się na skromności, braku czerwonych dywanów i setek kamer, za to (przy tegorocznym zachowaniu reguł pandemii) na bliskości i bezpośrednich rozmowach Nie-Zwykłego twórcy ze zwykłymi ludźmi, a co szczególnie organizatorom leży na sercu, na warsztatach filmowych, prowadzonych przez gwiazdy polskiego kina, z młodzieżą. By, zgodnie z motto festiwalu „Kochać się w życiu jak w kinie”.

Nieprzypadkowo festiwal odbywa się w Sandomierzu, o najbardziej włoskim ambiente z polskich miastach. A co jeszcze bardziej istotne, grodzie szeroko otwartym, jak powszechnie wiadomo, i na potrzeby popkulturowego serialu, ale i na kulturę wysoką, a także, zgodne z nakazem chwili, na scalanie społecznej tkanki narodu. Na kanwie filmowego święta otwarto wszak w renesansowym ratuszu wystawę z okazji 450-lecia Zgody Sandomierskiej, bezprecedensowego w polskiej kulturze przykładu politycznej konwergencji. Do przygotowań włączyła się miejscowa kuria biskupia, z radarami nastawionymi na ekumenizm. Bo jak tłumaczy z kolei burmistrz Sandomierza Marcin Marzec, współpraca ratusza i kościołów wszystkich wyznań toczy się pod szeroko rozpostartą flagą dialogu. 

Wielka kultura powstaje nie tylko w wielkich centrach. Wielki Ralf Dahrendorf nie tworzył w metropolitalnym Londynie, a prowincjonalnym Szwarzcwaldzie. Lista mniejszych miast europejskich, pulsujących kulturą, wypełniłaby długie strony. Na mapie naszego kraju natomiast, w Sandomierzu, czar miejsca, magia filmu i obywatelski duch miasta splatają się w jedność siłą gordyjskiego węzła. Pokrzepiające w polskim pejzażu Roku 2020.   


Autor jest profesorem, historykiem i politologiem w Wyższej Szkole Europejskiej Ks. Józefa Tischnera w Krakowie i na Uniwersytecie we Freiburgu

 

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA