fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Cannes 2017: Bajki dla dzieci

Majstersztykiem realizatorskim jest „Okja” Boong Joon-Ho ze wspaniałą Tildą Swinton (na zdjęciu).
AFP
Czym kierowali się canneńscy selekcjonerzy, że w tym roku zafundowali publiczności tyle bajek dla dzieci? To ma być antidotum na problemy świata? Na wielkim festiwalu artystycznego kina wadzącego się ze światem, historią i kondycją człowieka?

Todd Haynes jest jeden z tych twórców, na których filmy czeka się najbardziej niecierpliwie. Tym razem jednak  twórca niepokojącego „Gdzie indziej jestem. I’m Not There” czy świetnej „Carol” zaproponował film oparty luźno na książce dla dzieci Briana Selznicka, po którego prozę sięgnął też swojego czasu Martin Scorsese („Hugo i jego wynalazek”).

W „Wonderstruck” Haynes odszedł od pierwowzoru dość daleko. Prześledził losy dwojga głuchych, samotnych  dzieci. Rose, dziewczynka, której matka zajęta jest wyłącznie własną karierą śpiewaczą, próbuje odnaleźć bliską osobę w Nowym Jorku z 1927 roku. Ben - chłopiec z Gunflint Lake w stanie Michigan, w 1977 roku po śmieci matki chce odszukać swojego ojca, o którym wie bardzo niewiele. Znalazł książkę z nadrukiem nowojorskiej księgarni i czułą dedykacją dla matki, podpisaną Danny. Postanawia pójść tym tropem.

Oboje – w różnych momentach historii – chodzą po tych samych nowojorskich ulicach, oboje też  trafiają do Muzeum Historii Naturalne. Momentami film sprawia wręcz wrażenie reklamówki tego, skądinąd interesującego, miejsca. Obie opowieści w finale zazębiają się, film niesie obowiązkowy i dość nieznośny happy end. Wszystko razem jest scenariuszowo toporne,  pretensjonalne i piekielnie łopatologiczne.

Majstersztykiem realizatorskim jest „Okja” Boong Joon-Ho zrealizowana dla Netflixa. Typowe kino dla dzieci: wspaniała Tilda Swinton, doskonałe zdjęcia, no i wartka opowieść o dziewczynce z koreańskiej prowincji, która razem z dziadkiem wyhodowała jedną z eksperymentalnych, zmutowanych wielkich świń dostarczonych przez amerykański koncern mięsny. To oczywiście piękna historia o inności, a przede wszystkim o przyjaźni dziecka i wielkiego, przypominającego potwora, zwierzęcia. O przyjaźni pokonującej wszelkie zagrożenia i zapędy ze strony potężnej korporacji, dla której Okja to tylko kawał mięsa oznaczający zysk.

Film Boonga Joon-Ho jest rozrywką dla dzieci w starym stylu: bez żadnych niespodzianek, ze zwyciężającym dobrem, no może tylko można tu znaleźć kilka współczesnych prztyczków w stosunku do wielkich korporacji rządzących światem. Ale to wciąż tylko sprawnie opowiedziana bajka. Litości, co to ma wspólnego z festiwalem? Z wielką sztuką? Z wadzeniem się ze światem?

Na  pokazie prasowym przez pierwszych 10 minut film był źle wyświetlany. Nie było widać na ekranie góry obrazu. Po protestach i buczeniach widowni projekcję przerwano. Ruszyła, od nowa, po usunięciu awarii. Takie błędy rzadko zdarzają się na wielkich festiwalach. Ale cóż, nikt nie jest doskonały. Czasem technicy się mylą. Gorzej, jak robią to selekcjonerzy.

Barbara Hollender z Cannes

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA