fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Toni Erdmann": Uśmiech dobry na trudne czasy

PAP, Jacek Turczyk
Galę Europejskich Nagród Filmowych zdominował „Toni Erdmann", ale dwie nagrody przypadły też Polakom.

29. edycja Europejskich Nagród Filmowych, która odbyła się w sobotę we Wrocławiu, należała do Niemki Maren Ade. Jej „Toni Erdmann" został uznany za najlepszy film roku, ona dostała statuetki za reżyserię i scenariusz, a wyróżnienia aktorskie zgarnęli Sandra Hüller i Peter Simonischek. Nie całkiem ten entuzjazm akademików rozumiem.

„Toni Erdman" jest filmem ciekawym, ale nie arcydziełem. Nieprawda, że nie było w Europie w ostatnim sezonie innych filmów, innych interesujących reżyserów, bardziej złożonych ról. Trochę tak, jakby nagradzając obraz zwariowany i wzbudzający na widowni wybuchy radości, członkowie Europejskiej Akademii Filmowej próbowali odbić się od pesymistycznych nastrojów. – Mam wrażenie, że ludzie potrzebują dzisiaj uśmiechu – powiedziała mi Maren Ade.

„Toni Erdmann" jest historią starego nauczyciela muzyki i jego córki robiącej karierę w korporacji. Ines nie ma niczego poza pracą, dla której jest gotowa poświęcić czas, przyjaźnie, miłości, nawet poczucie godności. Ojciec, dawny hipis, przywdziewa kostium klauna, udaje biznesmena i dyplomatę Toniego Erdmanna i jako karykaturalna postać próbuje córce przypomnieć, czym są luz i radość.

Film zaczyna się jak opowieść o kobiecie zagubionej w korporacji i o zabijaniu w sobie uczuć, o życiu podporządkowanym karierze. Ale też o zapomnianych wartościach. O depresji i pustce, w jakiej można się ocknąć. Druga część filmu jest już jednak głównie zgrywą. Realizm ustępuje wygłupowi. Ade swą opowieść zamienia w bajkę. Dla mnie to strata szansy na świetne kino, ale część krytyków i widzów ten absurdalny humor zachwyca.

 

– Scenariusz pisałam prawie dwa lata, spotykając się z kobietami robiącymi kariery w korporacjach. Pół roku przygotowywałam film w Rumunii, gdzie pracuje moja bohaterka. Zdjęcia kręciliśmy przez rok. Powtarzaliśmy każdą scenę nawet po 20–30 razy, bo chciałam sprawdzić, czy nie można jej zrobić inaczej, lepiej. Miałam 100 godzin materiałów. Montaż trwał półtora roku – opowiada mi Ade.

Tyle Europejskich Nagród to wyjątkowy prezent na jej 40. urodziny, które obchodzi właśnie dzisiaj, 12 grudnia.

„Toni Erdmann" jest jednak wyjątkiem w krajobrazie kina europejskiego, pokazującego dzisiejszy świat coraz bardziej zawłaszczany przez ideologię nacjonalistyczną, podzielony, zapominający o otwartości na inność. W wystąpieniach na wrocławskiej gali członków akademii i laureatów często powtarzały się słowa: wolność, tolerancja, prawda.

Już witając gości, prezydent miasta Radosław Dutkiewicz wyraził zaniepokojenie falą nacjonalizmu, kończąc przemówienie: „Europo, weź prysznic!". Agnieszka Holland, która nie mogła wyrwać się do z planu swojego filmu „Pokot", przekazała uczestnikom gali nagranie. „W świecie półprawd musimy mówić prawdę" – stwierdziła. Maria Aliochina z grupy „Pussy Riot" apelowała o poparcie dla Olega Sencowa, ukraińskiego reżysera skazanego na 20 lat za „działalność terrorystyczną" i zesłanego na Syberię.

Członkowie akademii nagrodzili też w kilku kategoriach filmy, pokazujące tragizm dzisiejszego świata. Za najlepszy dokument uznano „Fuocoammare. Ogień na morzu" Gianfranco Rosiego, nakręcony na włoskiej wyspie Lampedusa, która jest bramą do innego świata dla uchodźców z Afryki. Wielu z nich tej ucieczki w nieludzkich warunkach nie przeżywa. Nagrodę w kategorii filmu krótkiego zdobyli z kolei Thomas Vroege, Floor van der Meulen i Issa Touma za „9 dni: z mojego okna w Aleppo".

Przegranych było wielu, jak zawsze przy takiej okazji. Może najbardziej Ken Loach, twórca filmu „Ja, Daniel Blake" – szlachetnego i ważnego, nakręconego w obronie ludzi niedających sobie rady z życiem. Brak nagrody dla tego filmu wynagrodziło jury studentów. Przyznana mu przez nich po raz pierwszy w historii nagroda, stała się wspaniałym pomostem między pokoleniami. –To wielka satysfakcja — powiedziała mi producentka jego filmów Rebecca O'Brien. – Ken ma 80 lat, ale duchem wciąż jest bardzo młody.

Najbardziej wzruszający moment? Hołd, jaki Akademia złożyła Andrzejowi Wajdzie. – Chcieliśmy mu wręczyć nagrodę specjalną, on ją w lecie zaakceptował – stwierdził przewodniczący Akademii Wim Wenders. Podczas gali, patrząc na jego portret mówił: – To człowiek, którego najbardziej tu dzisiaj brakuje.

Kilka godzin wcześniej legendarny scenarzysta, 85-letni Jean-Claude Carriere, współpracownik Tatiego, Bunuela, Formana, Godarda, Schloendorffa, powiedział mi:

– Pracowałem z wieloma mistrzami kina, Ale żaden z nich nie odegrał tak ważnej roli w dziejach swojego narodu jak Wajda.

A wreszcie Polacy. Za reżyserię dźwięku w filmie „11 minut" nagrodzono Ryszarda Ochnio. Wielki sukces odniosła Małgorzata Szumowska, którą nagrodą obdarzyła europejska publiczność. „Polska jest w Europie" – zawołała, powtarzając słowa, które wypowiedział Krzysztof Kieślowski, gdy w 1989 roku odbierał pierwszą Nagrodę Europejską za „Krótki film o zabijaniu". I dostała ogromne brawa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA