fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Mads Mikkelsen o rolach w "Gwiezdnych wojnach" i "Casino Royale"

Mads Mikkelsen, rocznik 1965, aktor, zadebiutował w filmie „Pusher” (1996). Grał m.in. w „Królu Arturze”, „Casino Royale” , „Starciu tytanów”. Laureat nagrody w Cannes za rolę w „Polowaniu” (2012). Jest ambasadorem domu maklerskiego XTB.
Disney
Mads Mikkelsen | Duński aktor mówi o swych rolach w nowych „Gwiezdnych wojnach" oraz w „Casino Royale", o pokerze, inwestycjach i o życiowym sukcesie.

"Rzeczpospolita": Jak to się stało, że w najnowszej część gwiezdnej sagi, „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie" pojawia się pan w roli niejakiego Galena Erso?

Mads Mikkelsen: Po prostu zadzwonił telefon. I ktoś spytał, czy nie wziąłbym tej roli. Rozmawiałem z reżyserem. Spodobałem mu się jako aktor i tyle.

Kiedy pierwszy raz zetknął się pan z „Gwiezdnymi wojnami"?

Miałem 12 lat, kiedy do kin wszedł pierwszy film. Zobaczyłem go jednak dopiero później. Potem obejrzałem oczywiście wszystkie trzy z pierwszej trylogii.

Który podobał się najbardziej?

Właśnie ten pierwszy. Był tak inny niż wszystko, co dotąd widziałem, pełen magii. To było wielkie przeżycie dla każdego, kto szedł do kina. W dzieciństwie w ogóle nie marzyłem jednak ani o byciu tancerzem, ani o aktorstwie, ani tym bardziej o staniu się częścią amerykańskiej superprodukcji. Wtedy tylko z zafascynowaniem oglądałem film.

Z kolei w „Casino Royale" jako Le Chiffre był pan przeciwnikiem Jamesa Bonda, w którego wcielił się Daniel Craig. Czy faktycznie grał pan z nim w pokera?

Nie. Nawet nie wiem, czy on w niego grywa. Ja robię to od lat.

Jaki jest Daniel Craig na planie?

Fantastyczny. Przybył ze świata bardzo małych produkcji, a potem zrobił największy film na świecie. I pozostał wierny światu, który go stworzył. Nad każdą sceną pracuje z innymi szczerze i otwarcie. Uważam, że to jedyna rzecz, którą możesz robić jako aktor. Po prostu grać, nie zachowując się jak gwiazda. I Daniel właśnie taki jest.

Pan też nie ma w sobie nic z gwiazdora., choć wystąpił pan w kultowych produkcjach, gra główną rolę w hitowym serialu „Hannibal"...

My w Danii mamy szczególne podejście: jak coś się wydarzy, to ludzie zwracają uwagę, ale na dłuższą metę niespecjalnie robi to na nich wrażenie. Więc jestem zwykłym facetem.

Uważa pan, że to największe osiągnięcie?

Skąd! Mój największy sukces to dwoje moich dzieci.

Le Chiffre był hazardzistą. A pan?

Też. Ale nie jestem hazardzistą szalonym. Lubię mieć określoną kwotę pieniędzy i zawsze zdaję sobie sprawę, że niebawem tych pieniędzy może już nie być. Na tym polega hazard. Kocham grać w pokera i jestem w tym dobry. Ale by wygrać, musisz być gotowy na porażkę. A jeśli karta ci idzie, w żadnym razie nie powinieneś przerywać, bo wygrasz. Przerywasz, gdy pierwszy raz powinie ci się noga. I nigdy, przenigdy nie ryzykuj życia, ani swojego, ani rodziny. To żałosne i bez sensu. Wtedy jesteś po prostu głupcem. Ale możesz zaryzykować tyle, na ile sądzisz, że cię stać.

W co pan inwestuje, kiedy wygrywa albo nie przegrywa?

Miałem to szczęście, że udało mi się nieco zarobić dzięki pracy. Nie są to pieniądze na miarę gwiazdy z Ameryki, ale dla Duńczyka to sporo. I przede wszystkim zainwestowałem w domy. Jestem staromodny, inwestuję w cegły. Mam nieruchomości w Danii i Hiszpanii.

Zna pan polskie kino?

Niezwykle cenię Kieślowskiego. Oczywiście „Trzy kolory". Każdy zna „Niebieski", „Biały", „Czerwony", to jasne. Najlepszy jest jednak „Dekalog". Tamte trzy filmy są świetne, ale to „Dekalog" najgłębiej porusza uczucia, najmocniej chwyta za serce. Oglądałem go wiele razy na VHS. „Dekalog" to mistrzostwo. Wszyscy kręcą filmy o ludziach, o wolności. Amerykanie, Rosjanie, ale zawsze wmieszana jest w to polityka. A w „Dekalogu" polityki nie ma. Są uczucia. Głębokie, przejmujące.

Jak przygotowuje się pan do roli?

Przeglądam scenariusze, gdy któryś wybiorę, poświęcam mu po 16 godzin dziennie. Potem są spotkania z reżyserem. Gdy uznam, że coś z tego będzie, gram, jak się nie zgadzamy, od razu rezygnuję.

W czym teraz chciałby pan zagrać?

Nie mam preferencji. Churchill był bardzo ciekawą postacią, ale nie pasuję do niego choćby z moim angielskim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA