fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Kirk Douglas: Hollywoodzki wojownik

AFP
Zagrał w 91 filmach, 30 wyprodukował. Kirk Douglas, legenda i symbol kina amerykańskiego 9 grudnia kończy 100 lat.

Krzepka, wysportowana sylwetka, wyrazista twarz z charakterystycznym dołkiem na brodzie, znamionująca wewnętrzną siłę. Mocny człowiek ekranu, sekssymbol lat 50. i 60. ubiegłego wieku dorastał z bolesnym piętnem żydowskiego pochodzenia i niskiego statusu społecznego.

Kirk Douglas urodził się 9 grudnia 1916 r. w Amsterdamie w stanie Nowy Jork jako Issur Danielovitsch (z czasem Izzy Demsky). Ojciec, rosyjsko-żydowski emigrant, analfabeta i alkoholik z trudem zarabiał na utrzymanie wielodzietnej rodziny jako handlarz skupujący złom i szmaty.

W wydanej w 1988 r. autobiografii „Syn śmieciarza” z szokującą szczerością opisał swoje spędzone w nędzy dzieciństwo i trudną młodość. „Każdy dzień zaostrzał we mnie instynkt walki. Chcąc uciec od biedy i upokorzeń, musiałem przeskakiwać marzenia. Nie ma silniejszego napędu dla ambitnego człowieka. Pieniądze na naukę zdobywałem, pracując jako stróż, kelner, robotnik w stolarni. Nie traciłem nadziei, mimo że wiele razy odzywał się we mnie zalękniony Issur”.

Ekranowe zwierzę

Podporucznik marynarki z wojennym epizodem, gdy zarobił trochę pieniędzy, rozpoczął studia z filozofii, chemii i literatury angielskiej na uniwersytecie Saint Lawrence w Canton. Ostatecznie uzyskał dyplom z historii sztuki. Z czasem ukończył także prestiżową nowojorską Akademię Sztuki Dramatycznej.

Ale gwiazdą sceny teatralnej nigdy nie został, bo najpierw nie chciano mu zaufać, a później uznano za „filmowe zwierzę”.

– On jest stworzony dla kina – mówił specjalizujący się w westernach reżyser Howard Hawks. – Zmysłowy, niepokojący, przykuwający uwagę od pierwszej chwili. Czasem się gubi, gra zbyt dużo, ale nawet w nieudanych rolach widać u niego to coś, czego nie da się osiągnąć techniczną perfekcją.

Debiut w roli pijaka

Na ekranie zadebiutował, dzięki protekcji Lauren Bacall, główną rolą alkoholika w „Dziwnej miłości Marty Ivers” (1946). Pierwszy wielki sukces, zwieńczony oscarową nominacją, przyszedł trzy lata później – w „Championie” zagrał młodego boksera bezwzględnie dążącego do zrobienia kariery. Stworzył postać zapatrzonego w siebie egoisty, który mimo wszystko budzi sympatię. I na takim paradoksie opierały się sława i kolejne sukcesy aktora. Umiał bowiem wzbudzać zrozumienie i ciepłe uczucia, nawet gdy grał postacie negatywne, cyniczne, wyrachowane.

Obsadzany początkowo w rolach silnych, często brutalnych amantów, bywał też romantycznym herosem („Wikingowie”, „Spartakus”, „Bohaterowie Telemarku”). Sam cenił sobie zwłaszcza role indywidualistów skazanych na klęskę w obcym świecie – w „Scieżkach chwały”, a zwłaszcza w „Pasji życia”. Rolę Vincenta van Gogha w wyprodukowanej przez siebie ekranizacji książki Irwinga Stone’a uważał za jedno ze swoich największych osiągnięć. Dostał za nią Złoty Glob i trzecią oscarową nominację.

„Granie van Gogha – wspominał w autobiografii – zachwiało moją teorią aktorstwa. Dla mnie było ono dotąd tworzeniem iluzji, wyrazem ogromnej dyscypliny, a nie całkowitym utożsamianiem się z bohaterem, którego się kreuje. Tymczasem byłem bliski utożsamienia się z postacią van Gogha. Podczas zdjęć chodziłem w ciężkim butach – takich, jakie on nosił. Zawsze były niezawiązane, abym wyglądał niechlujnie jak on. Moja żona twierdziła, że długo trwało, nim udało mi się uwolnić od osobowości malarza”.

Szef swojej wytwórni

Do historii westernu przeszedł m.in. rolami w „Indiańskim wojowniku”, „Ostatnim pociągu z Gun Hill”, „Strzelaninie w O. K. Corall”, ”Ostatnim zachodzie słońca”, „Ostatnim kowboju” czy „Był sobie łajdak”. Sam wyreżyserował dwa westerny z sobą w rolach głównych: „Scalawag” i „Oddział”. W 1955 r. założył własną wytwórnię filmową, co pozwoliło mu na pewną niezależność artystyczną. W 1996 r. dostał honorowego Oscara za całokształt twórczości.

Jego małżeństwo z aktorką Dianą Dill, matką Michaela i Joela przetrwało osiem lat (1943–1951). Trzy lata później na planie „Ich pierwszej miłości” poznał producentkę Annę Buydens. To małżeństwo trwa do dziś, mają dwóch synów – Petera i Erica.

Na życzenie Departamentu Stanu w 1966 r. odwiedził wraz z żoną kraje za żelazną kurtyną. W czasie pobytu w Polsce zawitał w Łódzkiej Szkole Filmowej, czego dowodem jest etiuda dokumentalna z jego udziałem, zrealizowana przez ówczesnych studentów Feriduna Erola i Marka Piwowskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA