fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Jan Zielonka: Czym jest polityka?

Marek Suski, Elżbieta Witek, Cezary Tomczyk
Jan Zielonka: PiS był murem przeciwko PO, a ta murem przeciwko PiS. Skutkiem takiego myślenia plemiennego była rosnąca polaryzacja.
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
W mojej młodości kpiono z Sowietów, że traktują politykę jako sposób na zniszczenie przeciwnika. Dominowała u nich logika, kto kogo załatwi. Czystki Stalina były jaskrawym przykładem patologii takiego myślenia.

Zachodni liberałowie mówili nam, że polityka to sztuka szukania kompromisów, że jest przetargiem, w trakcie którego negocjujemy nasze odmienne wizje państwa.

Na Zachodzie kompromis polityczny jest atutem, choć w Polsce kojarzy się z targowicą. Oczywiście, kompromis czasem jest zgniły i trudno się godzić na łamanie konstytucji. Lecz przykład targowicy jest mylący, bo w grę wchodziła wówczas ugoda z zewnętrznym mocarstwem, a nie wewnętrzny kompromis w państwie demokratycznym.

Sztuka przetargu i kompromisu nie jest grą w chowanego. Przetarg ma na celu realizację w jak największym stopniu interesów wyborców głosujących na naszą partię. Te interesy można interpretować różnie. Jedni chcą więcej pieniędzy, a inni ochrony swojej tożsamości. Jedni się boją Rosjan, a inni uchodźców. Dla jednych problemem są podatki, a dla innych bieda.

W Polsce żadna partia nie była w stanie rządzić samodzielnie, tak jak to jest na Węgrzech, a koalicje wymagają kompromisów. Największe partie ignorowały jednak mniejszych koalicjantów, a PiS ich nawet niszczył, czego przykładem jest los Leppera.

Poważnych prób budowania mostów pomiędzy rządem i opozycją nie było. PiS był murem przeciwko PO, a ta murem przeciwko PiS. Skutkiem takiego myślenia plemiennego była rosnąca polaryzacja. Pomaga ona partii rządzącej unikać dyskusji o konkretnych krokach politycznych i odpowiedzialności za popełnione błędy. Jak chcesz niepodległej, katolickiej czy sprawiedliwej Polski, to głosuj na PiS. Pal sześć, że pod rządami PiS ta sprawiedliwość, katolickość czy niepodległość ma wymiar karykaturalny. Wystarczy posłuchać, co mówią o tych wartościach gwiazdorzy w rodzaju Macierewicza, Pawłowicz czy Rydzyka. Choć język PO był mniej agresywny, Tusk nie miał ochoty na kompromisy z PiS. Przekaz był prosty: jak chcesz liberalnej Polski, to głosuj na PO, nawet gdy rosną nierówności i trzeba wysyłać naszych chłopców na wojnę w Iraku.

Dziś PiS polaryzuje scenę polityczną, bo nie chce dyskusji sprowadzać do konkretów, takich jak (dziurawe) tarcze ochronne, ubezwłasnowolnione sądy, majątek Obajtka czy brakujące szczepionki. O dziwo, część opozycji też kocha polaryzację. Z diabłem się przecież nie negocjuje. Problem w tym, iż w Polsce mnóstwo problemów trzeba rozwiązać i wyborca ma już dosyć bezwzględnej walki na górze. Oczekuje od partii, by miała pomysł na służbę zdrowia, rosnące nierówności, dyskryminację kobiet, paraliż sądów lub zależność od międzynarodowych koncernów gospodarczych. Dyskusja na te tematy jest trudna, gdy walka toczy się o głowę tego czy tamtego polityka, a nie o przyszłość szkół, sądów, szpitali, aborcji czy podatków. Jeśli partie chcą odzyskać zaufanie wyborców, muszą poważnie ze sobą rozmawiać nie tyle o sobie, ile o Polsce.

Autor jest profesorem na uniwersytetach w Wenecji i Oksfordzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA