fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Krzysztof Adam Kowalczyk: Spowiedź węglowego konwertyty

Bloomberg
Polacy doceniają odnawialne źródła energii jak żadna inna nacja w naszym regionie. Może wreszcie docenią je też politycy?

Wychowałem się w Ostrołęce w cieniu elektrowni węglowej. Z naszych okien widać było, jak często pod wieczór z kominów walił gęsty czarny dym, co komentowano: znowu wyłączyli filtry. Ponad cztery dekady później moje miasto rodzinne trafiło na czołówki gazet jako symbol upadku epoki węgla. I ślepego uporu decydentów, którego efektem jest zmarnowany miliard, a symbolem – dwie 100-metrowe wieże na wstrzymanej budowie elektrowni Ostrołęka C. Teraz zamiast węglowej politycy chcą tam stawiać siłownię gazową. Ale czy znów się nie spóźnią i nie zabrną w ślepy zaułek? Gaz jako paliwo kopalne też może trafić na indeks w Europie.

Muszę wyznać, że jeszcze sześć–osiem lat temu sam byłem przekonany, że mimo złego wpływu na środowisko bloki węglowe to jedyna dostępna opcja zapewnienia energii dla rozwijającego się przemysłu. Cenami gazu Rosjanie trzymali nas wtedy za gardło, atom wydawał się nieopłacalny, a odnawialne źródła energii (OZE) potwornie drogie i stać na nie było tylko bogate Niemcy. Nie docenialiśmy zielonej ewolucji i tempa, w jakim spadać będą koszty OZE. A z drugiej strony – wzrostu cen praw do emisji CO2, czyniących energetykę węglową nieopłacalną.

Dzisiaj kto żyw montuje na domu panele fotowoltaiczne, bo rząd stworzył zachęty. Polacy – jak wynika z publikowanego w „Rzeczpospolitej" badania IBRiS – są największymi entuzjastami OZE w regionie. Aż 78 proc. z nas uważa, że w najbardziej pozytywny sposób wpływają one na ochronę środowiska i klimatu. Trudno o lepszą atmosferę dla transformacji w energetyce, którą mogłyby wesprzeć unijne miliardy w ramach Europejskiego Zielonego Ładu.

Jesteśmy jednak niekonsekwentni: aż 44 proc. z nas nadal uważa, że państwo powinno wykorzystywać w energetyce posiadane zasoby węgla. Politycy od lat eksploatują ten – dzisiaj już wiadomo – nieracjonalny sentyment. Węglowe lobby komplementował i premier Tusk w 2014 r. („Fundamentalną częścią bezpieczeństwa wymagającą interwencji państwa musi stać się górnictwo i energetyka"), i premier Morawiecki w 2017 oraz 2019 („Polskie górnictwo to bezpieczeństwo energetyczne"), i prezydent Duda w 2019 („To również dzięki wysiłkowi górników nasza gospodarka narodowa odnotowała kolejny rok wzrostu"). Pół miliona głosów wyborców związanych z tą branżą to więcej niż różnica głosów w II turze wyborów w lipcu. I to przesłania ekonomiczną racjonalność.

Brnąc w kosztowną budowę Ostrołęki C, mamił mieszkańców swojego okręgu wyborczego minister energetyki Krzysztof Tchórzewski. O poparcie wyborców żyjących z elektrowni i kopalni węgla brunatnego Turów walczy dolnośląska europosłanka Anna Zalewska. Właśnie złożyła w Komisji Europejskiej petycję w obronie kopalni odkrywkowej, której zamknięcia ze względu na szkody środowiskowe żądają czescy sąsiedzi.

Była minister edukacji ma na koncie nie tylko niszczenie gimnazjów, ale i polskiej energetyki wiatrowej jako zwolennik tzw. ustawy odległościowej, która w 2016 r. zablokowała rozwój wiatraków na lądzie.

Teraz rząd chce ułatwić ich budowę na morzu. Byłoby dobrze, gdyby przy okazji zdjął hamulec z farm lądowych. Bo nie wstyd wycofać się z błędu. Większym jest trwanie przy błędnej koncepcji, czego symbolem miliard utopiony w Ostrołęce. Ja w końcu przejrzałem na oczy. Kiedy przejrzą politycy?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA