fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Zapracowany i zestresowany jak przedszkolak

Adobe Stock
Napięty plan zajęć i mało czasu na wypoczynek – z tym borykają się już nawet małe dzieci.

40 proc. rodziców martwi się o to, że ich dziecko jest zestresowane i znajduje się pod presją, a co piąty przyznaje, że ich pociecha ma zbyt mało czasu na wyciszenie – wynika z badań wykonanych na zlecenie firmy Turner, nadawcy kanału dziecięcego Boomerang, które poznała „Rzeczpospolita".

Czytaj także: Dziecko nie może być zapracowane jak górnik  

O to, jak dzieci mają zagospodarowany czas, zapytano ponad pół tysiąca rodziców dzieci w wieku 4–7 lat ze szkół lub przedszkoli z pięciu dużych miast (Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia i Poznania). Wnioski są alarmujące: nawet maluchy są już zapracowane.

Jakie są główne wnioski z sondażu? Kilkulatkom serwuje się bogaty pakiet dodatkowych zajęć, które w założeniu mają je rozwijać. I tak ponad połowa rodziców twierdzi, że ich dzieci mają w tygodniu od 4 do 7 godz. dodatkowych zajęć, aktywności i spotkań z rówieśnikami, a co ósmy rodzic wskazuje, że takie nadprogramowe zobowiązania pochłaniają 8–10 godz. tygodniowo.

Niemal jedna czwarta dzieci ma w tygodniu ponad 5 godz. tzw. play dates, czyli umówionych spotkań poświęconych na wspólną zabawę. Nie licząc odrabiania lekcji i domowych obowiązków, które pochłaniają kilkulatkom łącznie do 4,5 godz. w tygodniu (na taki wymiar czasu wskazuje część rodziców). Zajęcia sportowe, językowe, artystyczne mają zwiększyć szanse dzieci w ich dorosłym życiu. Jednak sami rodzice przyznają, że nawał obowiązków może być dla ich pociech nadmiernym obciążeniem – martwią się o to, że ich dziecko jest pod presją.

– To absolutna prawda. Wyścig szczurów ma się coraz lepiej i przenosi się do coraz młodszych grup dzieci. Dotyczy już nie tylko uczniów kończących np. liceum. Także od dzieci przedszkolnych oczekuje się lepszych osiągnięć, niż mają ich rówieśnicy – komentuje dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy.

Profesor Mariusz Jędrzejko, pedagog, zauważa: – Część rodziców jest nadambitna i chce stworzyć ze swoich dzieci Arystotelesów i Britney Spears, czym wyrządza im krzywdę, ponieważ rozwój dziecka musi się odbywać zgodnie z jego naturą, a nie z oczekiwaniami rodziców.

Doktor Izabela Krauze, psycholog, przyznaje, że coraz więcej małych dzieci ma problemy emocjonalne, na co wpływa również nadmierne korzystanie przez nie z nowoczesnych technologii. – Już np. czterolatki mają w ręku smartfon czy tablet. Coraz więcej dzieci ma cechy tzw. słabego układu nerwowego. Są rozdrażnione, zdekoncentrowane. Eksperci radzą rodzicom złoty środek: dostosowanie ilości zajęć do możliwości emocjonalnych i predyspozycji kilkulatka – w przeciwnym razie u dzieci powstaną warunki sprzyjające w dorosłym życiu reakcjom depresyjnym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA