fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Prof. Agata Szulc: Klin to sygnał ostrzegawczy

Adobe stock
Stosowanie alkoholu jako lekarstwa na kaca jest jedną z oznak uzależnienia – mówi prof. Agata Szulc, psychiatra.

Sylwestrowy ranek będzie dla wielu Polaków trudny. Jaki jest mechanizm powstawania kaca?

Są różne teorie. Najbardziej przekonująca mówi o łagodnym zespole abstynencyjnym występującym po zaprzestaniu używania alkoholu. Produkty metabolizmu alkoholu powodują zmiany w organizmie, a my czujemy niepokój, ból głowy, suchość w ustach, pocimy się. Mówi się też zmianach neuroadaptacyjnych, które występują raczej w przypadku osób uzależnionych, gdy mamy do czynienia z bardziej skomplikowanymi mechanizmami. Jeśli ktoś jednorazowo wypije za dużo alkoholu, mówi się o prostym zespole abstynencyjnym, który mija.

Co daje tzw. klin – leczenie kaca za pomocą alkoholu?

Polega na zastępowaniu produktów metabolizmu alkoholu właściwym alkoholem, co powoduje, że wszystko wraca do „normy". Używanie klina jest znakiem ostrzegawczym, jedną z oznak uzależnienia, ponieważ osoba przeżywająca kaca dobrze wie, że jak znowu się napije, po jakimś czasie znów będzie czuła się gorzej. Raczej więc przetrzyma ten stan odpowiednio się nawadniając czy przyjmując suplementy, które wyrównają elektrolity, pójdzie na spacer albo się przebiegnie. Uzależniony potrzebuje alkoholu w związku ze zmianami neuroadaptacyjnymi. Osoby pijące przewlekle alkohol trochę hamuje, kompensacyjnie mają więc wzbudzony układ glutaminergiczny przekaźnika odpowiedzialnego za pobudzenie, a jednocześnie przyhamowany układ hamujący. Ośrodkowy układ nerwowy jest więc w gotowości do pobudzenia. Gdy alkoholu zabraknie, pobudzenie odzywa się ze zwiększoną siłą, wywołując niepokój, lęk, a nawet bardziej skomplikowane objawy abstynencyjne, jak majaczenie, drżenie rąk.

Jak wiele osób ma takie problemy?

Kiedy pacjent skarży się na niepokój i lęk, często pytam, czy kiedykolwiek próbowali „sobie pomóc" za pomocą alkoholu. Wiele osób odpowiada, że tak. Ale same przyznają, że to uspokojenie działa na krótką chwilę, a jeśli lęk ma głębsze podłoże, to niestety nic nie daje. Następnego dnia taka osoba budzi się z jeszcze większym lękiem i niepokojem i napadami paniki, które mają związek z pobiciem układu nerwowego, który był przyhamowany sztucznie. Podobnie działają leki uspokajające, benzodiazepiny, których Polacy też nadużywają.

Już wiosną psychiatrzy alarmowali, że wiele osób z pandemią „radzi sobie" za pomocą alkoholu. Czy to się pogłębiło?

Rzeczywiście, pacjenci mówią, że piją więcej, częściej też proszą o leki uspokajające. W pandemii przeżywamy większe napięcie i stres. Większość badań na temat radzenia sobie z tymi problemami w pandemii jest jeszcze w opracowaniu. Wiadomo jednak, że w Wielkiej Brytanii sprzedaż alkoholu wzrosła o 22 proc., a w USA o 55 proc. Badania przeprowadzone wiosną w Łodzi pokazują, że coraz więcej ludzi pije ryzykownie, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Niestety, kobietom łatwo przekroczyć granicę szybciej, niż by się wydawało, choć skuteczniej się z tym kryją. Predyspozycje genetyczne do uzależnienia są podobne u obu płci, ale różnice w budowie powodują, że poziom alkoholu u kobiety jest wyższy niż u mężczyzny, nawet jeśli są porównywalni pod względem wagi i wzrostu. W organizmie kobiety alkohol utrzymuje się dłużej i szybciej może wystąpić tolerancja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA