fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Debaty ekonomiczne

Robiąc zakupy, mamy realny wpływ na firmy i gospodarkę

Aby konsumenci świadomie wybierali polskie produkty, ważna jest edukacja, pokazywanie, jakie są efekty codziennych wyborów. Że oznacza to skierowanie pieniędzy do firm, które nad Wisłą inwestują, tworzą miejsca pracy, płacą podatki.

Co oznacza dziś patriotyzm gospodarczy? Jak zachęcać firmy do polityki zakupowej opartej na krajowe towarach i usługach? Jak kształtować świadome wybory konsumenckie? I jak to pogodzić z ważnymi dla nas zasadami wspólnego, jednolitego rynku UE? M.in. o tym była mowa podczas debaty „Polskie – mój wybór: jak w praktyce realizować ideę patriotyzmu gospodarczego", która odbyła się w redakcji „Rzeczpospolitej".

Powrót do korzeni

Otwierając dyskusję, Olga Semeniuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, wskazała, że warto wrócić do hasła „rzemiosło", które leży u podstaw patriotyzmu gospodarczego. Przywołała ustawę z 22 marca 1989 r. poświęconą rzemiosłu. – Dziś rzadko o nim mówimy i raczej w kontekście branży spożywczej – np. rzemieślniczych lodów, piwa, soków, dżemów itp. Natomiast od powstania ustawy mamy ogromną lukę – mówiła Olga Semeniuk. – Po pierwsze, lukę w prawie, po drugie w czasie, bo wiele zawodów zniknęło, a w ich miejsce powstały nowe.

Przypomniała, że resort rozwoju pracuje nad nową ustawą o rzemiośle i kształceniu dualnym w rzemiośle. – Wracamy do definicji rzemiosła po to, by ją dopasować do XXI w. oraz odbudować pozycję, także społeczną, szkół branżowych, których głównym zadaniem jest przygotowanie młodych ludzi do tego, aby uczyli się przedsiębiorczości i w przyszłości w swoich regionach mogli stać się potentatami w danych branżach – mówiła Olga Semeniuk.

Przytoczyła przykład rodzinnej firmy z Warmii i Mazur, działającej w branży meblarskiej, która, łącząc tradycję z nowoczesnymi rozwiązaniami, wypracowała pozycję jednego z głównych graczy na rynku amerykańskim. – To pokazuje ogromny potencjał firm rodzinnych. Dlatego w definicji patriotyzmu gospodarczego wróciłabym do kwestii rzemiosła, do regionalizacji. Do tego, aby naszych 16 województw miało potencjał w określonych sektorach produkcji, towarach i usługach i nie zamykało się na kreatywność i tworzenie zawodów przyszłości. Temu właśnie ma służyć nowa ustawa, którą tworzymy w Ministerstwie Rozwoju. Uporządkuje ona katalog starych zawodów, które już nie istnieją oraz da możliwości, aby nowe zawody przyszłości, związane choćby z elektrośmieciami czy przemysłem 4.0, były na bieżąco aktualizowane. Chcemy także, aby mogły się do nich dopasowywać ścieżki kształcenia dzieci i młodzieży, które oprócz tego, że uzyskają różne poziomy wykształcenia, dodatkowo będą miały w ręku fach. Rzemiosło odgrywa bardzo ważną rolę. Naszym zadaniem jest odbudowa jego potencjału. Jeśli uda nam się uwolnić krajowy potencjał, wówczas długofalowo będziemy mogli mówić o dużym poziomie eksportu, bo sektor MŚP jest mocno niedoceniony. A to w nim przecież funkcjonuje rzemiosło, w którym jest 80 proc. tradycyjnej, manualnej pracy i 20 proc. robotyzacji. To bardzo ważne, aby ten sektor wzmacniać, uelastyczniać kryteria, chociażby jakościowe, w kontekście Polskiej Strefy Inwestycji. Bardzo ważne, aby były środki na kształcenie młodzieży w systemie dualnym w rzemiośle, bo od tego też zależy, jak nasz potencjał gospodarczy będzie oceniany na arenie międzynarodowej – podkreśliła wiceminister.

A może to realizm

Piotr Patkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i główny rzecznik dyscypliny finansów publicznych podkreślił, że nie jest zwolennikiem określenia „patriotyzm gospodarczy", choć jest ono już dość powszechne, gdyż jest to semantyczne zaburzenie pojęcia „patriotyzm".

– Używając go, nie rozróżniamy rzeczy wzniosłych od ważnych. Patriotyzm jest rzeczą wzniosłą, szczególnie w takim państwie jak Polska, gdzie kojarzy się z poświęceniem. Idąc do sklepu i dokonując wyboru czy kupić produkt polski czy zagraniczny, nie mamy do czynienia z żadnym poświęceniem. Mówiąc „patriotyzm gospodarczy", możemy a priori popełnić błąd: kupujemy polskie tylko dlatego, że są nasze i musimy je wspierać. Musimy uciec od takiego myślenia, które moim zdaniem gdzieś w nas pokutuje. Polskie produkty to gwarancja takiej samej jakości jak zagraniczne – podkreślił Piotr Patkowski.

– Bliższym mi określeniem jest „realizm gospodarczy". Wybierając polskie produkty, dajemy mu wyraz. Kupujemy, bo są tak samo dobre pod względem jakości. To, czym mogą przegrywać, to pewnie opakowanie marketingowe. Bo często sugerujemy się marką, a nie realną wartością produktu. Polskie produkty mają naturalny dystans do nadrobienia, bo firmie, która jest na rynku od 20 czy 30 lat, trudno jest rywalizować z taką, która istnieje od 100 lat, choć i takie u nas mamy – dodał wiceminister.

– Najistotniejsze nie jest to, jaki produkt wybierze konsument, a to, by państwo stwarzało takie warunki rozwoju firmom, by mogły one wspomniany dystans nadrabiać. By rosły i konkurowały na rynku krajowym i zagranicznym. Efektem takiej polityki jest to, jaki konsument kupuje dany produkt. I na to należy w pierwszej kolejności patrzeć – mówił Piotr Patkowski.

– Bo jeśli skupimy się tylko na tym, że konsumenci mają kupić produkt polski zamiast zagranicznego, to znaczy, że przegrywamy w tym globalnym wyścigu. Państwa formalnie bądź mniej formalnie tworzą warunki gospodarcze rozwoju swoich firm, które dają im naturalną przewagę czy wzmocnienie w stosunku do firm zagranicznych. I jeśli zrozumiemy, że robią to wszystkie państwa, także te uważane za ojców wolnego rynku , to zrozumiemy, do czego powinniśmy dążyć – wyjaśnił.

Przyjazny ekosystem

Jak dodał, teraz przed MF i całym rządem stoi zadanie polegające na stworzeniu kolejnych elementów takiego przyjaznego biznesowi ekosystemu. – Państwo ma ogromne możliwości pobudzania inwestycji publicznych i prywatnych. Ale nie wpływa – i bardzo dobrze – na wybory konsumentów czy przedsiębiorców. Stwarzamy firmom warunki i zachęcamy je do inwestowania i rozwoju. I gdy umożliwiamy firmom budowę silnej i rozpoznawalnej marki, to osiągamy cel – wybór przez klientów w sklepach polskich produktów.

Jak na te sprawy patrzy biznes? Mirosław Klepacki, prezes Apatora, zgodził się z propozycją pojęcia „realizm gospodarczy", choć zaznaczył, że z czasem następuje redefinicja pewnych pojęć, dlatego uprawnione jest także mówienie w tym kontekście o patriotyzmie. Podkreślił natomiast, że na końcu najważniejszy jest cel, a jest nim rozwój firm i gospodarki. – By był on możliwy, potrzebujemy świadomości obywateli, by chcieli kupować produkty wytworzone w Polsce, zarówno polskich firm, jak i tych, które mają u nas fabryki, tu płacą podatki i inwestują w rozwój swoich produktów – zaznaczył.

– Realizm gospodarczy zaczyna się w momencie decyzji inwestycyjnej. Grupa Apator skupia 14 przedsiębiorstw w kraju i za granicą, m.in. w Niemczech i W. Brytanii. Mamy kilka spółek zajmujących się pracami badawczo-rozwojowymi. Droga rozwoju zaczyna się od inwestowania w to, co jest bardzo ważne dla gospodarki, czyli w know-how. Pozyskaną wiedzę wykorzystujemy do produkcji w kraju – w odróżnieniu np. od firm chińskich, które tylko sprzedają produkty w Europie. To oczywiście nie oznacza zamykania rynku – zaakcentował prezes Apatora.

– Zapraszamy naszych zachodnich konkurentów do rywalizacji, ale na zdrowych, sportowych zasadach fair play. Bo gdy nasz konkurent z Niemiec czy Francji też wyda środki na inwestycje w R+D i później produkcję, serwis i doradztwo techniczne to jest to zdrowa sytuacja. Natomiast jeśli przyjeżdża przedstawiciel biznesu dalekowschodniego, pomijając cały łańcuch wartości, a zarabia być może na tym jedynie przedstawiciel, ale jest to firma najwyżej kilkuosobowa i nie ma z całej tej działalności żadnych korzyści dla Skarbu Państwa, to tutaj powinna się zacząć ingerencja państwa. Jej celem powinna być ochrona takich firm, jak nasza, oraz ochrona i stwarzanie warunków do inwestowania podmiotom zagranicznym – apelował Mirosław Klepacki. – Trzeba bardzo jasno rozróżnić patriotyzm gospodarczy od gospodarczego szowinizmu. Nie chodzi o to, by namawiać do kupowania za wszelką cenę tylko produktów krajowych, ale by zachęcać do produktów o wysokich walorach technicznych czy smakowych, a jeśli takie będą produkty krajowe, to klienci sami dokonają wyboru

Ale te produkty muszą być także konkurencyjne. By tak się stało, muszą wystąpić warunki, wymienione już przez ministra Patkowskiego, zgodził się prezes Apatora. – Nasi niemieccy konkurenci są mocno wspierani przez miejscową gospodarkę. U nas nie ma takiego spojrzenia. Głównymi zamawiającymi nasze produkty są spółki Skarbu Państwa i takie same warunki mają firmy francuskie, niemieckie, a ostatnio też chińskie. A wtedy liczone w milionach inwestycje na B+R, które ponosimy w Polsce, nie mogą być w pełni wykorzystane. Dlatego potrzebne jest dobre prawo, m.in. ustawa o zamówieniach publicznych, której nowelizacja jest obecnie procedowana. Bo sytuacja nie jest korzystna dla polskich producentów. W przetargach zbyt małą wagę odgrywają uwarunkowania gospodarcze (inwestycje, tworzenie miejsc pracy, obsługa i doradztwo techniczne na miejscu), liczy się tylko cena – powiedział Mirosław Klepacki.

Katarzyna Dubno, dyrektor działu relacji zewnętrznych i ekonomiki zdrowia Adamed Pharma wskazała, że patriotyzm gospodarczy to najważniejszy z patriotyzmów. – Począwszy od codziennych wyborów konsumenckich, poprzez decyzje, których dokonują firmy, np. przy wyborze podwykonawców, aż po administrację. Państwo, kreując politykę wsparcia, powinno być impulsem do generowania i stymulowania rozwoju firm – wskazała Katarzyna Dubno.

– Produkty polskie nie są gorsze od zagranicznych. Leki Adamedu są eksportowane i sprzedawane na 70 rynkach na świecie. Mamy przedstawicielstwa w dziewięciu krajach. I – co w naszej branży bardzo ważne – produkujemy leki według najwyższych światowych standardów. Inwestujemy zarówno w Polsce, jak i za granicą. W ostatnich latach dokonaliśmy inwestycji w Wietnamie i we Włoszech – dodała.

Potrzebne wsparcie

Mówiąc o warunkach, jakich do rozwoju potrzebuje biznes, wskazała, że nawet w ramach UE działają programy wzmacniające branżę farmaceutyczną. – Pandemia pokazała, jak istotna jest dostępność leków, bo nawet najlepszy lek nie zadziała, jeśli nie będzie dostępny. Zamknięcie granic unaoczniło problem łańcuchów dostaw, tego, że np. substancje czynne do produkcji leków pochodzą z Azji, a wiele leków sprzedawanych w Polsce jest wytwarzanych za granicą. Udział w rynku leków produkowanych w Polsce spada, a rentowność krajowych producentów leków systematycznie się zmniejsza. Tym samym maleją możliwości inwestycyjne, w tym inwestycje w moce produkcyjne oraz badania i rozwój – mówiła przedstawicielka Adamedu.

Przypomniała, że krajowa branża farmaceutyczna od 2016 r. rozmawia z rządem o zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa lekowego. – Bo to jest słowo klucz, jeśli chodzi o patriotyzm gospodarczy. Jest ono równie ważne, jak bezpieczeństwo militarne czy energetyczne, co unaoczniły ostatnie miesiące – podkreśliła Katarzyna Dubno.

Michał Stawecki, dyrektor marketingu Apart, zwrócił uwagę, że patriotyzm gospodarczy jest tym, czym jego firma kieruje się od początku działalności. Przypomniał, że Apart jest polską firmą, która wszystkie podatki płaci w Polsce i właśnie opierając się na działalności w kraju, prowadzi ekspansję zagraniczną, m.in. na Hiszpanię i Czechy.

– Komunikujemy to, że jesteśmy marką polską i jesteśmy z tego dumni. Także w Polsce inwestujemy, ale tu pojawia się wspomniany już temat szkolnictwa zawodowego. W Poznaniu nie ma szkół dla jubilerów czy zegarmistrzów. Przyjmujemy ludzi po innych szkołach, dokształcamy za własne pieniądze, bo nikt nie przyjdzie za darmo się dokształcić. Ludzi, którzy wykonują realną pracę zawodową. Ta sytuacja powinna się zmienić. Mówi się o tym od wielu lat, ale nic się nie dzieje – mówił Michał Stawecki.

Jego zdaniem, rozwiązaniem może tu być partnerstwo publiczno-prywatne, które mogłoby odciążyć firmę od kosztów kształcenia. Michał Stawecki wskazał także na potrzebę wsparcia państwa dla firm. – Może się ono przejawiać w kreowaniu zawodów przyszłości czy pomocy w rozwoju technologii, w naszym przypadku to np. lasery, drukarki 3D czy inne rozwiązania używane na świecie przy produkcji biżuterii. I żebyśmy mogli konkurować z producentami z innych krajów, też musimy je mieć. Gdybyśmy mieli zastrzyk od państwa w postaci dofinansowania tych inwestycji, to wsparłby on tworzenie dodatkowej wartości – powiedział Michał Stawecki.

W jego ocenie dziś, szczególnie w sytuacji wywołanej pandemią, w rywalizacji na szczeblu międzypaństwowym liczy się pieniądz i to, kto będzie silniejszy ekonomicznie, kto kogo przejmie, dlatego ważny jest cały łańcuch wartości – od edukacji, po wsparcie inwestycji firm.

Co Polska może zrobić w zgodzie z zasadami UE i wolnego przepływu osób, towarów i usług? – Wiemy, że zamykanie się na globalizację i rynki międzynarodowe nie jest krokiem we właściwą stronę. Korzystamy z wolnego rynku Unii. Czy chcemy się z niego wycofać, zamknąć granice, nałożyć cła i cieszyć się tylko naszymi towarami? Oczywiście nie. Mamy swoje atuty, możemy korzystać z dużego rynku – mówił Olgierd Świerzewski, partner i dyrektor zarządzający w kancelarii Kochański & Partners.

– Jako patriotyzm rozumiem to, by zacząć robić to jak najmądrzej. Co to znaczy? Mamy rząd, który wspiera to, co polskie. Mamy przedsiębiorcę, który tutaj płaci podatki, zatrudnia Polaków, buduje swoje przedsiębiorstwo, wpisując się w modernizację kraju, inwestując, działając z poszanowaniem CSR. I wreszcie jest konsument, który docenia, że lokalni przedsiębiorcy dają pracę jego rodzinie, postępują zgodnie z zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu, inwestują w kulturę, w ekologię – wskazał Olgierd Świerzewski.

Olga Semeniuk zgodziła się, że dla rozwoju firm, szczególnie MŚP, bardzo ważne jest ogromne wsparcie państwa, obejmujące także promocję. Nawiązując do wcześniejszych wypowiedzi zaproponowała, by sformułowanie „patriotyzm gospodarczy" zastąpić „bezpieczeństwem gospodarczym". Jej zdaniem pandemia uwypukliła potrzebę kreacji zawodów przyszłości. – Realizacja celów gospodarczych jest możliwa wtedy, gdy odpowiednio przygotowane kadry pracują nad jakością produktów, które są przez nich wytwarzane. Za jakością zatem idą ludzie, ich przygotowanie, doświadczenia – także międzynarodowe. Kiedy produkt dobrej jakości jest gotowy, można zacząć rozważania nad marką; w jaki sposób dane dobro może zostać sprzedane oraz jakimi metodami przyciągnąć konsumentów. Nie mam wątpliwości, że na każdym etapie kreowania marki, znaczną rolę pełni wciąż postępująca automatyzacja. Niemniej maszyny nie są w stanie w całości zastąpić człowieka. Dlatego tak ważne jest skupienie się na pracy rzemieślniczej, ręcznej, a zarazem unikalnej – podkreśliła wiceminister.

Odnosząc się do wsparcia państwa Piotr Patkowski zapowiedział nowe propozycje w tym obszarze. – Takie propozycje są przygotowywane w Ministerstwie Finansów. Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli je zaprezentować. Myślę, że ten pakiet będzie bardzo pozytywnie odebrany przez przedsiębiorców – powiedział minister. Nie ujawnił jednak żadnych szczegółów tych propozycji.

Wskazał natomiast na nowe spojrzenie resortu związane ze zmieniającymi się warunkami gospodarczymi. Chodzi o – jak to określił – „myślenie dwutorowe". Ministerstwo nadal oferuje preferencje firmom, które już są w Polsce i deklarują reinwestowanie tu zysków. Ale w kontekście skracania łańcucha dostaw resort jest także otwarty zarówno na przenoszenie inwestycji nowych firm do Polski, jak i ma patrzeć przychylnie na firmy „wracające" do kraju. – Chcielibyśmy przyciągnąć kapitał, który z różnych przyczyn wyemigrował z Polski. Jako rząd nie będziemy pytać, jakie były przyczyny. Istotne jest, by kapitał wrócił i tu został. Przy takim dwutorowym myśleniu jesteśmy w stanie wkroczyć w obecną nową rzeczywistość – deklarował wiceminister finansów.

.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA