fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Inflacja w Polsce spada jak kamień

Adobe Stock
Inflacja w Polsce wyraźnie hamuje. Na razie głównie za sprawą taniejących paliw, ale wkrótce swoje dołożą efekty recesji, takie jak wzrost bezrobocia i spadek wynagrodzeń.

Jak wstępnie oszacował GUS, indeks cen konsumpcyjnych (CPI) – główna miara inflacji w Polsce – wzrósł w maju o 2,9 proc. rok do roku, po zwyżce o 3,4 proc. w kwietniu i ponad 4,5 proc. w poprzednich dwóch miesiącach. Niższa niż w maju inflacja była po raz ostatni w listopadzie.

Ankietowani przez „Rzeczpospolitą” ekonomiści przeciętnie szacowali, że inflacja zwolniła do 3 proc. rok do roku. Piątkowe dane nie są więc dużą niespodzianką. A większość ekonomistów uważa, że to dopiero preludium hamowania inflacji, która na początku 2021 r. może się już znaleźć poniżej 1 proc.

Narodowy Bank Polski ma za zadanie utrzymywać inflację w średnim terminie na poziomie 2,5 proc. rocznie, tolerując przejściowe odchylenia o 1 pkt proc. w każdą stronę. W czwartek Rada Polityki Pieniężnej nieoczekiwanie obniżyła główną stopę procentową NBP z 0,5 do 0,1 proc., argumentując, że pomoże to utrzymać inflację w tym przedziale pomimo presji na jej spadek związanej z pandemią.

Czytaj także: Spadek PKB w Polsce jednak mniejszy, ale inwestycje zamarły 


W maju do wyhamowania inflacji przyczynił się głównie najgłębsza od co najmniej dekady przecena na stacjach benzynowych. Paliwa do prywatnych środków transportu potaniały o 23,4 proc. rok do roku, po 18,8 proc. proc. w kwietniu. Wyraźnie zwolnił także wzrost cen żywności. Towary z kategorii żywność i napoje bezalkoholowe w maju podrożały o 6,1 proc. rok do roku, po 7,4 proc. w kwietniu.

Ekonomiści szacują, że tzw. inflacja bazowa, nie obejmująca cen żywności i energii, a przez to w większym stopniu uzależniona od popytu w krajowej gospodarce, utrzymała się w maju na poziomie 3,6 proc. rok do roku a być może nawet wzrosła do 3,7 proc. To jednak częściowo efekt tego, że wiele usług było w maju niedostępnych, a w tej sytuacji GUS zakładał, że ich ceny się nie zmieniły w stosunku do okresu sprzed pandemii.

„Zmiany cen usług w przedsiębiorstw objętych restrykcjami szacowane są za pomocą metod statystycznych i nie obrazują zachodzących zmian cen związanych z epidemią. Efekt ten prowadzi prawdopodobnie do zawyżania szacunku przez kategorie związane z turystyką, transportem lotniczym itp.” – tłumaczy Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Jak dodaje, z uwagi na niższy popyt można spodziewać się skokowego spadku inflacji bazowej po zniesieniu restrykcji, najprawdopodobniej już w czerwcu. „Spadek popytu będzie skutkował niższą inflacją także w kolejnych miesiącach. Prognozujemy, że na koniec roku będzie ona w okolicach 1,2 proc. rok do roku, to jest poniżej celu inflacyjnego NBP” – dodaje.

Jak zauważa Piotr Bartkiewicz, ekonomista z banku Pekao, inflację bazową podtrzymywać na wysokim poziomie może także to, że „odmrażanie gospodarki może na samym początku wiązać się z jednorazowymi podwyżkami cen z uwagi na chęć przerzucenia przez firmy wyższych kosztów działalności na klientów (…) oraz skompensowania odgórnie narzuconego niższego wykorzystania powierzchni handlowej i usługowej”.

Bartkiewicz podkreśla, że ten stan rzeczy nie utrzyma się długo. Już w czerwcu inflacja ogółem zwolni do 2,5 proc. rocznie, a na początku roku rozpocznie się „flirt z deflacją”, czyli spadkiem cen w ujęciu rocznym. Poniżej zera ma się znaleźć także inflacja bazowa.

„Oczekiwania cenowe przedsiębiorstw są jednoznacznie i głęboko deflacyjne (…). Paradoksalnie, jeżeli do podwyżek cen dochodzi teraz z uwagi na obostrzenia sposobu prowadzenia działalności, to (…) nie równoważy tego wzrost dochodów. Będzie to zatem ograniczało realny dochód do dyspozycji gospodarstw domowych i tym samym popyt konsumpcyjny, wzmacniając efekt dekoniunktury” – przekonuje Bartkiewicz.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA