fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Państwo zarobi na paczkach

Adobe Stock
Tylko od sześciu największych firm kurierskich do kasy państwa wpłynęło w ub.r. niemal 147 mln zł z tytułu podatków – wynika z analiz „Rzeczpospolitej". A 2020 r. pod tym względem będzie jeszcze lepszy.

Popyt na usługi paczkowe, napędzane przez rosnącą sprzedaż internetową, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, gdy zmagaliśmy się z lockdownem, rośnie jak szalony. Eksperci twierdzą, że branża zamknie 2020 r. kolejnym rekordowym wynikiem. Wiele wskazuje na to, że może on być o jedną czwartą wyższy niż w poprzednim roku. A to dobre wieści dla budżetu państwa. W odróżnieniu np. od branży technologicznej, gdzie zyski zagranicznych firm transferowane są za granicę, w przypadku operatorów logistycznych pieniądze zostają nad Wisłą.

Czytaj także: Paczkomaty wyprzedziły kurierów

Kurierzy na fali

Budżet państwa dobrze zarabia na paczkowym boomie. Jak wynika z zestawienia podatników CIT za 2019 r., opublikowanego przez Ministerstwo Finansów, sześć największych firm kurierskich zapłaciło 146,6 mln zł podatków, przy czym ponad 70 proc. tej sumy wpłynęło od operatorów zagranicznych.

Analizie poddaliśmy Pocztę Polską (PP), UPS, DHL, DPD oraz InPost i Fedex. Firmy te w ub.r. wygenerowały łącznie prawie 16 mld zł przychodów (przy czym np. przychody PP uwzględniają również działalność w segmencie listów). A to o ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym okresie zasiliły kasę państwa kwotą o połowę wyższą niż w 2018 r. (co wynikało nie tylko ze wzrostu sprzedaży, ale również m.in. z faktu, że wcześniej niektóre spółki wykazywały straty). Jeśli sprawdziłyby się prognozy i suma należnych podatków za 2020 r. w przypadku liderów branży KEP (kurier, ekspres, paczka) wzrosłaby – podobnie jak przychody – o 25 proc., wówczas do budżetu z paczkowego biznesu popłynęłoby około 185 mln zł.

To tylko przybliżone szacunki, ale kurierzy nie mają wątpliwości, że rok 2020 będzie dla nich rekordowy. Jak wskazuje Łukasz Łukasiewicz, operations manager w SwipBox Polska (firma dostarcza maszyny paczkowe m.in. dla Poczty Polskiej i DHL), wywołany przez pandemię boom na doręczenia sprawił, że cała branża KEP, będąca naturalnym partnerem zakupów online, mocno zyskała. Z raportu Izby Gospodarki Elektronicznej wynika, że 38 proc. Polaków produkty na czas kwarantanny nabyło właśnie online. Efekt? Udział e-commerce w polskim handlu detalicznym wzrósł w ciągu zaledwie kilku tygodni z 5,5 proc. na koniec 2019 r. do prawie 12 proc. w szczytowym momencie pandemii – wynika z analiz banku Santander. Dla porównania, analogiczny wzrost na największym rynku e-handlu na świecie, czyli w USA, zajął prawie siedem lat. I na tej fali płyną kurierzy. – W ostatnich miesiącach obserwujemy coraz większy udział e-commerce w transporcie ogółem – tylko w maju liczba zleceń w tym segmencie wzrosła o 32 proc. – mówi Sławomir Wujek, dyrektor w firmie Rohlig Suus Logistics.

Łukasz Łukasiewicz podkreśla, że pandemia przy tym pokazała, jak istotną rolę w codziennym życiu odgrywają często niedoceniane firmy kurierskie. – Stały się one wręcz podmiotami zaufania publicznego. Transparentna komunikacja, zachowanie środków ostrożności oraz intensywne wdrożenia nowych rozwiązań biznesowych sprawiły, że przesyłki w dobie pandemii zyskały na znaczeniu, a rynkowi gracze wzmocnili swoją wiarygodność – dodaje.

Zyskują nowe trendy

W branży KEP wzbierają również nowe trendy, które mogą odmienić ten rynek. Coraz większą rolę zaczynają odgrywać np. dostawy produktów spożywczych. – Od początku pandemii obserwujemy zwiększone zainteresowanie e-zakupami produktów szybko zbywalnych (FMCG). Wielu konsumentów przekonało się, że taka forma dokonywania codziennych zakupów jest bezpieczna i wygodna, a więc zainteresowanie nią może się utrzymać – twierdzi Rafał Nawłoka, prezes DPD Polska.

Z raportu Nielsen wynika, że udział e-commerce w sprzedaży FMCG do 2022 r. może urosnąć nawet do 5 proc. A wzrost popytu na sprzedawane w sieci artykuły pierwszej potrzeby wpłynie na liczbę przesyłek dostarczanych przez firmy kurierskie. Jednak Rafał Nawłoka przekonuje, iż jest zbyt wcześnie, by jednoznacznie prognozować, jak w efekcie epidemii zmieni się branża.

– Wyciągając jednak wnioski z kryzysu z lat 2008–2009, który był jednym z ważniejszych czynników rozwoju e-handlu, możemy przypuszczać, że obecna sytuacja utrwali obserwowane ostatnio tendencje. Spodziewamy się, że w wyniku epidemii koronawirusa zmienią się preferencje konsumentów nie tylko w kwestii typu zamawianych artykułów, ale także formy ich doręczenia – wyjaśnia.

Jednym z kluczowych trendów jest odbiór w punkcie. W br., po raz pierwszy w historii, dostawa przesyłki do punktu wybierana była przez badanych częściej niż dostawa kurierem bezpośrednio do pracy lub do domu (68 proc. respondentów wskazuje, że dostępność dostawy do maszyn paczkowych jest dla nich czynnikiem motywującym do zrobienia zakupów). – Umacnianie się dostaw do punktów – sklepów, kiosków, placówek własnych i automatów – w obszarze e-commerce będzie trwało – prognozuje Wojciech Kliber, wiceprezes brokera kurierskiego Sendit.

Najmocniej zyskuje na tym InPost. Firma kierowana przez Rafała Brzoskę paczkomaty ustawia już nie tylko przy ulicach, ale od września też wewnątrz budynków – centrów handlowych, bloków mieszkalnych, uczelni i biurowców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA