Budowa i remont

Demokratyzacja planowania przestrzennego

Uczestnicy debaty podkreślali, że już uczniów powinno się uwrażliwiać i uczyć odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.
Rzeczpospolita/Robert Gardziński
Mieszkańcy coraz częściej angażują się w rozwój swoich miast.

Czy mieszkańcy polskich miast dorośli do tego, by brać aktywny udział w tym, jak ich miasto ma się rozwijać i jak wyglądać? Czy może ich rola powinna się kończyć na wybraniu władz samorządowych co cztery lata? To pierwsze z pytań, na które odpowiedzi szukali uczestnicy debaty „Miasto – odpowiedzialność zbiorowa" zorganizowanej w „Rzeczpospolitej".

Pasteloza i prawo własności

– Czy politycy dorośli do tego, by podejmować decyzje przestrzenne i mają ku temu kompetencje? – pytała architekt Urszula Szabłowska, wojewódzki koordynator programu Izby Architektów RP dla szkół „Kształtowanie przestrzeni".

Przykładami pokazującymi zaangażowanie mieszkańców w planowanie miejskiego krajobrazu podzieliła się Kaja Baszkiewicz, socjolożka z Radicalzz Studio. – Zacząć można od Warszawy, przechodząc do Łodzi, Katowic, Wrocławia czy Trójmiasta. To są miasta, gdzie ludzie biorą odpowiedzialność za przestrzeń. We Wrocławiu działają np. minispołeczności lokalne, które budują symboliczne trzy ławki, sadzą drzewka i spotykają się w stworzonych przez siebie miejscach – wskazywała.

Podkreślała przy tym, że jeśli da się pojedynczemu człowiekowi narzędzie i poczucie, że ma wpływ na to, co dzieje się wokół niego, to będzie on w stanie się zaangażować.

– Poczucie sprawczości jest bardzo istotne. To, że ktoś stworzy fajną koncepcję i wydrukuje plakat, nic nie da. Konsekwentna praca w kierunku realizacji obietnic to element, który rzeczywiście aktywizuje mieszkańców – wtórował Adam Targowski, menedżer ds. zrównoważonego rozwoju Skanska Property Poland.

Niezwykle ważną rolę czynnika społecznego w budowanie krajobrazu miast podkreślała również Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni. – Na pytanie, czy mieszkańcy dorośli do tego, by brać udział w planowaniu miast, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każda generalizacja niosłaby ze sobą fałsz. To dorośnięcie należałoby też podzielić na: mentalne i kompetencyjne. Nie każdy oczywiście musi mieć uprawnienia urbanisty, dobrze, by jednak miał ogólną merytoryczną wiedzę na temat planowania. Jeśli natomiast chodzi o dorosłość mentalną, to ta zależy już od dzielnicy, w której mieszka dana osoba – dodała.

Jakie typy dzielnic w ocenie wiceprezydent Gdyni aktywizują mieszkańców do działania? – Na pewno te, w których wiele jest do zrobienia, i te, w których powstają inwestycje, które zasiedla wielu nowych mieszkańców. U nas takim przykładem jest Gdynia-Zachód – mówiła Gruszecka-Spychała.

Przedstawicielka warszawskiego ratusza, architekt miejska Marlena Happach przypomniała zaś o tym, jak po 1989 r. Polacy, zachłyśnięci wolnością – wbrew spójności miejskiego krajobrazu – starali się indywidualizować swoje nieruchomości. Powstała wtedy moda na tzw. pastelozę (brak umiarkowania w stosowaniu kolorów pastelowych do „upiększania" otoczenia, przykład to chociażby kolory nadawane elewacjom bloków z wielkiej płyty). – Dopiero stopniowo uczymy się, m.in. poprzez wyjazdy i podpatrywanie, że czasem samoograniczenie przez dostosowanie do zasad ogólnych sprawia, że przestrzeń zyskuje. Jestem przekonana, iż świadomość mieszkańców w tej mierze rośnie, chęć współdziałania także, a co najważniejsze, rośnie również odpowiedzialność za to, co nas otacza – akcentowała Happach.

Duża w tym również zasługa aktywistów miejskich, doskonale zorientowanych w tym, co się dzieje w ich małych ojczyznach, osób często także bardzo dobrze wyedukowanych.

– Aktywiści bywają bardzo pozytywną siłą. Często spotykam się wśród ich przedstawicieli z niezwykłą kompetencją. Jednak nie zawsze ich głos jest tożsamy z potrzebami i stanowiskiem większości lokalnej społeczności – zastrzegła Gruszecka-Spychała.

Fala konsultacji

Z pomocą zwiększeniu partycypacji społecznej w projektowaniu miast przychodzi technologia. – Żyjemy w czasach ogromnych możliwości. Jest wiele narzędzi chociażby do projektowania 3D. Brakuje jednak infrastruktury i społeczności, która pozwala nam tworzyć miasta. Nie ma w sieci jednego miejsca, które skupiałoby dyskusję dotyczących tkanki miejskiej – zauważyła Joanna Skorupska, technolog z Radicalzz Studio.

Nie zgodziła się z nią jednak Marlena Happach, która podkreśliła, że pod tym względem wiele się w stolicy zmieniło. – Przystępując np. do uchwalania planu, nie poprzestajemy na urzędowych ogłoszeniach. Zamieszczamy w dziennikach kolorowe anonse, wywieszamy plakaty, kontaktujemy się przez media społecznościowe, zachęcamy do obejrzenia dokumentu w internecie, przeprowadzamy debaty publiczne czy wreszcie organizujemy dyżury projektantów – wyliczała przedstawicielka Warszawy.

– To prawda, ja czuję się zalewana falą ogłoszeń o konsultacjach. Miasto fantastycznie o nich informuje, są też bardzo dobrze prowadzone – dodała Karolina Koziej, prezes i założycielka stowarzyszenia Lepszy Służewiec.

Również deweloperzy podkreślali, że czują się odpowiedzialni za przestrzeń miast i ich mieszkańców. – Za każdym razem, kiedy przymierzamy się do zakupu działki, bardzo dużą uwagę przykładamy do otoczenia, w którym planujemy inwestycje. Oczywiste jest, że respektujemy postanowienia planów miejscowych czy warunków zabudowy, projektując zgodnie z głównymi kierunkami wyznaczonymi przez poszczególne samorządy. Zależy nam, aby budowane przez nas obiekty mieszkaniowe płynnie wpisywały się w otaczającą tkankę miejską, dlatego też każdy proces inwestycyjny rozpoczynamy od wielopłaszczyznowych analiz sąsiednich działek oraz ich zabudowy. Pozwala nam to w taki sposób projektować inwestycje, aby zminimalizować ich wpływ na okoliczną przestrzeń miejską. Nie zapominamy też o przyszłych mieszkańcach naszych inwestycji i komforcie ich życia, chcemy, by mieszkało im się jak najlepiej – zaznaczał Tomasz Dara, wiceprezes zarządu Murapol Architects Drive.

– Uważam, że mamy narzędzia do dobrego wspólnego projektowania miast, trzeba je tylko zacząć popularyzować na większą skalę. Kluczowe są kolejne przeprowadzone i wdrożone projekty, potwierdzające, że jest możliwa szeroka współpraca różnych grup w danym mieście. Od strony ludzkiej ważne jest utożsamianie się z miejscem, czego efektem jest naturalne zaangażowanie mieszkańców i pozostałych podmiotów. Wszystkim stronom musi zależeć jednakowo – podkreślał Targowski.

Jak za dziesięć lat będą planowane miasta? Wiele mówiło się o tym, że powinny się rozwijać poprzez partycypację, współpracę różnych środowisk i interesariuszy. – Partycypacja jest dziś oczywistością, ale trzeba ją traktować mądrze. Czasem mocniej słyszalny głos wynika z tego, że ktoś ma lepsze kompetencje medialne – zaznaczyła Gruszecka-Spychała.

– Holenderski architekt Monderman powiedział, że jeśli ludzi traktuje się jak idiotów, to będą się zachowywać jak idioci. W związku z tym ja myślę, że powinniśmy się szanować. Nie mówić, że deweloperzy to chciwcy, aktywiści chcą się wypromować, a architekci to durnie, którzy robią sobie pomniki za pieniądze inwestora – mówiła Szabłowska.

Wszyscy uczestnicy debaty byli zgodni, że stawiać trzeba na edukację najmłodszych, by potrafili i chcieli dokonywać prawidłowych wyborów urbanistycznych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL