fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Nikt nie ma złudzeń, że Brexit będzie bolesny

Theresa May i Jean-Claude Juncker na Downing Street 10.
AFP
Polska chciała jednomyślności w sprawie umowy o Brexicie – dowiedziała się „Rzeczpospolita". Podtrzymano jednak zasadę głosowania większościowego.

Michel Barnier, unijny negocjator Brexitu, przedstawił w środę szczegółowy mandat na pierwszą fazę negocjacji z Brytyjczykami. W obecnej wersji spełnia on wszystkie postulaty Polski, bo stawia Brytyjczykom żądania maksimum. Jeśli chodzi o prawa obywateli, to postuluje, żeby prawo do stałego pobytu na obecnych zasadach było przyznawane wszystkim, którzy są już w Wielkiej Brytanii lub przybędą do niej przed dniem Brexitu, który obecnie jest planowany na 29 marca 2019 roku.

Mowa tam jest o stałym pobycie dla rezydentów i ich rodzin, dostępie do rynku pracy, edukacji, służby zdrowia. Prawo to miałoby przysługiwać obywatelom do końca życia i być gwarantowane przez UE pod kontrolą unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Dotyczyć to ma 3,2 mln obywateli Unii obecnie przebywających w Wielkiej Brytanii i 1,2 mln Brytyjczyków obecnie przebywających w UE oraz nieznanej liczby tych, którzy uzyskali prawo do stałego pobytu w przeszłości, ale z niego nie skorzystali, lub nabędą je w przyszłości. Pod warunkiem, że przyjadą do Wielkiej Brytanii przed 29 marca 2019 roku. To zgodne z polskimi postulatami. Polaków jest na Wyspach blisko milion.

Również część finansowa mandatu jest skonstruowania bardzo ambitnie. Wielka Brytania miałaby pokryć wszystkie swoje zobowiązania wynikające z wieloletniego budżetu 2014–2020, co pozwoliłoby na sfinansowanie bez żadnych przeszkód całości przyznanych Polsce na ten okres funduszy z polityki spójności czy wspólnej polityki rolnej. Według przyjętego mandatu Londyn musiałby także pokryć inne koszty rozwodu, na przykład związane z przeniesieniem na Stary Kontynent dwóch unijnych agencji: ds. leków i bankowej. Ponadto UE musi w pierwszej fazie uzgodnić z Wielką Brytanią przyszłość granicy między Irlandią i Irlandią Północną.

Dopiero gdy w tych trzech sprawach zostanie osiągnięty wystarczający postęp, nastąpi przejście do drugiej fazy. W niej będzie się dyskutować o przyszłej umowie o wolnym handlu, o zasadach przejściowych oraz o wielu szczegółowych sprawach dotyczących wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się przecieki z ubiegłotygodniowego spotkania premier Theresy May z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jeanem-Claudem Junckerem. Strona unijna miała być rozczarowana brakiem przygotowania i złudzeniami strony brytyjskiej. Nasi informatorzy w Brukseli potwierdzają te wrażenia, ale zwracają też uwagę na złudzenia państw członkowskich. Gdy 29 kwietnia na szczycie w Brukseli szefowie państw i rządów przyjmowali wytyczne polityczne, na podstawie których Komisja przygotowała teraz szczegółowy mandat, nie kierowali się żadnymi ograniczeniami.

– Przy stole nie było Wielkiej Brytanii, więc mogli zażądać wszystkiego. Ale trzeba to jeszcze wynegocjować – mówi nasz rozmówca zbliżony do zespołu negocjującego Brexit. Chwila prawdy przyjdzie jesienią, gdy trzeba będzie ocenić, czy uzyskane gwarancje dla obywateli i dla budżetu UE są wystarczające. Wtedy jedność Unii może zacząć pękać.

Polska, która ma istotne interesy w obu tych dziedzinach, zabiegała – według naszych informacji – o jednomyślność przy przyjmowaniu umowy rozwodowej. Pozostali jednak nie zgodzili się na to i w mocy pozostaje zapis traktatowy, który przewiduje dla tej procedury podniesiony próg większości kwalifikowanej, czyli 72 proc. państw członkowskich (20) reprezentujących minimum 65 proc. populacji UE. To oznacza, że bez zgody Polski można będzie dobić targu z Londynem. Choć politycznie jest to trudne do wyobrażenia, bo w tak ważnych sprawach Unia szuka zwykle konsensusu.

—Anna Słojewska z Brukseli

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA