fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Unijny negocjator brexitu: Trudny moment prawdy

Michel Barnier, polityk francuskiej chadecji, były unijny komisarz polityki regionalnej (1999–2004) i rynku wewnętrznego (2010–2014), były minister spraw zagranicznych i rolnictwa. Ma 67 lat, pochodzi z francuskich Alp, był współorganizatorem zimowych igrzysk olimpijskich w Albertville w 1992 roku.
AFP
Stabilność i pokój na irlandzkiej wyspie są ważne również dla Polski – mówi Michel Barnier, unijny negocjator brexitu

Gdzie jesteśmy w negocjacjach brexitu?

Jesteśmy w trudnym momencie prawdy w niezwykle skomplikowanych i politycznie wrażliwych negocjacjach. Czasu jest mało. Ale z naszego punktu widzenia to jest głównie czas dla Wielkiej Brytanii. Potrzebuje go na przeprowadzanie debaty, której chce parlament. Musimy uszanować ten czas wielkiej demokracji brytyjskiej. Zachowujemy spokój, nie chcemy ingerować w tę debatę, nie chcemy ponaglać. Od pierwszego dnia, jeszcze zanim powierzono mi misję negocjatora, nasza strategia była jasna. Po pierwsze, zachowanie podstaw UE, w szczególności rynku wewnętrznego. Wyjście państwa członkowskiego nie może tych fundamentów naruszyć. To jest nasz obowiązek wobec obywateli, konsumentów, przedsiębiorstw. To zresztą też jest w interesie Wielkiej Brytanii. Po drugie, ambicja osiągnięcia kompleksowego, bezprecedensowego porozumienia o przyszłych relacjach. Dlatego pracowałem nad traktatem o uporządkowanym wyjściu z UE w sposób obiektywny. Nigdy nie kierowała mną chęć zemsty czy ukarania. Każdy z modeli współpracy z krajem trzecim ma właściwą równowagę praw i obowiązków. Korzyści z członkostwa nie mogą być nabyte w przypadku pozostawania poza UE. To nie jest proste porozumienie handlowe, dodajemy do tego porozumienie w sprawie regulacji i ceł, może unię celną, może udział w rynku wewnętrznym. To wszystko jest dostępne. Ale prawdą jest, że nasze fundamenty to rynek wewnętrzny, który nie jest tylko supermarketem. To ekosystem, z identycznymi normami, prawami środowiskowymi, socjalnymi, konsumenckimi, wspólnym nadzorem i sądem. To nie jest tylko strefa wolnego handlu.

Theresa May powiedziała w poniedziałek, że chciałaby innego backstopu (gwarancja polegająca na utrzymaniu unii celnej między Wielką Brytanią a UE, zanim nie zostanie wynegocjowane porozumienie zapewniające nieskrępowany handel między Irlandią a Irlandią Północną – red.), ograniczonego w czasie. Dlaczego nie możemy jej tego dać? Czy to naprawdę naruszałoby fundamenty UE, funkcjonowanie jej rynku wewnętrznego?

Backstop stanowi część traktatu o wyjściu z UE. Nie przez przypadek. Backstop jest polisą ubezpieczeniową, która ma gwarantować pokój i stabilność na irlandzkiej wyspie. Polisą, która ma zapewnić, że żadne hipotetyczne porozumienie o przyszłych relacjach nie doprowadzi do powstania twardej granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Ma zachować ducha porozumienia wielkopiątkowego o wspólnej strefie podróżowania (ang. Common Travel Area) i około 140 porozumień o współpracy między różnymi społecznościami. Kiedy się z nimi stykacie, a ja to zrobiłem wielokrotnie, zrozumiecie, że nie chodzi tylko o handel. Przede wszystkim to kwestia ludzka. Osiągnięty pokój musi być trwały, musimy na to uważać. Takie apele tam usłyszałem. Spotkałem się na przykład ze społecznością kobiet w Dungannon i one płakały w mojej obecności: „Nie chcemy, żeby to wróciło". To jest ubezpieczenie, którego nie zamierzamy wykorzystywać. Backstop jest tymczasowy. Tyle że ograniczony nie określoną datą, ale określonym wydarzeniem: specjalnym porozumieniem dla Irlandii lub porozumieniem między UE a Wielką Brytanią, które zagwarantuje, że nie będzie twardej granicy. W międzyczasie musimy znaleźć sposób na jej kontrolowanie. I to jest drugi punkt backstopu. Bo produkt, który znajdzie się w Irlandii Północnej, a pochodzi z Wielkiej Brytanii, automatycznie, przez Irlandię, może znaleźć się w Polsce. I musimy chronić konsumentów i firmy w Polsce, to jest nasz obowiązek traktatowy. Nie tylko kwestie celne, ale też kontrola sanitarna, przestrzeganie standardów technicznych itp. Musimy znaleźć praktyczne rozwiązanie. Najszybciej, jak się da. Ale na ten czas potrzebujemy polisy ubezpieczeniowej w formie backstopu.

Ale nie tylko premier May wspomina o zmianach. Słyszał pan z pewnością o propozycji ministra Czaputowicza, żeby Irlandia sama zaproponowała ograniczenie backstopu w czasie. Pana argumenty są oczywiście racjonalne, ale dziś jesteśmy w innej sytuacji. Przed nami możliwość rozejścia się bez porozumienia. Czy to nie zmienia sytuacji?

Mamy wiele różnych głosów i my, jako negocjatorzy, staramy się z tego zrobić syntezę, uwzględnić interesy wszystkich 27 państw. Wielokrotnie rozmawiałem z ministrem Czaputowiczem i wsłuchiwałem się w jego niepokoje dotyczące gwarantowania praw 900 tysięcy Polaków na Wyspach. Te postulaty uwzględniliśmy w traktacie. Podobnie jak ważne dla Polski kwestie budżetowe. Interesy każdego muszą być uwzględnione, także Irlandii. Zresztą stabilność i pokój na wyspie irlandzkiej oraz kwestia kontroli na granicy irlandzkiej dotyczy również Polski. Pomysł polskiego ministra to oryginalnie pomysł brytyjski. Przywódcy UE mieli okazję o tym dyskutować dwukrotnie, na szczycie w listopadzie i grudniu. I tam jednomyślnie stwierdzili, że wynegocjowany projekt porozumienia, z backstopem, jest jedynym możliwym. Ubezpieczenie z góry ustalonym limitem czasowym nie jest wiarygodne, bo co, jeśli problem pojawi się po tym czasie? Wtedy już nie ma ubezpieczenia.

Co się stanie z granicą irlandzką w wypadku braku porozumienia?

Pracujemy nad różnymi wariantami, również braku porozumienia. I jednostronnie przyjmiemy środki pozwalające na kontrolę produktów, bez stawiania fizycznej granicy. Pamiętajmy: backstop nie jest po to, żeby go użyć. W traktacie i deklaracji politycznej zapisana jest dobra wola obu stron osiągnięcia w przyszłości porozumienia, które pozwoli na uniknięcie odtworzenia irlandzkiej granicy.

Biorąc pod uwagę rzeczywistość polityczną w Wielkiej Brytanii, jakie widzi pan szanse na akceptację tego porozumienia?

To jest dwustronne porozumienie, wynegocjowane również przez rząd brytyjski. Patrząc na debatę, widzę dwie większości: jedną przeciw wynegocjowanej umowie, a drugą przeciw brakowi porozumienia. Teraz zadaniem premier May jest zbudowanie większości pozytywnej. Ale nie może zmieniać traktatu o wyjściu. To jest 600 stron szczegółowych przepisów dotyczących wszystkich aspektów brexitu. Mamy też deklarację polityczną dotyczącą przyszłości. Jeśli Wielka Brytania chce zmienić perspektywę, podwyższyć horyzont zarysowany w tej deklaracji, to możemy znaleźć porozumienie w sprawie całego pakietu. I wtedy będzie inny kontekst dla backstopu, który ma nie być użyty. Zresztą przysłuchując się brytyjskiej debacie, słyszymy, że backstop nie jest dominującym tematem. Bardziej chodzi o to, jakie mają być przyszłe relacje między Wielką Brytanią a UE.

Polska jest pierwszym krajem, która złamał jedność UE w sprawie brexitu. Nie obawia się pan, że im bliżej będzie do twardego rozstania, tym więcej krajów poda w wątpliwość pańską taktykę negocjacyjną? Nawet najlepsza umowa, jeśli nie wchodzi w życie, jest nic niewarta.

To nie jest nowość, różne kraje, w tym Polska, miały wątpliwości. To nie jest dziwne. Są kraje tak bliskie Wielkiej Brytanii, z tak potężnymi interesami, jak Holandia, Belgia czy Dania, nie mówiąc oczywiście o Irlandii. Polska ma wielką społeczność w Wielkiej Brytanii, ale dla Portugalii to też jest problem, bo tam jest 400 tys. Portugalczyków. Więc to normalne, że ministrowie szukają rozwiązań, zgłaszają pomysły. A naszym zadaniem jest zrobienie syntezy. I myślę, że ta jedność 27 zostanie utrzymana.

Na czym polega ta taktyka? Że w razie braku porozumienia Wielka Brytania, skonfrontowana z potężnymi problemami, zwróci się jednak do UE o porozumienie?

Przede wszystkim ja nie mam taktyki, tylko strategię. Ona polega na ochronie interesów 27 państw i dobrej współpracy z Wielką Brytanią. I powtórzę, większość parlamentu brytyjskiego jest przeciwna brakowi porozumienia. Debata prowadzona przez premier May powinna doprowadzić do zmiany sytuacji. Jeśli nic się nie ruszy, będziemy mieli brak porozumienia. Wydaje mi się jednak, że widzę po drugiej stronie zainteresowanie jego osiągnięciem.

Powiedział pan jednak, że na to potrzeba czasu. Może więc przedłużyć artykuł 50 poza 29 marca 2019 roku?

Najpierw musiałaby o to wystąpić Wielka Brytania, potem szefowie państw i rządów musieliby dać jednomyślną zgodę. Muszą przy tym odpowiedzieć na trzy pytania. Po co? Na jaki czas? I wreszcie, czy to nie zakłóci funkcjonowania demokratycznych instytucji europejskich? Bo w maju mamy wybory do Parlamentu Europejskiego.

W przygotowaniach do scenariusza zakładającego brak porozumienia dwie kluczowe kwestie dla Polski to prawa obywateli oraz budżet unijny. Czego należy oczekiwać?

Oczywiście najlepszą gwarancją jest wynegocjowane porozumienie. Bo tu mamy pełne gwarancje dla wszystkich obywateli, ich rodzin, na czas trwania całego ich życia oraz gwarancje sądowe. I dodatkowo obietnicę Theresy May, że nie będą pobierane opłaty za zarejestrowanie się. To był od początku nasz priorytet. W razie braku porozumienia pewne rzeczy zależą od Unii, są też prawa, które powinny przyznać państwa członkowskie. Trzeba podchodzić do sprawy pozytywnie przy założeniu wzajemności ze strony brytyjskiej, biorąc pod uwagę prawa Brytyjczyków w UE.

A budżet?

Znów najlepszą gwarancją jest traktat. W razie jego braku będzie trudniej. Ale płatności brytyjskie mają charakter zobowiązań międzynarodowych. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby Wielka Brytania ich nie honorowała.

Za pana biurkiem wisi plakat „Głosujcie na Solidarność". To trochę zaskakujące?w gabinecie negocjatora brexitu. Skąd się tu wziął?

Tu są ilustracje dotyczące ważnych dla mnie ludzi. Widzi pani moje zdjęcie z Janem Pawłem II, którego darzę niezwykłym podziwem. Spotkałem się z nim jako współorganizator, razem z Jeanem-Claude'em Killym, olimpiady zimowej w Albertville. Tutaj zdjęcie de Gaulle'a i Adenauera przy okazji podpisania traktatu elizejskiego. Miałem wtedy 14 lat i patrząc na nich, podjąłem decyzję o zaangażowaniu się w sprawy europejskie. Wtedy stałem się gaullistą i Europejczykiem. A plakat o Solidarności dostałem od Bronisława Geremka na długo przed tym, zanim Polska została członkiem UE.

Wywiad udzielony „Rzeczpospolitej", „Le Monde" ?i „Luxemburger Wort"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA