fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Blogi

Gdy konsumpcyjny impuls wygaśnie

Fotolia
„Piątka Kaczyńskiego" nie będzie żadnym perpetuum mobile. PKB nie da się napędzać transferami z budżetu w nieskończoność, inaczej Grecja byłaby dziś potęgą.

Człowiek od wieków marzył o maszynie wykonującej pracę bez zasilania energią z zewnątrz. Pierwsze zapiski o perpetuum mobile pochodzą z XIII wieku, a szczególnie wielu śmiałków próbowało je konstruować w wiekach XVI i XVII. Jego ślady są nawet w polskiej literaturze. Gonił za nim Wokulski w „Lalce", mocny cytat – nienadający się jednak do przywołania na tych łamach – znajdziemy u Sapkowskiego.

Za mirażem tym gonią także nakręcający wydatki politycy. Ostatnio przybrał on postać „piątki Kaczyńskiego", która ma być perpetuum mobile podwójnym: i politycznym, i finansowym. W pierwszym z tych wymiarów ma przynieść zwycięstwo w sezonie podwójnych wyborów. Myślenie jest proste: skoro w 2015 r. wygraliśmy, obiecując 500+ i szybszą emeryturę, potrzeba teraz tego samego, tyle że w podwójnej dawce. Stąd 500 zł miesięcznie na każdego pierwszego potomka i trzynastka dla emerytów wypłacana już wiosną, by nie zapomnieli, przy czyjej liście wyborczej postawić krzyżyk.

Sądząc po wynikach badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej", odbiór społeczny deszczu prezentów jest entuzjastyczny – ponad 60 proc. wskazań „za". Kto nie chciałby wygrać szóstki w totka albo chociaż trójki? Zwraca tylko uwagę rozziew między poparciem dla rozdawnictwa PiS a notowaniami samego przewodnika narodu. Przynajmniej jedna trzecia zadowolonych gdzieś po drodze wyparowuje. Polityczne perpetuum mobile nie jest więc konstrukcją idealną i może się zaciąć.

Więcej wątpliwości budzi ono w wymiarze finansowym. Politycy argumentują, że dziesiątki miliardów złotych rocznie wyciśnięte z budżetu i wtłoczone poprzez portfele Polaków w tryby gospodarki napędzą koniunkturę i w postaci np. VAT wrócą do budżetu. Sęk w tym, że wróci znacznie mniej, a impuls konsumpcyjny uruchomiony za pomocą wydatków socjalnych zawsze ma krótki termin przydatności do spożycia. PKB nie da się napędzać transferami z budżetu w nieskończoność, inaczej Grecja byłaby dziś potęgą.

Trwałe podstawy wzrostu gospodarki dają inwestycje tworzące nowe miejsca pracy i podnoszące efektywność już istniejących. Wydatki inwestycyjne firm jednak kuleją, co oznacza, że gdy w pełni wykorzystane zostaną ich moce produkcyjne, dodatkowy popyt zasilany transferami będzie napędzał import, ujmując ze wzrostu PKB naszego kraju i dając zarobić zagranicy.

Impuls konsumpcyjny kiedyś wreszcie wygaśnie, ale zwiększone wydatki socjalne zostaną. Póki trwa dobra koniunktura, finanse państwa jakoś sobie poradzą, zwiększając np. zadłużenie. Ale gdy po latach tłustych nadejdą chude, trudno będzie ciąć wydatki – i to nie ze względu na protesty, tylko z obawy przed impulsem pogłębiającym hamowanie gospodarki. A wtedy rząd poszuka dodatkowych dochodów w kieszeniach podatników. Wrócą pomysły przykręcenia śruby lepiej zarabiającym. Ale Kowalscy też nie będą bezpieczni, bo wzorem Jacka Rostowskiego minister może „tymczasowo" podnieść podstawową stawkę VAT (do Budapesztu z jego 27-proc. trochę jeszcze brakuje). Obdarowani przekonają się wtedy, że finansowe perpetuum mobile jednak nie istnieje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA