fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Narciarski sezon z COVID-19. Na razie ceny są niskie

turystyka, narciarstwo, COVID-19
Bloomberg
Zaczyna się sezon narciarski w Alpach. W ostatni weekend październikowy w samym szwajcarskim Verbier było 4 tysiące turystów. Tyle, że był to ostatni weekend szkolnych wakacji we Francji i Wielkiej Brytanii. I ostatnie dni przed lockdownem w tych krajach.

Teraz hotelarze, restauratorzy i operatorzy wyciągów modlą się, aby przed Bożym Narodzeniem liczba zachorowań na COVID-19 zaczęła spadać. A wraz z nią, aby rządy krajów europejskich odstąpiły od wprowadzania lockdownów. Wiadomo także, że w tym roku będzie znacznie mniej Brytyjczyków, Rosjan i Amerykanów. Może ich nawet nie być wcale. W tej sytuacji instruktorzy narciarscy coraz częściej przemieszczają się do Szwecji, bądź Szkocji. Ich zdaniem tam właśnie chętnych do uprawiania narciarstwa nie powinno zabraknąć. A w Alpach trudno będzie zarobić.

Na razie zachęty dla potencjalnych narciarzy są szczodre. Karnety w Czterech Dolinach plus Verbier staniały o 10 do nawet 50 proc. w porównaniu z rokiem 2019. Podobnie jest z miejscami w hotelach. W bardzo popularnym Zermatt ceny hoteli są niższe o 40-50 proc. A warunki narciarskie są tam znakomite z warstwą świeżego śniegu grubości ponad 20 cm. Pierwsze opady były tam na początku października.

Z rezerwowaniem trzeba być jednak bardzo ostrożnym, bo coraz częściej z ofert znika gwarancja zwrotu wpłacanych zaliczek, w przypadku odwołania przyjazdu. W tym wypadku warto się ubezpieczyć na taką ewentualność.

Na razie przyjezdnych jest niewielu, ale pojawili się lokalni narciarze korzystając właśnie z niskich cen. Jest ich tak wielu, że na przykład we włoskiej Cervinii operatorzy wyciągów musieli zatrzymać wjazdy, ponieważ ustawiły się długie kolejki chętnych, którzy nie utrzymywali między sobą dystansu społecznego. Teraz już wiadomo,że Cervinia pozostanie zamknięta przynajmniej do grudnia, bo nie ma tam chętnych do noclegów w hotelach, a restauratorom nie opłaca się uruchamiać biznesu tylko na weekend.

Zimowy biznes alpejskich ośrodków narciarskich wart jest 33 mld euro rocznie i daje zatrudnienie setkom tysięcy pracowników. W tym roku wszyscy przedstawiciele tej branży zastanawiają się co z tej zwyczajowej finansowej bonanzy uda im się uratować. — Miejscowi sezonu nie uratują, a z kolejnych krajów słyszymy o lockdownach i kwarantannach, więc na przyjezdnych też za bardzo liczyć nie można. Najlepiej byłoby na przykład, gdyby przed Bożym Narodzeniem liczba zakażonych zaczęła spadać — mówi cytowany przez Bloomberga Laurent Vanat, konsultant z branży narciarskiej w Genewie. Jego zdaniem jeśli zamknięte granice otworzą się na początku grudnia, to straty będą jeszcze do wytrzymania, bo wysoki sezon zaczyna się właśnie wtedy. Tyle, że pensjonaty, hotele i restauracje będą musiały się poważnie przyłożyć do zapewnienia bezpieczeństwa swoim gościom. Wszyscy przecież pamiętają,że europejski wybuch epidemii COVID-19 zaczął się właśnie od narciarskich kurortów w Ischgl i Verbier, a ludzie zarażali się tłocząc się ściśnięci w kolejkach do wyciągów i w restauracjach. Jak na razie w Verbier są trzy scenariusze na ten sezon. Pierwszy, kiedy liczba zachorowań szybko spada. Wtedy liczba turystów wyniesie 80 proc. tego, co przed rokiem. Druga, jeśli sytuacja pozostanie tak jak jest to w tej chwili. Wówczas liczba turystów będzie o połowę niższa, od zeszłorocznej. I wreszcie scenariusz najgorszy, kiedy nastąpi lockdown także w samej Szwajcarii, wtedy kurorty pozostaną zamknięte.

Jak na razie jednak w sytuacji, gdy np. Amerykanie drastycznie ograniczyli liczbę turystów np. w Aspen, operatorzy wyciągów alpejskich zamierzają funkcjonować, jakby COVID-19 wcale nie było. Tyle, że dla wszystkich noszenie maseczek, tak jak jest to w środkach publicznego transportu będzie obowiązkowe. — Będziemy jednak musieli bardzo poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem specjalnych obostrzeń przed początkiem wysokiego sezonu — nie ukrywa Didier Trono, prof. genetyki i wirusolog i Uniwersytetu w Lozannie. — To nie chodzi jednak o to, abyśmy całkowicie zamknęli się przed śniegiem. Po prostu trzeba będzie korzystać z górskiego wypoczynku inaczej, niż to było kiedyś. Jeśli ktoś jeździ na nartach sam, to nie ma problemu, ale jeśli narciarze będą się tłoczyć w kabinach wyciągów, to sytuacja poważnie się komplikuje — dodaje. — To tak nie działa. Włosi na wiosnę próbowali ograniczyć liczbę pasażerów w kolejkach górskich, a oni i tak tłoczyli się na dole przy wejściach — argumentuje Laurent Vaucher, właściciel wyciągu Televerbier. I nie ukrywa, że to nie zależy od operatorów wyciągów, tylko od zachowania się samych pasażerów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA