fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Firmy trzymają reżim, ale boją się drugiej fali

Pracownicy sklepów chronią się przed zakażeniem stosując maseczki lub przyłbice, w części sklepów zainstalowano dodatkowe szyby z pleksi oddzielające klientów od personelu
shutterstock
Pracodawcy deklarują, że bezpieczeństwo pracowników to priorytet. I ponoszą spore koszty, by spełnić wymogi sanitarne. Ale przypadków zakażeń w firmach i tak może być coraz więcej.

Ministerstwo Zdrowia zbiera dane na temat liczby zakażeń koronawirusem w zakładach pracy, by ocenić ryzyko rozprzestrzeniania się choroby właśnie tym kanałem. Na razie nie przedstawiło zbiorczych wyników, ale można podejrzewać, że zainfekowanych firm i urzędów jest całkiem sporo (więcej w ramkach obok). Co gorsza, można spodziewać się ich jeszcze więcej, ze względu na powroty z urlopów oraz prawdopodobną jesienną falę choroby, a państwowe inspekcje zapowiadają wzmożone kontrole w zakresie zabezpieczeń pracowników i klientów.

Będzie więcej kontroli

Jan Bondar, rzecznik głównego inspektora sanitarnego, zaznacza, że firmy powinny dbać o wdrożenie i przestrzeganie procedur także we własnym interesie. – Kwarantanna osób pracujących w bliskim kontakcie oznacza niekiedy zawieszenie działalności i duże straty finansowe. Apelujemy o przestrzeganie procedur przeciwepidemicznych szczególnie do dużych firm, które są eksporterami żywności, gdyż zamknięcie zakładu w związku z Covid-19 może je też narazić na kosztowne straty wizerunkowe – twierdzi Bondar.

Kosztowny reżim

Przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, przestrzegają wszystkich wymogów reżimu sanitarnego, choć wcale nie jest to tanie.

– Stajemy na rzęsach, by zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i klientom, choć to niesie wymierne koszty – mówi nam Katarzyna Gierczak-Grupińska, współwłaścicielka firmy produkcyjnej Gelg i szefowa Fundacji Firmy Rodzinne. Chodzi o zapewnienie pracownikom maseczek, regularnej dezynfekcji przestrzeni wspólnych (np. szatnie, stołówki, toalety) czy zmiany organizacji czasu pracy, tak by w miarę możliwości zapewnić dystans między pracownikami.

– Nasze koszty operacyjne związane z zapobieganiem Covid-19, takie jak np. instalacja szyb z pleksi w punktach obsługi, w II kwartale wyniosły kilka milionów złotych – wylicza Jean-Marc Harion, prezes P4 (operator sieci komórkowej Play). – Nadal będziemy je ponosić, bo tego wymaga bezpieczeństwo klientów i pracowników, gdy przychodzą do biura. Tu nie ma się nad czym zastanawiać – zaznacza.

– W naszej firmie rygorystycznie przestrzegamy pracy w separowanych zespołach, a ponadto wprowadziliśmy aplikację mobilną, dzięki której można zdalnie rezerwować biurka, sale konferencyjne czy rejestrować gości z zewnątrz – mówi z kolei Małgorzata Michalczyk, dyrektor działu administracji w Colliers International. Dzięki temu firma ma wiedzę, aby w razie ryzyka zakażenia móc dokładnie ustalić osoby, które mogły mieć kontakt z potencjalnym nosicielem wirusa.

Obawy o przyszłość

Dyrektor Michalczyk ocenia, że choć wielu pracowników przeszło na pracę zdalną, to nawet w takiej sytuacji reżim sanitarny generuje dodatkowe koszty, np. specjalistyczna dezynfekcja – zamgławianie czy ozonowanie biura – to jednorazowy koszt na poziomie 2–3 zł za 1 mkw.

Ale największym problemem w praktyce, jak podkreślają pracodawcy, jest... nastawienie samych pracowników. – Kluczem do sukcesu jest samodyscyplina, której wciąż niestety brakuje – zauważa dyr. Michalczyk.

Nasi rozmówcy podkreślają też, że pod względem spełniania formalnych wymogów czują się przygotowani na jesienną falę zakażeń, ale nie znaczy to, że nie mają obaw. – Dotkliwe mogą być braki kadrowe. Pracownicy mogą przebywać na zwolnieniach czy kwarantannie ze względu na podejrzenie u innego członka rodziny. To dla nas wyzwanie – zaznacza Ryszard Florek, prezes firmy Fakro, producenta okien dachowych.

– Oczywiście możemy jeszcze więcej zainwestować np. w bramki mierzące temperaturę pracownikom, nowe systemy odkażająco-wentylacyjne itp. Tylko pytanie, czy spełnienie nawet tak wyśrubowanych wymogów sanitarnych daje gwarancję, że nikt nas nie pociągnie do odpowiedzialności, gdy jednak ktoś zachoruje – zastanawia się proszący o anonimowość właściciel firmy produkcyjnej. – Jeśli sanepid zamknie zakład albo wyśle połowę pracowników na kwarantannę, która może przedłużać się tygodniami, bo nikt nie wie, czy zakażony już całkowicie wyzdrowiał i może wracać do pracy, to może doprowadzić firmę do upadku. Dziś rząd straszy nas kontrolami i karami, zamiast pomóc nam przetrwać ten trudny okres – mówi, rozżalony.

Zainfekowane małe i duże firmy

Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Łodzi poinformowała nas, że aktualnie na terenie województwa łódzkiego występują 22 ogniska w zakładach pracy.

WSSE w Krakowie podaje, że w woj. małopolskim wykryto ponad 20 ognisk, w tym także w urzędach, aptece, zakładzie fryzjerskim czy banku. W województwie wielkopolskim aktywnych jest 27 ognisk w zakładach pracy, z czego najwięcej w urzędach (ok. 30 proc.), branży spożywczej (26 proc.) i branży meblarskiej (14 proc.). Na Śląsku największe problemy widać w górnictwie, gdzie liczba zakażonych wynosi prawie 8 tys. osób. Obecnie największe ogniska są w PGG SA. W oddziale KWK Ruda Ruch Bielszowice łączna liczba zakażonych to 628 osób.

Opinia dla „rz"

Arkadiusz Pączka, Pracodawcy RP

Standardy bezpieczeństwa pracowników, jeśli chodzi o organizację pracy, zostały w firmach wdrożone, nie zmienia to jednak faktu, że biznes obawia się wzrostu zakażeń w danej jednostce i ewentualnego zamknięcia całego zakładu. Przymusowe zamknięcie to ogromne koszty, a nie wiadomo, kto miałby je ponosić. Rząd miał przedstawić Radzie Dialogu Społecznego, jak przygotowuje się do jesiennej fali pandemii, ale zamiast tego mamy informacje o czerwonych i żółtych strefach oraz wzmożonych kontrolach. Być może to ścieżka działań przewidywana na dalszy rozwój pandemii w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA