fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Nowa ustawa śmieciowa nikomu się nie spodoba

Adobe Stock
Leniwi dostaną po kieszeni, samorządom przybędzie obowiązków, innowatorzy wypadną z rynku – nowela ustawy śmieciowej ma mało zwolenników.

– Ta ustawa to niekończąca się bajka. A skoro gospodarka śmieciami sprawia tyle problemów w krajach, które takie zmiany wprowadziły wiele lat temu, to co mówić o Polsce, gdzie stan umysłów jest zupełnie inny? – pyta retorycznie w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Krzysztof Iwaniuk, szef Związku Gmin Wiejskich.

Andrzej Gantner: Zostało nam pięć lat na rozruszanie obiegu zamkniętego

Nowelizacja tzw. ustawy śmieciowej, która wczoraj trafiła do Senatu, nie ma zbyt wielu zwolenników. Nie będzie do nich należeć zwłaszcza przeciętny Kowalski, który nie pokusił się o segregowanie śmieci. Teraz będzie „motywowany" zwiększeniem obciążeń finansowych, co może być najskuteczniejszą z form zachęcania do większej wrażliwości ekologicznej.

Przede wszystkim wzrosną bowiem opłaty za możliwość niesegregowania śmieci. Początkowo autorzy nowelizacji przyjęli, że kwota ta ma stanowić dwukrotność opłaty śmieciowej; zatem mieszkaniec niesegregujący płaciłby dwa razy więcej niż segregujący. Ale samorządowcy dowodzili, że już dziś są takie – lub zbliżone – różnice. W efekcie w nowelizacji znalazł się zapis o widełkach od dwu- do czterokrotności opłaty śmieciowej.

Samorządy dostały też większą swobodę w zakresie wyznaczania opłat, mogą np. wprowadzić niższe dla tych, którzy część śmieci utylizują w przydomowych kompostownikach. Tyle marchewki, batem zaś ma być kontrola wyrzucanych śmieci i potencjalne kary dla tych, którzy łamią reguły.

– Nie wyobrażam sobie podwyżek w mojej gminie przy tym stanie zarobków i mieszkańcach żyjących w sporej mierze z emerytur – mówi Iwaniuk, na co dzień wójt Terespola. – Podobnie jest zresztą z karaniem; my w małych gminach nie jesteśmy w stanie ścigać swoich sąsiadów – dorzuca.

Niemal całkowicie mają zniknąć ze sklepów bezpłatne torby foliowe. Zakupy staną się pewnie mniej spontaniczne: gdy ustawa wejdzie w życie, jedynymi bezpłatnymi torbami plastikowymi w sklepach będą cienkie, delikatne „zrywki".

Nowelizacja ma usuwać niektóre słabości poprzedniej wersji przepisów. Doprecyzowane zostały przepisy dotyczące śmieci powstających np. w sklepach czy kinach. Właściciele tych nieruchomości będą się mogli wyłączyć z systemu gminnego, co dotychczas było niemożliwe.

Ustalone zostały stawki wywozu odpadów dla właścicieli domków letniskowych. Zniesiona zostanie regionalizacja zagospodarowania np. bioodpadów, zmieszanych odpadów komunalnych, pozostałości z sortowania. Zaostrzone będą wreszcie kary za niewłaściwe postępowanie z odpadami oraz zwiększone kompetencje kontrolne samorządów.

Wygląda to tak, jakby znikało wiele dotychczasowych barier. Jednak eksperci, np. w branży recyklingowej, sygnalizują, że w nowelizacji znalazły się ogólnikowe sformułowania, których sens będzie znany dopiero, gdy pojawią się stosowne rozporządzenia wykonawcze. – A dla firm takich jak nasze ciągłość i konsekwencja przepisów mają znaczenie. Inwestycje na naszym rynku mają charakter wieloletni i każda zmiana zasad może się okazać bardzo bolesna – kwituje jeden z naszych rozmówców.

Inni wskazują na odwrót od przyszłościowych rozwiązań. – Zmiany w obszarze innowacji związanych z recyklingiem wydają się zbyt radykalne – punktuje Paweł Miller, wiceprezes firmy Bioelektra. – Zamyka się wrota do wszystkich nowych technologii, pozostawiając 70–80 proc. odpadów, z którymi nie wiadomo co zrobić. W rezultacie koszty dla mieszkańców będą rosnąć.

– Rząd nie dostrzega wartości w odpadach – kontynuuje. – Trzyma się zasad, które stosuje tylko Polska, jak regionalizacja czy nadmierna biurokracja. Nie widzi, co dzieje się później ze strumieniem śmieci. Nie dostrzega możliwości poradzenia sobie z 70 proc. tego strumienia – podsumowuje.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA