fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Elektrim będzie mógł kupić własne akcje

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Mniejszościowi akcjonariusze spółki kontrolowanej przez Zygmunta Solorza po 10 latach będą mogli sprzedać akcje. Pytanie – po ile.

Zwołane na czwartek nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy Elektrimu, niegdyś państwowej centrali handlu zagranicznego, dziś holdingu kontrolowanego w 78 proc. przez Zygmunta Solorza, miało zająć się wyborem biegłego rewidenta do spraw szczególnych, który wyceniłby firmę.

Wycenę jej akcji utrudnia fakt, że od blisko dziesięciu lat pozostaje ona poza Giełdą Papierów Wartościowych, jej wyniki zmieniają się z roku na rok, a ciąży na niej potencjalne zobowiązanie do zapłaty 1,3 mld zł podatku.

To, dlaczego istotne jest, ile warta jest akcja Elektrimu, okazało się niedawno. Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej", spółka postanowiła wyemitować nowe akcje, aby zapewnić sobie pieniądze na spory. Zbierała je na koncie w Szwajcarii.

Tłumaczenie o wycenie

Gdy 4 kwietnia emisja była uchwalana, prezes Elektrimu Wojciech Piskorz obiecał akcjonariuszom, że spółka jeszcze w tym samym miesiącu przedstawi im wycenę biegłego. Nie zrobiła tego. W czwartek Piskorz argumentował, że wycofał zlecenie wyceny, gdy jeden z inwestorów – Maciej Niebrzydowski – wystąpił do zarządu o zwołanie zgromadzenia i wybór niezależnego biegłego. Zarząd zareagował na ten wniosek, choć uważał, że nie spełnia wymogów formalnych, a termin zgromadzenia, które miało wybrać eksperta, wyznaczył na 1 czerwca, czyli już po czasie na zgłaszanie deklaracji zakupu nowych akcji Elektrimu.

Już na początku tygodnia wiadomo było, że akcja w emisji została wyceniona na 1,01 zł. To oburza drobnych inwestorów przekonanych o większej wartości firmy. Ta wycena i – jak się wydaje – chęć uzyskania materiału na potrzeby procesu sądowego skłoniły graczy do przybycia na NWZ, mimo że subskrypcja 100 mln akcji się zakończyła.

Na czwartkowym zgromadzeniu stawiło się 55 inwestorów z nadzieją, że biegły zostanie jednak wybrany. Obrady trwały długo, bo około czterech godzin, ale – po tradycyjnie gorącej dyskusji – ostatecznie podjęto tylko jedną istotną uchwałę.

Głosami głównego akcjonariusza – spółki Bithell, należącej do Zygmunta Solorza – NWZ zmieniło statut Elektrimu tak, by firma mogła nabywać własne akcje (w trybie tzw. dobrowolnego umorzenia) i utworzyć fundusz na ten cel. – To odpowiedź na postulaty wysuwane od wielu lat przez inwestorów – mówił Piskorz. Jego zdaniem z możliwości sprzedaży walorów nie skorzysta główny akcjonariusz ani należący do grona większych udziałowców Niebrzydowski. Elektrimu nie będzie stać na zakup większych pakietów.

Biegłego nie będzie

Biegłego rewidenta, który mógłby zweryfikować wycenę, jednak nie powołano. Po pierwsze dlatego, że Niebrzydowski, który zgłosił pierwszy wniosek w tej sprawie, cofnął go tydzień temu. Po drugie zaś, na wniosek Janusza Kaliszyka, menedżera z grupy Cyfrowy Polsat, porządek obrad został okrojony o kolejny punkt dotyczący tej samej sprawy, przygotowany przez Bithell. – Jesteśmy po terminie subskrypcji. Wnoszę o wycofanie wniosku, by nie obciążać niepotrzebnie spółki – argumentował.

Drobni inwestorzy zgłaszali weto i własne projekty uchwał, ale bez skutku. Gremialnie oprotestowali uchwały. Liczą, że sąd nie zarejestruje emisji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA