fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Niespodziewany kłopot restauracji z otwarciem. Brak ludzi

Restauracja w Londynie
Bloomberg
Powrót brytyjskiego sektora gastronomicznego do normalności okazuje się być trudniejszy niż się wydawało i to wcale nie przez brak klientów.

Bary i restauracje to jedne z najbardziej znanych ofiar obostrzeń mających zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. W Wielkiej Brytanii, dzięki poprawie sytuacji i masowym szczepieniom zaplanowano pełne, choć w reżimie sanitarnym, otwarcie gastronomii od 17 maja. Już od 12 kwietnia działają one mogąc serwować jedzenie i napoje w ogródkach. Wraz ze zbliżającym się terminem pełnego otwarcia gastronomia coraz intensywniej zmaga się z niespodziewanym problemem – brakiem chętnych do pracy.

- Nie ma wątpliwości, rekrutacja to wyzwanie – twierdzi szef-celebryta Michael Caines w rozmowie z BBC.

Z punktu widzenia pracowników branża gastronomiczna, która nigdy nie była postrzegana jako oferująca specjalnie stabilne miejsca pracy, jest obecnie ryzykowna. Nawet pracownicy, którzy wciąż korzystają z rządowych programów chronienia miejsc pracy i dostają część pensji za siedzenie w domu oraz czekanie, aż ich pracodawca będzie mógł znów normalnie działać nie rozglądają się za nową pracą, bojąc się ryzyka. Na skutki pandemii nałożyły się też reperkusje Brexitu, który sprawił, że wielu pracowników z krajów Unii Europejskiej opuściło Wyspy i nie wiadomo czy w ogóle zechcą wrócić.

Tymczasem zbliżający się termin całkowitego otwarcia i widoczny popyt na ofertę w ogródkach sprawia, że liczba wolnych miejsc pracy w gastronomii rośnie szybko. Firma rekrutacyjna Caterer.com podała, że liczba etatów do obsadzenia w jej ofercie wzrosła o 85 proc. w ostatnich tygodniach. Równocześnie Office for National Statistics (brytyjski odpowiednik GUS) podał dane, sugerujące, że liczba zatrudnionych w sektorze gastronomicznym i hotelarskim spadła o ponad 10 proc. w stosunku do czasów sprzed pandemii.

Niektóre restauracje i bary przez kłopoty ze znalezieniem obsady nie będą mogły być otwarte tyle dni w tygodniu, ile by chcieli ich właściciele i menedżerowie. Niektóre zamiast siedmiu dni w tygodniu, będą otwarte najwyżej pięć.

Wielu właścicieli lokali gastronomicznych liczy na to, że sytuacja poprawi się, gdy na rynek pracy trafią studenci szukający letniej pracy. Równocześnie próbują przebić się do świadomości potencjalnych pracowników z komunikatem, że „czasy krzyczącego Gordona Ramseya" w branży się skończyły i stosunek do pracowników jest o wiele bardziej stonowany.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA