fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Nowy lockdown, kolejny dramat dla gospodarki

lockdown
Fotorzepa, Robert Gardziński
Obostrzenia biją w wielkie salony meblowe i budowlane. Limity liczby klientów ograniczą ruch w większych sklepach. Wyzwaniem dla rodziców i pracodawców są zamknięte żłobki i przedszkola.

Rząd z jednej strony zamyka kolejne sektory, ale zostawia furtki dla działania części placówek, raczej tych mniejszych i poza centrami handlowymi. W czwartek ogłosił zamknięcie sklepów budowlanych i meblowych, ale tylko większych niż 2 tys. mkw. – Dla utrzymania pewnej płynności w gospodarce, hurtownie i składy budowlane będą dostępne – mówił Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Kto na zasiłek

– W 2020 r., gdy rozpoczęła się pandemia, odnotowaliśmy wyraźny wzrost sprzedaży naszych produktów, m.in. w marketach budowlanych. Polacy ze względu na ograniczone możliwości przemieszczania się czy zamknięcie kin i teatrów wybrali remonty jako pewien substytut normalności – mówi Paweł Kisiel, prezes Grupy Atlas. – Sklepy wielkoformatowe zostaną zamknięte przynajmniej do 9 kwietnia, co z pewnością przełoży się na spadek sprzedaży produktów w wybranych segmentach – dodaje, podkreślając, że znów decyzja o restrykcjach zapada nagle, nie dając szans na przygotowanie.

Koszty zamykania gospodarki są ogromne. Jak niedawno szacowaliśmy, lockdown ogłoszony do 9 kwietnia może kosztować polską gospodarkę ponad 25 mld zł, czyli ponad 1,2 mld zł dziennie.

Rząd ogłosił zamknięcie zakładów kosmetycznych, fryzjerskich, żłobków i przedszkoli. – Sytuacja coraz bardziej przypomina tę sprzed roku. W drugim kwartale ub.r. ok. 940 tys. osób skorzystało z zasiłków opiekuńczych na dzieci, a pierwszym ok. 500 tys. – mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Zasiłek obejmował dzieci do ósmego roku życia, w 2020 r. było ich ok. 3 mln, z czego 2,3 mln w żłobkach i przedszkolach. Zapisano w ustawie roczne koszty zasiłków 10 mld zł w 2020 r., ale wykorzystano 3,7 mld zł. Konsekwencje są jednak szersze niż finansowe.

– Gdy połączymy to z liczbą osób na kwarantannie, a aktualnie to 435 tys., to może to oznaczać problem na rynku pracy z zachowaniem ciągłości w niektórych sektorach. Nie wszyscy mogą pracować zdanie z racji specyfiki pracy czy obecnie także stanu zdrowia – dodaje Kubisiak, podkreślając, że zasiłki pełnią też rolę stabilizatora zatrudnienia, osoby nimi objęte „wypadają" z kosztów, ale nie są zwalniane.

Przed zamknięciem oblężenie czeka salony kosmetyczne i fryzjerskie. Rezerwacyjny serwis Booksy zanotował 15-krotny wzrost ruchu na stronie i w aplikacji. – Zwiększony ruch mogliśmy obserwować już kilka dni temu. Właściciele wydłużali godziny pracy, aby obsłużyć dodatkowych klientów oraz zapewnić przychód na nadchodzące tygodnie, kiedy nie będą mogli prowadzić biznesów – mówi Sebastian Maśka, współzałożyciel Booksy. – Z powodu pandemii w salonach urody ponad 30 proc. spadły przychody, a wiele z nich musiało zamknąć działalność. W konsekwencji pierwszego lockdownu branża straciła ponad 7 mld zł. Każdy dzień kosztuje ją ponad 127 mln zł straconego przychodu – dodaje.

Dramat handlu

Restrykcje biją w w centra handlowe, gdzie działa wiele takich salonów. – Konsekwencją dotychczasowych obostrzeń jest już niemal 50 mld zł utraconych przychodów najemców centrów handlowych, co stanowi 38 proc. ich rocznych obrotów – mówi Agata Samcik, rzecznik Polskiej Rady Centrów Handlowych. – W wyniku zamknięć ucierpiały też budżety wynajmujących. Luka w przychodach, wynikająca z poniesionych kosztów finansowania lockdownów i wsparcia na rzecz najemców, wyniesie ok. 5,5 mld zł, co stanowi ponad połowę rocznych przychodów – dodaje Agata Samcik.

Wątpliwości budzi brak konsekwencji. – Dlaczego np. zamknięte zostały sklepy meblowe, budowlane, a kościoły są otwarte? – pyta Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Mam wrażenie, że rząd nadal strzela na oślep, mając nadzieję, że a nuż w coś trafi. Problem w tym, że strzela ślepakami – dodaje.

– Abstrahując od zasadności wprowadzania dalszych obostrzeń pod kątem epidemicznym, należy po raz kolejny wyrazić wątpliwości co do skuteczności tych ograniczeń, które wprowadzane są aktami rangi niższej niż ustawa – mówi Alan Dudkiewicz, ekspert BCC. Uważa, że przedsiębiorcy w niektórych branżach niezwykle doświadczeni wydarzeniami ostatnich miesięcy stawać mogą przed dylematem: godzić się na restrykcje czy walczyć o przetrwanie.

Wyzwaniem będą nowe limity klientów. Zamiast jednej osoby na 15 mkw. będzie na 20 mkw., ale tylko w sklepach większych, z ponad 100 mkw. powierzchni. – Dołożyliśmy starań i zainwestowaliśmy wielkie sumy w utrzymanie reżimów sanitarnych, limity zdały egzamin, a dowiadujemy się, że mamy kolejne – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Mamy nadzieję, że nie powtórzy się scenariusz sprzed świąt z 2020 r., kiedy przed sklepami stały długie kolejki, a zakupy mogła robić tylko garstka klientów – dodaje.

Klienci skazani na zakupy online

W obliczu kolejnych restrykcji nałożonych na handel klienci przesuną ponownie większość wydatków do sklepów internetowych. Udział e-handlu w sprzedaży detalicznej w lutym wyniósł 8,6 proc., podczas gdy w styczniu było to 9,8 proc., a w grudniu 9,1 proc. – podał GUS. – Kolejne miesiące przyniosą dalszy rozwój e-handlu jako efekt zachęt dla konsumentów w obszarze jakości dostawy, rozwoju sieci automatów do odbioru paczek oraz skrócenia terminów dostaw – mówi Magdalena Szlezyngier, menedżer ds. klientów strategicznych DNB Bank Polska. – Zarządy spółek e-commerce posiadających kapitał podczas ostatnich 12 miesięcy mocno przyspieszyły rozwój, czując, że to będzie ich silnik napędowy – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, partner zarządzający w Unity Group.

Katarzyna Iwanich prezes Insightland z grupy Hexe Capital

Kolejne obostrzenia najbardziej uderzą w tych, którzy większość czy całą sprzedaż realizują w sposób tradycyjny. Więksi gracze przeniosą środek ciężkości do online'u, zatem odczują restrykcje słabiej. Wprowadzone limity dotyczące liczby osób w wielkopowierzchniowych sklepach i zwiększona obawa przed wirusem wpłyną na liczbę dokonywanych w nich zakupów. Po lutowym wahnięciu w dół znów zaobserwujemy wzrost transakcji online i to w sieci handel będzie próbował odrabiać straty wywołane zamknięciem punktów stacjonarnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA