fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Białoruskie władze kłamstwem uderzają w Polskę

Płk Weronika Sebastianowicz
Płk Weronika Sebastianowicz, żołnierz AK i działaczka Związku Polaków na Białorusi Iness Todryk-Pisalnik
znadniemna.pl
Po wsadzeniu do więzienia czołowych polskich działaczy Aleksander Łukaszenko bierze na celownik miejscowych weteranów Armii Krajowej.

Śledztwo w ramach sprawy karnej dotyczącej „ludobójstwa narodu białoruskiego" w okresie II wojny światowej uderza w Polaków. Przedstawiając wyniki dochodzenia, prokurator generalny Białorusi Andrej Szwed dopuścił się manipulacji i kłamstw. Zaliczył żołnierzy Armii Krajowej do grona „zbrodniarzy nazistowskich".

– Mamy informacje o jeszcze żyjących przestępcach nazistowskich, którzy uczestniczyli w działalności batalionów karnych – mówił prokurator Szwed, sugerując, że dotyczy to też Polaków.

– Armia Krajowa podporządkowywała się polskiemu rządowi na uchodźstwie, była częścią koalicji antyhitlerowskiej. Można ich oskarżać o nacjonalizm i o to, że walczyli o Polskę w granicach sprzed 1 września 1939 roku, ale w żaden sposób to nie była formacja nazistowska czy faszystowska – mówi „Rzeczpospolitej" znany białoruski historyk Ihar Melnikau.

„Niczego się nie boję"

– Sprawa jest poważna, bo nie chodzi już o propagandystów Łukaszenki, lecz o to, że mówi to prokurator generalny. To absurdalne zarzuty. Nie opierają się na faktach historycznych, ale władze w Mińsku tworzą własną wykładnię historii – mówi „Rzeczpospolitej" Andrzej Pisalnik, dziennikarz, redaktor portalu znadniemna.pl oraz wieloletni działacz represjonowanego Związku Polaków na Białorusi (ZPB).

Ze względów bezpieczeństwa musiał niedawno wyjechać z Grodna do Polski. Obawia się, że reżim Łukaszenki będzie chciał przesłuchać kilku mieszkających na Białorusi weteranów Armii Krajowej.

Najbardziej rozpoznawalna z nich jest pułkownik Weronika Sebastianowicz. Ma 90 lat. Została zaprzysiężona, gdy miała 13 lat, otrzymała wtedy pseudonim Różyczka. Podczas wojny straciła rodziców i brata, którzy również byli w polskim podziemiu. Doświadczyła tortur, wróciła z Syberii.

– Wolę się nie wypowiadać. Ale niczego się nie boję. Gdybym się bała, nie poświęciłabym całego życia dla Polski – mówi krótko „Rzeczpospolitej".

Cisza o sowieckich zbrodniach

Prokurator generalny raportował w rządowych mediach o prowadzonych na terenie Białorusi ekshumacjach, poszukiwaniu świadków, trwających obecnie badaniach archiwalnych, a nawet zaangażowaniu „czołowych historyków". Oświadczył również, że liczba ofiar białoruskiej ludności cywilnej „będzie o wiele wyższa" niż dotychczas podawana. Poinformował o setkach nieznanych dotychczas miejsc „masowej zagłady Białorusinów", w tym pod Łahojskiem (w obwodzie mińskim).

Historyk Ihar Melnikau twierdzi, że pod Łahojskiem ostatnio rzeczywiście miały miejsce ekshumacje, ale ofiarami byli miejscowi Żydzi zamordowani przez Niemców w 1941 roku.

– Takie wrzucanie do jednego worka niezwiązanych ze sobą wydarzeń historycznych kompromituje rządowe media, ale też białoruskich urzędników – mówi „Rzeczpospolitej" Melnikau.

Wskazuje, że władze w Mińsku nie zrobiły dotychczas nic, by zbadać sowiecką zbrodnię w Kuropatach, gdzie w czasach stalinowskich zamordowano dziesiątki, a może i setki tysięcy ludzi. Ale to Armię Krajową białoruski reżim oskarża o ludobójstwo i nawet zapowiada przesłuchanie nielicznych żyjących jeszcze weteranów AK, również w Polsce.

Wojna dezinformacyjna

– Mamy do czynienia z kolejną odsłoną wojny dezinformacyjnej, którą prowadzi reżim Aleksandra Łukaszenki. Oskarżenia pod adresem Armii Krajowej są skandaliczne. Nie akceptujemy działań wymierzonych w mniejszość polską na Białorusi – komentuje dla „Rzeczpospolitej" szef KPRM Michał Dworczyk.

– Kłamliwa propaganda stara się wzbudzić wśród Białorusinów negatywne emocje, które mają być wymierzone w Polaków i Polskę. Wierzę, że społeczeństwo białoruskie nie ulegnie tej kłamliwej propagandzie – dodaje.

Listy nie przychodzą

Działacze Związku Polaków siedzą w więzieniu. Szefowej ZPB Andżelice Borys przedłużono ostatnio areszt o kolejne trzy miesiące. Prawdopodobnie tak samo postąpiono z Andrzejem Poczobutem. Za kratami znajdują się również Maria Tiszkowska, Irena Biernacka oraz działaczka polska z Brześcia Anna Paniszewa.

Szefowa nadającej z Polski niezależnej stacji Biełsat Agnieszka Romaszewska, powołując się na własne źródła, informowała we wtorek, że Andżelice Borys i Andrzejowi Poczobutowi proponowano wolność w zamian za zgodę na deportację z Białorusi, ale mieli odmówić.

– Nie wiem, co się dzieje z mężem od ponad tygodnia. Przestałam otrzymywać listy. Z poprzednich zrozumiałam, że zabraniają mu pisać po polsku, nawet z synem, z którym zawsze rozmawia po polsku – powiedziała we wtorek „Rzeczpospolitej" Oksana Poczobut. – Adwokatów zmuszono do milczenia, nie mogą mówić nic poza tym, że żyje – mówiła.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA