fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Do łagru za słowa

Kaciaryna Andrejewa (Bachwałowa) i Daria Czulcowa
Kaciaryna Andrejewa (Bachwałowa) i Daria Czulcowa po ogłoszeniu wyroku w mińskim sądzie
AFP
Sąd w Mińsku skazał dwie młode dziennikarki na dwa lata więzienia.

Dwa lata w kolonii karnej mają spędzić Kaciaryna Andrejewa (Bachwałowa) i Daria Czulcowa. W czwartek sąd w Mińsku uznał, że dziennikarki prześladowanej w kraju Aleksandra Łukaszenki stacji Biełsat (nadającej z Warszawy) organizowały „działania naruszające porządek publiczny". Zostały zatrzymane 15 listopada w Mińsku, kiedy relacjonowały na żywo pacyfikację protestu na jednym ze stołecznych osiedli. Nie pomogła nawet lingwistyczna ekspertyza (wykonana na zlecenie sądu) stwierdzająca, że podczas transmisji korespondentki nie nawoływały do protestów i nie zachęcały do jakichkolwiek działań naruszających porządek publiczny.

Uciszyć dziennikarzy

– Czy wyrok jest zrozumiały? – rzuciła na koniec sędzia. – Ale za co? – pytały dziennikarki. Odpowiedzi nie dostały. Uśmiechnęły się, pokazały ułożone palce w literę „V" (czyli „wiktorię") i chciały się pożegnać z bliskimi, ale milicja szybko wyprosiła z sali wszystkich obecnych.

– To bezprecedensowy wyrok i nie ma nic wspólnego z prawem. Wcześniej dziennikarze trafiali za kraty najwyżej na 30 dni, ostatnio dość często to się zdarza. Ale nigdy dotąd nie skazywano dziennikarzy na bezwzględne więzienie. To prawdziwa rozprawa, reżim pozbył się już polityków i aktywistów opozycji, a teraz przyszła kolej na dziennikarzy – mówi „Rzeczpospolitej" Barys Harecki, wiceszef niezależnego od władz Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ). Do jego domu we wtorek wkroczyły służby, by przeprowadzić rewizję, a działalność organizacji od kilku dni jest sparaliżowana. – Nałożono areszt na biuro, zabrano pieczątki, zarekwirowano cały sprzęt elektroniczny. Nie jesteśmy oskarżeni czy podejrzani, ale kazano nam czekać na przesłuchanie w Komitecie Śledczym. Liczymy się z tym, że każdy z nas w dowolnej chwili może wylądować w areszcie. Za kraty ostatnio wsadzają obrońców praw człowieka, a my właśnie bronimy dziennikarzy – opowiada.

Transmisje ubiegłorocznych protestów na żywo szczególnie irytowały rządzącego od 1994 roku przywódcę kraju. Kilkakrotnie wydawał swoim służbom polecenia, by powstrzymały relacjonowanie ulicznych akcji w sieci. Dość powiedzieć, że aresztowano już wszystkich najbardziej popularnych blogerów i vlogerów, takich jak m.in. Ihar Łosik, Eduard Palczys, Aliaksandr Kabanau czy Siarhej Piatruhin. Za kratami siedzi jedenastu dziennikarzy. Już w piątek przed mińskim sądem stanie korespondentka popularnego portalu tut.by Kaciaryna Barysiewicz oskarżana o „ujawnienie tajemnicy lekarskiej". Ona pierwsza poinformowała o prawdziwej przyczynie śmierci pobitego w listopadzie na jednym z mińskich osiedli malarza Romana Bondarenki.

Młodzi adepci reżimu

– Niezależne redakcje zrezygnowały z transmisji protestów czy akcji ulicznych. Wystarczy sama obecność w takim miejscu dziennikarza z aparatem fotograficznym czy z telefonem, by został aresztowany. Nic dziwnego, że dziennikarze boją się relacjonować protesty, nie chcą się znaleźć na celowniku służb. Biełsat ma siedzibę w Warszawie, jest niezależny od władz w Mińsku, więc postanowiono rozprawić się ze stacją w taki sposób – mówi Harecki.

Eksperci i komentatorzy od lat przekonywali, że reżim Aleksandra Łukaszenki trzyma się na wiernych mu politykach i funkcjonariuszach służb, którzy swoją karierę zaczynali jeszcze w Związku Radzieckim. Tymczasem proces dziennikarek w Mińsku pokazuje, że po drugiej stronie barykady stoją bardzo młodzi ludzie, urodzeni już za rządów dyktatora. Głównym oskarżycielem była prokurator, która ma zaledwie 22 lata, a śledczy, który prowadził sprawę, jest od niej tylko rok starszy. Najstarsza była pani sędzia, która wysłała dziennikarki do łagru – ma 31 lat. Co ciekawie, jesienne strajki dziennikarzy i pracowników w propagandowych stacjach spowodowały, że w mediach rządowych pojawiło się wielu nowych młodych propagandystów.

– Wśród adeptów reżimu nie brakuje młodych. To dziwne, bo żyłem w czasach ZSRR, była żelazna kurtyna, nie było internetu i niewiele wiedzieliśmy o tym, jak wygląda świat. Dzisiaj wszyscy wiedzą, ale w grę wchodzi cynizm i nadzieja na to, że reżim potrwa długo – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Klaskouski, czołowy białoruski politolog.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA