fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Sejm rozpoczął debatę o trzech projektach frankowych

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zwrot frankowiczom spreadów oraz dwa różne mechanizmy przewalutowania kredytów frankowych zakładają trzy projekty ustaw, nad którymi Sejm rozpoczął w czwartek po południu debatę.

Wspólnie omawiane mają być trzy dokumenty - projekt złożony przez prezydenta Andrzeja Dudę, a także projekty złożone przez kluby PO i Kukiz'15.

Wszystkie trzy dokumenty mają unormować sytuację, w której zawyżona wysokość spreadów wpływała wymiernie na wysokość każdej raty udzielanej przez banki i zwiększała obciążenie kredytobiorcy. Na przestrzeni lat, kwoty z tego tytułu stanowiły znaczące obciążenie dla gospodarstw domowych, a ich uszczerbek powodował brak możliwości finansowania innych potrzeb, można przeczytać w uzasadnieniu do projektu prezydenckiego.

Złożony w sierpniu projekt prezydencki przewiduje, że banki będą musiały zwrócić swoim klientom różnicę między dopuszczalnym spreadem a tym, który w rzeczywistości pobrały. Projekt ma obejmować umowy kredytu zawarte od 1 lipca 2000 roku do wejścia w życie "ustawy antyspreadowej" (26 sierpnia 2011 roku). Dotyczyć ma konsumentów, a także tych osób prowadzących działalność gospodarczą, które nie dokonywały odpisów podatkowych w związku z kredytami.

Zwracane mają być spready pobierane w wysokości wyższej niż dopuszczalna - gdy np. bank naliczając spread ustalał kurs różniący się więcej niż o 0,5 proc. od kursu kupna/sprzedaży waluty określanego przez NBP. Spready będą zwracane od kredytu w wysokości maksymalnie do 350 tys. zł na jedną osobę. Mają być zwracane nawet wtedy, gdy umowa kredytu wygasła, została wypowiedziana lub kredyt został spłacony.

Konsumenci będą mieli pół roku od wejścia w życie ustawy na złożenie wniosku w banku o wysokość naliczanego spreadu. Banki będą musiały im odpowiedzieć w ciągu 30 dni. Potem kredytobiorcy będą mieli rok na złożenie wniosku o zwrot spreadu. Dochody z tytułu odzyskanego spreadu byłyby zwolnione z podatku dochodowego. W projekcie ustawy ocenia się, że koszty zwrotu spreadów wyniosą 3,6-4,0 mld zł. Tymczasem Komisja Nadzoru Finansowego oszacowała niedawno, w oparciu o dane z 28 banków, że wejście w życie propozycji prezydenckiej kosztowałaby banki 9,3 mld zł.

Skala nieprawidłowości przy udzielaniu przez banki kredytów walutowych zagraża systemowi finansowemu w Polsce - mówił sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński, przedstawiając prezydencki projekt. "To pierwszy krok, który musi być wykonany przez państwo w kierunku przywrócenia równości stron niektórych umów kredytowych. Równość ta - w naszej ocenie - została zachwiana w przypadku umów o kredyty w walutach obcych" - mówił Łopiński.

 

 

Banki, jak dodał, tak formułowały umowy kredytowe, by "z jednej strony ponosić korzyści, z drugiej zwalniać się z ponoszenia ryzyka". Podkreślał, że prezydent musiał zająć się tym problemem, bo "nieprawidłowości w zakresie udzielania tych kredytów były podnoszone od wielu lat", ale "właściwie instytucje państwowe były bierne w ich rozwiązaniu". "Dzisiaj znajdujemy się w sytuacji, że skala tych nieprawidłowości zagraża systemowi finansowemu w Polsce" - powiedział Łopiński. "Przesłanka ta zobowiązuje ustawodawcę do interwencji" - dodał.

Klub PO złożył swój projekt już w styczniu br. Dokument powtarza zapisy projektu ustawy "frankowej" rozpatrywanego przez Sejm ubiegłej kadencji, a przygotowanego wtedy także przez posłów Platformy.

W myśl projektu kredytobiorca mógłby ubiegać się w swoim banku o przewalutowanie posiadanego kredytu hipotecznego w walucie obcej, czyli m.in. w szwajcarskim franku. Przewalutowanie miałoby następować po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej i polegać na wyliczeniu różnicy między wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia, jaką posiadałby w tym momencie kredytobiorca, gdyby w przeszłości zawarł z bankiem umowę o kredyt w polskich złotych. Bank miał umarzać część tej kwoty. Jeżeli natomiast różnica byłaby wartością ujemną, to nie podlegałaby umorzeniu, ale stanowiła zobowiązanie kredytobiorcy w całości.

Z programu miałyby korzystać osoby, których relacja wartości kredytu do wartości zabezpieczenia jest wyższa niż 80 proc. Kolejnym warunkiem miało być kryterium powierzchni nieruchomości - w przypadku mieszkania jego powierzchnia nie może przekraczać 100 m kw., a w przypadku domu 150 m kw. Kryterium powierzchni nie dotyczyłoby rodzin z trójką i więcej dzieci. Aby skorzystać z możliwości, jakie daje ustawa, kredytobiorca nie może posiadać innego mieszkania ani innego domu, chyba że ma inny lokal mieszkalny lub jego część, nabyte w drodze spadku już po zaciągnięciu restrukturyzowanego kredytu.

Ustawa została jednak gruntownie zmieniona podczas ostatecznego sejmowego głosowania, w sierpniu 2015 roku. W pierwotnej wersji projektu koszty przewalutowania miały być dzielone pół na pół - na kredytobiorców i banki. Jednak posłowie niespodziewanie przegłosowali poprawkę SLD, która 90 proc. tych kosztów przerzucała na banki. Senat na początku września 2015 roku wniósł do ustawy poprawkę przywracającą pierwotny zapis, że koszty przewalutowania kredytów frankowych w połowie miałyby płacić banki, a w połowie kredytobiorcy. Sejm przed końcem kadencji nie odniósł się jednak do poprawek Senatu i ustawa nie weszła w życie.

Projekt PO ma zdjąć ryzyko kursowe z kredytobiorców, a koszty przewalutowania mają być dzielone pół na pół, na kredytobiorców i banki - przekonywała w czwartek wieczorem Krystyna Skowrońska (PO) podczas sejmowej debaty o tzw. ustawach frankowych.

Skowrońska przedstawiając poselski projekt ustawy o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej podkreśliła, że ten projekt to "początek dyskusji".

 

"Złożyliśmy ten projekt, żeby rozpocząć dyskusje, żeby spotkały się różne filozofie i żeby można było ocenić w komisji finansów wszystkie (trzy - PAP) projekty. Będziemy za tym, aby te projekty się spotkały, aby o tym rozmawiano rzetelnie, nie tylko o wycinkach, które zawierają poszczególne projekty, ale o problemie. Nasz projekt to podana dłoń do rozmowy o określonym problemie" - powiedziała posłanka.

 

Skowrońska przedstawiając propozycję Platformy oceniła, że projekt traktuje tak samo kredytobiorców, którzy wzięli pożyczki w obcych walutach, jak i tych, którzy zaciągnęli zobowiązania w złotych.

 

"Nasz projekt zasadza się na zniesieniu ryzyka kursowego" - zaznaczyła.

Z kolei złożony w kwietniu przez klub Kukiz'15 projekt ustawy o "restrukturyzacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska oraz o wprowadzeniu zakazu udzielania takich kredytów" zakłada, że kredyty w złotówkach i kredyty denominowane w obcych walutach zostaną zrównane, co ma oznaczać potraktowanie kredytów frankowych tak, jakby od początku były kredytami w złotówkach.

Według projektu za bezskuteczne wobec kredytobiorcy uznaje się wszystkie postanowienia umowne, zawarte zarówno w umowie kredytowej lub sporządzanych do niej aneksach, które wyrażają m.in.: kwotę kredytu, wysokość rat odsetkowych, kapitałowych lub kapitałowo-odsetkowych, w walucie innej niż polska, lub są indeksowane do waluty innej niż waluta polska. Projekt wprowadza też na przyszłość zakaz udzielania kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska.

Zgodnie z projektem dla przeliczenia zawartych w umowach kredytowych wartości na złote polskie należy stosować kursy z dnia dokonywania wpłaty. Jak podkreślono w uzasadnieniu projektu, w ten sposób wszystkie parametry kredytu zostaną wyrażone wyłącznie w walucie polskiej; zostanie wówczas usunięte z umów kredytowych ryzyko kursowe, na jakie aktualnie wystawiony jest kredytobiorca.

"Oprocentowanie kredytu będzie wyznaczone poprzez odniesienie się do stopy bazowej, którą jest stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego, powiększone o marżę banku. Oprocentowanie jest zmienne i ustalane dla każdego okresu odsetkowego" - głosi uzasadnienie.

Restrukturyzacja kredytu - zgodnie z projektem - dokonywana jest z mocą wsteczną, od dnia udzielenia kredytu. Oznacza to, że bank musi dokonać przeliczenia kredytu obliczając, jak kształtowałyby się należne spłaty raty kredytu, gdyby został on od początku udzielony w złotych polskich, przy zachowaniu pozostałych warunków kredytu nie zmienionych, a więc przy takim samym okresie kredytowania, karencji w spłacie kapitału i innych warunkach umownych.

Przepisy projektu mają zastosowanie do kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska, zawartych po 1 stycznia 2000 r., o ile okres, na który udzielono kredytu, przekracza 60 miesięcy. Oznacza to, że ustawa obejmuje kredyty długoterminowe, z reguły kredyty hipoteczne, natomiast nie dotyczy kredytów krótko- i średnioterminowych.

Projekt Kukiz'15 przywraca godność obywatelom, ale jest także kołem ratunkowym dla banków zagrożonych pozwami kancelarii prawnych - mówił poseł Andrzej Maciejewski, przedstawiając w czwartek w Sejmie projekt ustawy o restrukturyzacji kredytów walutowych.

Projekt ustawy o "restrukturyzacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska oraz o wprowadzeniu zakazu udzielania takich kredytów" zakłada, że kredyty w złotych i kredyty denominowane w obcych walutach zostaną zrównane, co ma oznaczać potraktowanie kredytów frankowych tak, jakby od początku były kredytami w złotych.

 

Maciejewski podkreślił, że projekt jest dziełem środowisk obywateli, nie tylko posłów. "Byliśmy tym klubem, który wsłuchał się w głos obywateli i pochyliliśmy się nad problemem, który dotyczy ok. 500 tys. polskich rodzin" - wyjaśnił.

 

Według niego przede wszystkim trzeba "odkłamać" kilka pojawiających się kłamstw. Wskazał na nazywanie kredytów frankowych - kredytami walutowymi. Maciejewski pokazał banknot o nominale 100 zł i powiedział, że tak właśnie wyglądał frank, który dostali kredytobiorcy kredytów indeksowanych i denominowanych. "Tak, to jest ten frank. Pytanie (...) do ekonomistów, do finansjery, jak przewalutować słowiańskiego franka na złotówki (...). Bo jeżeli tak wygląda frank, którego widzieli na oczy kredytobiorcy, i ten frank - złoty polski - był wpisany w umowy i tym złotym były spłacane raty, to ja się pytam, jak go przewalutować" - pytał poseł. 

 

Maciejewski mówił w swoim wystąpieniu m.in. o przekręcie fiskalnym, aby złupić obywateli za zgodą państwa polskiego; aferze Amber Gold do kwadratu; banksterach bez zasad; zyskach banków. 

 

Według niego nie można mówić o "frankowiczach", ale o "oszukanych kredytobiorcach z wadliwą umową instrumentu pochodnego". 

 

"Kredyty udzielone w tzw. frankach są kredytami złotówkowymi indeksowanymi lub denominowanymi do waluty obcej" - ocenił Maciejewski.

 

Powołał się na liczne opinie, które potwierdzają tę tezę oraz korzystne dla kredytobiorców wyroki sądów. Wskazał na raport Rzecznika Finansowego, który ocenił, że problem powinien zostać rozwiązany systemowo - po to, żeby nie zablokować sądów procesami.  

 

Podkreślił, że przygotowany przez Kukiz'15 projekt jest nie tylko regulacją, w której obywatele domagają się poszanowania prawa, przywracającą im godność, ale także kołem ratunkowym dla banków. "Ten projekt ratuje skórę banków przed totalnym złojeniem jej przez kancelarie, które jeszcze dodatkowo mogą na tym zarobić. Furtki zostały otwarte; rzecz w tym, żeby tym projektem przywrócić wiarę obywateli w państwo" - powiedział. 

 

Dodał, że projekt pokaże też instytucjom finansowym, że Polska przestała być kolonią finansową, której rynek jest drenowany. Według niego bankom nie zagraża projekt Kukiz'15, ale chciwość banków. 

 

Maciejewski wyjaśnił ponadto, że projekt jest banalnie prosty. "Czas, aby banki z klientami usiadły i spojrzały w dokumenty, ile konkretnie poszło złotówek, ile zostało wziętych (...). Nikt nie mówi w tym projekcie, że trzeba zerwać kredyty" - tłumaczył. Dodał, że chodzi o restrukturyzację, która nie zrujnuje banków, ale pozwoli im utrzymać klientów. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA