fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Ustawę frankową mogą czekać spore zmiany

123RF
Fundusz konwersji nie będzie workiem bez dna. Niepewne są zapisy o wykorzystywaniu środków innych banków.

W przyszłym tygodniu Sejm zajmie się przyjętym przez Komisję Finansów Publicznych projektem ustawy frankowej, która ma wejść w życie z początkiem lipca.

Zgodnie z ustawą ma powstać fundusz konwersji, na który złożą się banki mające hipoteki walutowe i z którego finansowane mają być przewalutowania, co może kosztować sektor maksymalnie 2,5 mld zł w pierwszym pełnym roku obowiązywania.

Ustawa przewiduje, że wyłączone z niej będą banki w programach naprawczych, więc ich klienci nie będą mogli korzystać z przewalutowań, co wzbudza protesty kredytobiorców Getin Noble i BOŚ. Pojawia się zarzut, że to nierówne traktowanie klientów i zapis ten jest niekonstytucyjny. – Rozumiem te obawy, ale w toku prac nikt nie zaproponował lepszego rozwiązania – mówi Tadeusz Cymański, szef podkomisji ds. ustawy frankowej.

Kolejna kontrowersja to brak kryteriów dochodowych i majątkowych, które powodowałyby, że konwertować hipoteki mogłyby tylko (albo w pierwszej kolejności) osoby w najtrudniejszej sytuacji. To rodzi zarzut, że najwięcej nominalnie na konwersji, która wiązać się musi z przewalutowaniem po znacznie niższym kursie niż bieżący (bo inaczej dla klientów byłoby to mało opłacalne), najbardziej skorzystają najbogatsi frankowicze. Zdaniem Cymańskiego kryteriów takich być nie powinno, bo konwersja nie ma mieć charakteru pomocy w spłacie, ale dać możliwość obiecanego wyborcom dobrowolnego przewalutowania.

– Klientami mającymi małe zarobki i duże raty zajmie się fundusz wsparcia. Ewentualne klauzule abuzywne i nieodpowiednie naliczanie spreadów to kwestia sądów. Fundusz konwersji zaś ma zmusić banki do zaoferowania klientom odpowiednich warunków przewalutowania – wyjaśnia Cymański.

Jeśli bank nie wykorzysta składki na przewalutowania w pół roku od wpłaty, z pieniędzy tych będzie mogła skorzystać konkurencja (o ile sama wykorzysta co najmniej 80 proc. swoich składek). Z naszych informacji wynikało, że ten kontrowersyjny zapis może zostać zmieniony w drugim czytaniu. – Gdyby tego zapisu nie było, banki nie byłyby zmotywowane do tego, aby oferować klientom atrakcyjne warunki przewalutowania. Ostre protesty nie mogą ujść uwadze rządu. Są obawy o ten zapis, ale nasi prawnicy przekonują, że można go wybronić w razie ewentualnych pozwów. Proces legislacyjny nie jest zakończony – mówi Cymański, wskazując, że losy tego przepisu nie są przesądzone.

Banki chciały ścisłego określenia okresu, w którym składki będą pobierane. Cymański podkreśla, że fundusz nie będzie „workiem bez dna". – Jeśli wpłacone przez banki środki nie będą wykorzystywane, rada może zmniejszyć lub nawet wygasić płacenie kolejnych składek – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA