Aplikacje/egzaminy

Aplikacja akademicka - znamy założenia projektu

Fotorzepa, Piotr Guzik
Uczelniana droga do zawodu prawniczego będzie krótsza niż samorządowa.

Ministerstwo Sprawiedliwości upubliczniło w poniedziałek wieczorem założenia projektu dotyczącego nowej drogi do zawodu adwokata i radcy prawnego – aplikacji uniwersyteckiej, prowadzonej przez wydziały prawa uczelni. Potrwa 2 lata, a korporacyjna - 3.

Prezentacja odbyła się w ministerialnym ośrodku w Popowie przy okazji corocznej konferencji z udziałem dziekanów wydziałów prawa, podczas której przedstawiany jest m.in. ranking uczelni, które najlepiej przygotowują do egzaminów na aplikacje prawnicze. Pierwsze miejsce zajął – bez zaskoczenia – Kraków i Uniwersytet Jagielloński.

Gwóźdź programu

Tym razem jednak to nie analizy wyników egzaminów wstępnych na aplikacje wzbudziły największe zainteresowanie uczestników konferencji, ale wystąpienie wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, który przedstawił założenia aplikacji uniwersyteckiej. Jeśli założenia przekształcą się w ustawę, niektóre z wyższych uczelni w kraju zyskają uprawnienie do kształcenia kandydatów na profesjonalnych pełnomocników. Niektóre, bo aplikacja uniwersytecka – jak się zastrzega – ma być elitarna. Poprowadzić ją będą mogły jedynie te jednostki, które dadzą rękojmię należytego przygotowania przyszłych aplikantów. Uzyskanie pozwolenia na ich kształcenie oparte ma być m.in. na kryteriach:

- liczby samodzielnych pracowników,

- liczby wpisanych na listę adwokatów i radców prawnych zatrudnionych na wydziale prawa,

- doświadczenia w kształceniu studentów,

- liczby absolwentów.

Nowa aplikacja oczywiście nie będzie darmowa. Nie wiadomo jednak, czy jej koszt wyniesie tyle samo co aplikacji korporacyjnych. Tym bardziej że nauka ma trwać o rok krócej od tradycyjnej formuły: nie trzy, ale dwa lata.

Co z praktyczną nauką zawodu? Aplikacja akademicka ma być oparta na tutoringu, czyli bezpośredniej relacji nauczyciela z uczniem. Tutorem ma być adwokat lub radca prawny. A obowiązek jego zapewnienia każdemu aplikantowi spoczywać będzie na uniwersytecie.

Ministerstwo Sprawiedliwości zakłada, że akademicki aplikant po sześciu miesiącach nauki zyska uprawnienie do zastępowania adwokata lub radcy prawnego przed sądami, organami ścigania, organami państwowymi, samorządowymi i innymi instytucjami, z wyjątkiem Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego – tam nadal występować będą mogli tylko adwokaci lub radcy prawni. Uprawniony aplikant po półrocznym kursie będzie też mógł sporządzać i podpisywać pisma procesowe. Musi mieć jednak wyraźne upoważnienie od adwokata lub radcy prawnego. Nie będzie mu wolno sporządzać apelacji, skargi kasacyjnej ani skargi konstytucyjnej. Pracując, będzie natomiast zobligowany do zachowania tajemnicy zawodowej.

Model hybrydowy

Forma zajęć ma być mieszana: wykładowa, ćwiczeniowa oraz warsztatowa. Podczas nauki obowiązkowo będzie trzeba przeprowadzać symulacje rozpraw. Aplikanci obligatoryjnie szkolić się będą również w sądach i prokuraturach. Aby zostać adwokatem bądź radcą, aplikanci uniwersyteccy będą zdawać ten sam egzamin zawodowy co ci, którzy wybiorą tradycyjną formę przygotowania do zawodu. Ma on charakter państwowy i w jego przeprowadzaniu uczestniczą samorządy zawodowe.

Zmiany nie mają wpływu na uprawnienia nadzorcze samorządu radcowskiego i adwokackiego nad wykonywaniem tych zawodów.

O aplikacji uniwersyteckiej jako alternatywnej drodze dojścia do zawodu adwokata czy radcy prawnego jest głośno od listopada 2017 r. Wtedy to wiceminister Warchoł w odpowiedzi na petycję studentów prawa, w której ci skarżyli się na aktualny poziom nauczania przez samorządy prawnicze, wskazał, że wprowadzenie kolejnego gracza na rynek kształcenia aplikantów może poprawić jej jakość. Te same argumenty padały również w Popowie. Minister zastrzegał, że jego propozycja nie godzi w samorządność zawodów zaufania publicznego zapisaną w konstytucji. Powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2012 r. (sygn. akt K 3/10), podkreślił, że wybór modelu naboru do zawodów prawniczych należy do ustawodawcy.

Od czego jest uniwersytet

Założenia nie przekonują jednak przedstawicieli samorządów prawniczych.

– Teoretyczne kształcenie w uniwersytecie musi się kiedyś kończyć. Pomysł, by po pięciu latach studiów absolwent uczył się teoretycznej praktyki, jest chybiony. Kiedyś trzeba się zderzyć z prawdziwą praktyką, a uniwersytet tego nie zapewni. Trzeba iść do sądu, do prokuratury, na policję w konkretnej sprawie konkretnego klienta. Tego nauczyć może praktyk, a nie wychowany na teorii tutor – komentuje zamiary MS prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu.

Powiedzieli „Rzeczpospolitej"

Maciej Bobrowicz prezes Krajowej Izby Radców Prawnych

Ten projekt to początek niszczenia polskiego modelu nauczania prawników: uniwersytety kształcą teoretycznie, a samorządy praktycznie. Przenosi poza samorząd odpowiedzialność za kształcenie radców prawnych i adwokatów. Jeśli wejdzie w życie, uniwersytety wezmą pełną odpowiedzialność za ich profesjonalizm. Nie mam złudzeń, że to uderzenie w niezależność samorządów prawniczych. Apeluję do dziekanów prawa o jego odrzucenie. Zapraszam do debaty nad nowoczesnym dwuczęściowym systemem przygotowania profesjonalnego prawnika: teorii na uniwersytetach i praktyki w samorządzie.

Prof. Piotr Kardas wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej

Z założeń wynika hybrydowy model aplikacji: teoria na wydziałach prawa i praktyka, nazywana tutoringiem, przybliżana przez adwokatów lub radców prawnych, bo uczelnie nie mają doświadczenia. Skoro MS widzi słabości praktyki, a więc patronatu, to aplikacja akademicka może te trudności jeszcze pogłębić. Tworzymy alternatywny system, opieramy się na patronacie, ale przenosimy patronów z samorządu na wydziały. W efekcie zwiększy się chaos i niepewność. Jeśli chcemy alternatywnego dostępu do zawodów, zróbmy to w pełni: niech uczelnie kształcą też przyszłych prokuratorów i sędziów.

Zbigniew Tur wiceprezes Krajowej Izby Radców Prawnych

Propozycja jest nie do przyjęcia. Doświadczeni praktycy prawa, a nie teoretycy, wiedzą, jak najlepiej przygotować aplikanta do zawodu. Prowadzimy symulacje rozpraw w specjalnie przygotowanej sali. Najlepsi profesjonaliści wprowadzają tu w tajniki zawodu i nikt ich na tym polu nie zastąpi. Zajęcia są w formie warsztatowej. Samorządy każdą złotówkę muszą wydać na aplikację i na niej nie zarabiają. Pracownicy naukowi są ekspertami w wąskich dziedzinach prawa – dziś rynek wymusza multidyscyplinarność.

prof. Tomasz Giaro dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Propozycja wygląda obiecująco i wszystko wskazuje, że aplikanci akademiccy będą przygotowani do zawodu adwokata czy radcy. Nie można mówić, że model kształcenia jest lepszy czy gorszy, póki nie będzie konkurencji. Uczelnia ma sygnały o brakach w kształceniu w korporacjach. Świadczy o tym frekwencja na kursach dokształcających. Zakładamy, że przez dwa lata uczelnie przerobią co najmniej taki materiał co samorządy. Projektodawca chce narzucić praktyczną formę zajęć (kazusy), praktyczny element to też tutoring adwokatów i radców prawnych współpracujących z uczelnią.

Więcej: Analiza wyników egzaminów wstępnych na aplikacje adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą - 30 września 2017 r.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL