fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Nizinkiewicz: Słowami Tusk Polski nie zmieni

AFP
Szef Rady Europejskiej podczas gdańskiego wystąpienia błyszczał niczym przywódca opozycji. Przywódca pozbawiony zaplecza i narzędzi walki.

Donald Tusk nie powołał Ruchu 4 Czerwca. A przynajmniej nie wprost. Okazuje się, że 26 maja przegrała nie tylko Koalicja Europejska, ale porażka uniemożliwiła też zawiązanie się Ruchu 4 Czerwca.

Podczas gdańskiego wystąpienia z okazji rocznicy 4 czerwca 1989 r. szef Rady Europejskiej zapowiedział walkę o Senat. Tusk stworzył wrażenie, jakby izba wyższa była szczytem wyborczych możliwości opozycji. Obniżenie poprzeczki na starcie kampanii parlamentarnej, a ta nieoficjalnie już trwa, może działać demobilizujaco na opozycję. Tyle właśnie było konkretów w wystąpieniu Tuska.

Komentarz Michała Szułdrzyńskiego: Kali lubić rocznicę 4 czerwca 1989 r.

Pozostała część przemówienia była zawołaniem motywacyjnym do opozycji i Polaków. Tusk dał trzy rady swoim politycznym przyjaciołom. W skrócie można opisać je tak: nie poddawać się, skończyć się mazać i ruszać do codziennej ciężkiej pracy oraz nie wykluczać się i wzajemnie nie atakować. Pokazał też, że wciąż jest dobrym retorem i nie brakuje mu woli walki. Wystąpienie musiało zrobić wrażenie na PiS, bo TVP przez kolejne godziny przedstawiała Donalda Tuska w najgorszym świetle, a sam Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Radia Wnet odniósł się do wystąpienia i dał sygnał do ataku na swojego odwiecznego rywala politycznego.

Żadne wojsko bez wodza nie jest w stanie ruszyć do walki, a co dopiero ją wygrać. Po ponad tygodniu od przegranych wyborów lider opozycji jest mało widoczny. Morale Koalicji Europejskiej jest w fatalnym stanie. Grzegorz Schetyna odniósł sukces, jednocząc największe partie opozycyjne, i – mimo przegranej – robiąc niezły wynik, ale sam wie, że kapitan drużyny zagrzewający do walki jest potrzebny. Co dzisiaj robi szef PO? Możliwe, że wciąż szuka dobrego towarzystwa, z którym wspólnie mógłby odnaleźć pomysł na pokonanie PiS. Czas ucieka, a podziały w Koalicji Europejskiej i publiczne spory już się zaczęły. Wizerunkowo opozycja traci każdego dnia. A każdy konflikt opozycji wzmacnia władzę. Kolejny tydzień po wyborach KE oddała PiS walkowerem. I tu Tusk ma rację, mówiąc, że tydzień mazania się wystarczy, a smutasy niczego nigdy nie wygrają. Problem w tym, że wystąpienie Tuska, poza prezentacją werwy i determinacji, nic nowego nie wniosło.

Zobacz też: Dobro wspólne (świętowane osobno)

Oczywiście, jeżeli ktoś spodziewał się, że Tusk 4 czerwca zapowie start w wyborach prezydenckich, był naiwny. Jest za wcześnie. Jeśli ktoś sądził, że były szef PO przekaże opozycji instrukcję obsługi, jak jesienią pokonać PiS w wyborach parlamentarnych, ten błądził jeszcze bardziej. Szef Rady Europejskiej chciał dać nową energię opozycji. Tchnąć w nią ducha walki. Na ile tej energii wystarczy? Pewnie do poniedziałku opozycja będzie grzać się w blasku wystąpienia Tuska. Pytanie, co sama wniesie? Tusk nie ma w rękach partii, aparatu partyjnego i wszelkich narzędzi do poprowadzenia opozycji do zwycięstwa. Ma tylko słowa. A nimi Polski nie zmieni. Sama determinacja to za mało. Zgrabne zaklęcia również nie wystarczą. 4 czerwca Tusk nie okazał się Mesjaszem opozycji. Dał do zrozumienia, że tak niemrawej opozycji nie chce przewodzić. Chyba że się coś zmieni, wtedy jest do dyspozycji, a jego numer telefonu jest znany. Pytanie, czy i kiedy coś rzeczywiście się zmieni, bo dzisiaj opozycja gna na oślep w przepaść.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA