Bywa, że myśląc o temacie na piątkowy felieton, chciałabym po prostu podzielić się czymś, co przeczytałam. Tak jest tym razem. Zachwyciła mnie pointa reportażu Anny Alboth (napisała go we współpracy z przewodnikiem saharyjskim i liderem lokalnej społeczności – Tito Khellaoui) o Tuaregach w marcowym „Znaku”. Na pustyni reporterka i aktywistka zrozumiała: „A potem znów jesteś małą muchą w środku wielkiej przestrzeni. I nagle to wcale nie jest upokarzające. To ulga. Bo mucha nie musi udawać, że jest większa, niż jest”. Prawda, że piękne? I na tym mogłabym zakończyć, ale bez ogródek: muszę napisać około dwa tysiące znaków więcej. 

Czytaj więcej

Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności

Czy trzeba polecieć na Saharę, by iść wolniej, milczeć, nie mieć zasięgu? 

Właściwie cały tekst mnie zachwycił. Przemycę więc jeszcze jeden cytat. Sądzę, że na Wielki Piątek będzie jak znalazł: „Pustynia jest testem. Nie spektakularnym. Codziennym. Czy umiesz iść wolniej? Czy umiesz milczeć? Czy umiesz nie mieć zasięgu i nie umrzeć z niepokoju? Czy umiesz się nudzić?”.  

Czy trzeba polecieć na Saharę, by iść wolniej, milczeć, nie mieć zasięgu? A więc w Wielki Piątek zastanawiam się, gdzie znaleźć własną pustynię. A jeśli jest gdzieś zupełnie blisko? Sądzę, że może się nią okazać np. wyrobienie sobie nawyku rezygnacji z ekranów godzinę lub dwie przed snem. Moją pustynią jest też w tym sensie kino, którego magię opisał Stellan Skarsgård, odbierając Złoty Glob za rolę w „Wartości sentymentalnej” Joachima Triera. Dziękując za nagrodę, podkreślił, że „filmów najlepiej doświadczać w kinie”, bo kiedy „gasną światła, zaczynasz czuć puls nieznajomych”. Ba, puls widzów – bo to na myśli miał  Skarsgård – synchronizuje się. Jeśli coś mogłabym porównać do oglądania gwiazd na pustyni, to właśnie to. Zresztą to jedno z tych ostatnich miejsc, gdzie przez dwie lub trzy godziny nie sięga się po telefon.

Czytaj więcej

Renate Reinsve w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dziewczyna z małej wioski

Po co leci się na pustynię

Aboth zastrzega, że powtarzane przez Tuaregów powiedzenie, iż Bóg stworzył pustynie po to, aby móc odnaleźć duszę, „brzmi jak aforyzm do magnesu na lodówkę”, ale po kilku dniach w ich towarzystwie właściwie nie ujęłaby tego inaczej. Zaś jedna z turystek powiedziała reporterce, że „dużo rozmów wydarza się, bo nie ma internetu”. 

Chyba chodzi więc również o to, by wiedzieć, po co ta cała wyprawa na pustynię. Bez względu na to, czy by poczuć się muchą, która niczego nie musi udowadniać, czy pomilczeć – lub wręcz przeciwnie: porozmawiać – taka wyprawa to życzenie, z którym zostawiam siebie i czytelników w tym wyjątkowym dniu.