Jakieś 15 lat temu pewna międzynarodowa korporacja zleciła mi zaopiniowanie (od strony prawa polskiego) wzoru standardowej umowy, która miała obowiązywać ich wszystkie spółki w umowach z pewną kategorią kontrahentów. Jak to bywa, wskazałem postanowienia nieważne, wątpliwe prawnie oraz te, które sugerowałbym zmienić, bo mogą być dla polskiej spółki niekorzystne. Na koniec umowa weszła bez zmian, a kopia podpisanej opinii, wskazującej postanowienia nieważne, kilka lat później uratowała moją polisę OC przed roszczeniami. Te same kilka lat później miałem okazję rozmawiać z ich włoską prawniczką, która zadała mi pytanie, a czy u Was pewne postanowienie umowy jest ważne? Odpowiedziałem, że nie. Ona powiedziała – u nas też nie, i u Francuzów również.
Prawodawstwo Unii Europejskiej jako efekt pogodzenia wody z ogniem
Dyskusja o warunkowości programu SAFE, orzeczenia TSUE dotyczące małżeństw jednopłciowych czy chociażby EWG 2.0 Rafała Brzoski nakazują nam postawić pytanie, czy Unia Europejska w chwili obecnej nie stała się taką właśnie korporacją.
Jeżeli spojrzymy na prawodawstwo Unii Europejskiej, jest ono bowiem w istocie od lat obciążone próbą pogodzenia wody z ogniem. Jakkolwiek tradycja prawna wszystkich państw unijnych jest w znacznym stopniu oparta o prawo rzymskie, to jednak w krajach common law rozwój systemu prawnego poszedł w odmiennym kierunku niż w prawie kontynentalnym. Na tym jednak różnice się nie kończą. Model francuski prawa prywatnego odbiega bowiem istotnie od niemieckiego. W końcu pozostałe państwa unijne, w przeważającej mierze, nie poprzestały przecież na bezmyślnym kopiowaniu rozwiązań jednego z tych trzech wzorców.
Czytaj więcej
Państwo członkowskie, w tym Polska, nie musi umożliwiać zawierania małżeństw osób tej samej płci, ale ma obowiązek uznać małżeństwo dwóch obywateli...
Na to wszystko nakładają się jeszcze różnice w innych dziedzinach prawa. Po dziś dzień, na poziomie podatków dochodowych i majątkowych istnieje wszak konkurencja podatkowa pomiędzy państwami unijnymi. Różne są w końcu ich tradycje kulturowe. Mamy zlaicyzowane dawno Czechy, przywiązane nadal mocno do katolicyzmu Polskę i Chorwację, i w końcu Grecję, która wprost w Konstytucji deklaruje dominującą pozycję religii prawosławnej.
Wszystko to było do pogodzenia, dopóki prawo wspólnot europejskich stosunkowo mało ingerowało w systemy prawne poszczególnych państw członkowskich, skupiając się na aspektach gospodarczych, nie wymuszając jednak przesadnego ich ujednolicenia. Wraz ze wzrostem tej ingerencji, musiał powstać dylemat, czy narzucamy jedną konstrukcję odpowiadającą jednej z istniejących tradycji, czy staramy się budować coś, co będzie hybrydą.
Ile powstało spółek europejskich?
Skrzętnie unikam tematów o charakterze światopoglądowym, więc przyjrzyjmy się temu zagadnieniu w bliskim mi prawie spółek. Spójrzmy na moje ulubione (dla niezorientowanych – sarkazm) rozporządzenie unijne nr 2157/2001 regulujące spółkę europejską. Mamy akt normatywny, zaczynający się od 29 punktów preambuły. Od razu więc można dodać, że preambuła będąca standardem w aktach prawa europejskiego, w większości systemów prawa kontynentalnego towarzyszy wyłącznie konstytucji i – ewentualnie – najważniejszym innym aktom normatywnym.
Ustawodawca europejski, zderzając się w prawie państw wspólnotowych z dwoma systemami ustrukturyzowania organów spółki (dualistycznym i monistycznym) wybrał drogę pośrednią, pozostawiając wspólnikom wybór pomiędzy jednym a drugim, tak jak dużo później ustawodawca polski w prostej spółce akcyjnej. Na skutek całości regulacji otrzymaliśmy osobę prawną, która nie jest spółką akcyjną prawa wewnętrznego poszczególnych państw, ale też nie jest całkiem autonomicznie uregulowana na poziomie prawa unijnego, gdyż rozporządzenie w znacznym zakresie odsyła jednak do prawa krajowego [art. 9 ust. 1 lit. (c)].
Czytaj więcej
Światowa zawierucha wymusza rewizje planów w zakresie energetyki. W związku z kryzysem bliskowschodnim również Niemcy, europejski lider zielonych t...
W rezultacie powstał tytułowy, ni pies, ni wydra. Jaki mamy tego efekt? W Polsce istnieją w tej chwili 23 spółki europejskie (przynajmniej tyle wykazuje jeden z systemów informacji prawnej). W 2024 r. ich liczbę w całej Unii Europejskiej szacowano na ponad trzy tysiące [Report on Council Regulation (EC) No. 1435/2003 of 22 July 2003 – Statute for a European Cooperative Society (SCE), s. 13]. Dla porównania, w samej Polsce na koniec 2024 r. istniało przeszło 9 tys. spółek akcyjnych (Zmiany strukturalne grup podmiotów gospodarki narodowej w rejestrze REGON, 2024 r., Warszawa 2025, s. 14).
Oczywiście, przyczyn braku popularności spółki europejskiej jest zapewne więcej, ale jednak przykład ten też pokazuje, że coś stworzone dla każdego, jest w istocie zaplanowane dla nikogo.
Przyczyn braku popularności spółki europejskiej jest zapewne więcej, ale jednak przykład ten też pokazuje, że coś stworzone dla każdego, jest w istocie zaplanowane dla nikogo.
Innym przykładem może być implementacja i interpretacja kolejnych dyrektyw o usługach płatniczych. Liberalne podejście organu nadzoru może spowodować, że wiele instytucji pieniądza elektronicznego znalazło swoją siedzibę na Litwie, nieproporcjonalnie wiele w stosunku do skali tamtejszego rynku, pomimo że dyrektywy unijne powinny były skoordynować regulację tych instytucji na obszarze całej Unii. Jedynym wyjściem dla uniknięcia takiej konkurencji byłoby scentralizowanie nadzoru nad instytucjami płatniczymi.
To tylko drobne przykłady dużo szerszego zjawiska. Unia Europejska jako struktura, a w konsekwencji również prawo unijne, znalazły się w miejscu, w którym albo muszą się samoograniczyć, albo zmierzać ku centralizacji i utworzeniu jednego państwa. To drugie oznacza utratę suwerenności przez państwa członkowskie, co powinni przyznać uczciwie zwolennicy wzmacniania kompetencji organów unijnych, zarówno następującej wprost, jak i w drodze twórczej wykładni traktatów przez TSUE.
Mnie bliższa jest koncepcja dawnych wspólnot europejskich, aniżeli państwa europejskiego. Jednocześnie wszyscy euroentuzjaści muszą pamiętać, że proces centralizacji prawdopodobnie wzmocni siły odśrodkowe, kierując eurorealistów w kierunku grona eurosceptyków, a jednocześnie centralizacja decyzyjności wywoła tak intensywną walkę o wpływy, jakiej jeszcze w Unii Europejskiej nie byliśmy świadkami. Przy tym wszystkim brexit może okazać się więc wyłącznie preludium do dużo poważniejszych zmian.
Czytaj więcej:
„Przecież dziś już nikt świadomie nie płaci kobietom mniej”. „Rynek sam to wyrówna”. „To kwestia wyborów życiowych”. Naprawdę?
Pro
Każdy mężczyzna, który próbował zrobić szpagat, wie jednak, że długo nie da się tkwić w takim rozkroku, w jakim obecnie pozostaje Unia Europejska. Obecny stan prowadzi bowiem do sytuacji jak z tej korporacji. Weszła ona z butami w sytuację prawną poszczególnych spółek krajowych, ujednolicając ich umowy w taki sposób, że przestały one działać w każdej z nich.
Musimy o tym wszystkim pamiętać, bo znaczenie ostatnich konfliktów (nie tylko polskich) z organami unijnymi znacząco wykracza poza nasze krajowe podwórko i perspektywę następnych wyborów. Może bowiem zdeterminować sytuację Polski na następne kilkadziesiąt lub kilkaset lat. To zaś wymaga refleksji szerszej, niż chwytliwe wpisy polityków na dawnym Twitterze.
Autor jest dr. nauk prawnych, adwokatem, redaktorem naczelnym „Palestry. Pisma Adwokatury Polskiej”, członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej