fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy Rzeczpospolitej

Na szpicy, ale blisko zadyszki

Adobe Stock
Nawet znawcy tematu nie spodziewali się takiego rozkwitu fintechów, jakiego dzisiaj jesteśmy świadkami.

Polskie banki przez lata należały do innowacyjnej szpicy instytucji finansowych na świecie, były stawiane za wzór wdrożeń nowatorskich pomysłów i nowoczesnych technologii. Zagraniczni konkurenci mieli czego zazdrościć: niemalże całkowita cyfryzacja procesów, nowe usługi, triumfalny pochód obsługi online. No i klienci – otwarci na innowacje, technologie, bardzo łatwo adaptujący nowoczesne rozwiązania. Sztandarowym przykładem jest tutaj rozwój płatności bezdotykowych, w których błyskawicznie staliśmy się jednym z europejskich liderów.

Dzisiaj sytuacja staje się już mniej jednoznaczna. Sami bankowcy coraz częściej przyznają, że rozwój innowacji w sektorze nie jest już tak szybki i harmonijny. Jeden z prezesów dużych polskich banków ujął to w typowy dla siebie sposób: „z trendsetterów stajemy się followersami".

Gdzie szukać przyczyn tej zadyszki? W jakiejś mierze w bankach jako takich. Te duże, czasem konserwatywne instytucje są pod względem innowacyjności podgryzane przez zwinne fintechy i wyrosłe z nich banki. Nowi gracze brak szeroko rozpoznawalnej marki i pewnie jakiś stopień nieufności ze strony klientów nadrabiają atrakcyjnością usług. A duzi nie zawsze za nimi nadążają.

Ale to tylko jeden z powodów. Reszta – przynajmniej tak twierdzą sami bankowcy – niekoniecznie dotyczy tego, co się dzieje w ich instytucjach, lecz okoliczności zewnętrznych. Po pierwsze zatem: regulacje i zmieniające się przepisy. Ich wpływ jest różnoraki, bankowcy – co oczywiste – muszą się do nich dostosować, a to na przykład wymaga kosztownych modyfikacji systemów czy konstrukcji usług. Po drugie: sektor w Polsce został dociążony różnymi daninami, z podatkiem bankowym na czele. Te dwa powody sprawiają, że instytucje finansowe najzwyczajniej nie będą miały dość pieniędzy, aby z dotychczasowym rozmachem rozwijać się od strony technologicznej.

Na to nakłada się kwestia cyfryzacji społeczeństwa. Proste rezerwy są już wyczerpane, banki ze swojej strony zrobiły, co mogły, teraz mocny impuls cyfrowy musi przyjść ze strony państwa. A tutaj można mieć poczucie niedosytu, nie chodzi wyłącznie o dostęp do infrastruktury, ale upowszechnienie e-administracji, co stwarzałoby szansę na rozwój innych usług cyfrowych.

W tę finansową rzeczywistość wkraczają rozwiązania związane z wdrożeniem PSD2. Tak jak można było przewidywać – wkraczają nieśmiało, trudno przewidzieć, na ile intensywny będzie ich rozwój. Na razie wygląda na to, że ciężko spodziewać się jakiegoś potężnego skoku. Tylko że jeszcze parę lat temu nawet znawcy tematu nie spodziewali się takiego rozkwitu fintechów, jakiego dziś jesteśmy świadkami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA