fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy Rzeczpospolitej

Epidemia pokazała inwestorom, gdzie nadal są możliwości rozwoju

materiały prasowe
Sektory postrzegane jako zachowawcze nagle okazały się rozwojowe. Część firm nawet w tych trudnych czasach nie wstrzymała naborów – mówi Arkadiusz Słodkowski, członek zarządu Polskiej Organizacji Franczyzodawców.

Czy można mówić o szansach na wzrost rynku franczyzowego?

Arkadiusz Słodkowski: To trudne, jesteśmy w oku cyklonu i trudno prognozować – dojdzie do przeorganizowania rynku. To, co już teraz widzimy we wszystkich sektorach, to okresowa rezygnacja przez franczyzodawców z części lub całości opłat franczyzowych. Niektóre marki na kilka tygodni wstrzymały nabory chętnych do prowadzenia punktów w ramach ich sieci. Inni nadal rekrutują franczyzobiorców, myślę tu głównie o operatorach sieci spożywczych, firm kurierskich oraz marketów budowlanych. Ich sytuacja mimo kryzysu jest dobra, spożywka złapała głębszy oddech w porównaniu z ostatnimi latami.

Sklepy budowlane i spożywcze były postrzegane jako raczej mało rozwojowe.

Faktycznie tak było, jeśli ktoś szukał opcji na inwestowanie w lokal franczyzowy i szukał wysokich stóp zwrotu ze swoich środków, to sięgał raczej po inne opcje. Epidemia i zamknięcie gospodarki pokazały, z czego konsumenci nie mogą zrezygnować i gdzie kupują niezależnie od wszystkiego. Żywności przecież nie przestaniemy kupować, w przeciwieństwie do innych kategorii, bez których mogliśmy się lepiej czy gorzej obyć. W efekcie kanał spożywczy wrócił na ścieżkę wzrostu, a to zamknięcie gospodarki jeszcze podkręciło rozwój marketów budowlanych, które i tak zyskiwały na fali hossy mieszkaniowej – remontów, budów czy prac w ogrodach i na balkonach. Okazało się w oczach wielu inwestorów, że te dwa sektory mają ogromny potencjał. Jak popsuje się w domu przysłowiowy kran przy umywalce, to nikt nie będzie czekać z naprawą, tylko zrobi wszystko, żeby usterka zniknęła. W efekcie taki konserwatywny biznes mocno zyskał w oczach potencjalnych inwestorów.

Co jeszcze się zmieniło?

Na pewno podejście do kanału internetowego. Dla wielu sektorów była to jedyna możliwość na prowadzenie jakiejkolwiek działalności. Klienci też chcieli kupować, niektóre sprzęty stały się nagle potrzebne np. w związku z pracą czy nauką zdalną, dlatego mowa o nawet kilkukrotnych wzrostach w handlu online. Oczywiście to nie jest chwilowy trend, ta sytuacja zmieni zwyczaje konsumentów na dłużej, osoby, które po raz pierwszy zrobiły zakupy online, będą do tego wracać. Już nie w formie jedynej opcji, ale jako uzupełnienie, wygodne i dostępne całą dobę.

Wzrost w handlu online się utrzyma?

Byliśmy już świadkami, że niektóre firmy z takim wzrostem zainteresowania sobie nie poradziły. Nie dochodziły powiadomienia, czas oczekiwania na przesyłkę się wydłużał, a klient o tym nie wiedział. Teraz będzie czas na ulepszenia i modyfikacje, niemniej w pokoleniu 45- czy 65-latków zmian w zachowaniach będzie najwięcej. O ile młodsi już wcześniej kupowali online dużo czy bardzo dużo, o tyle starsza generacja preferowała wizyty w stacjonarnych sklepach, a teraz odkryła plusy innych opcji i na pewno nie zrezygnuje z nich, aby wrócić do wcześniejszych.

W przypadku seniorów 70 plus sytuacja zmieniła się najmniej, epidemia nie usunęła ich obaw wobec internetu, a nawet pojawiły się nowe, np. czy wirus może przenosić się na opakowaniach czy kartonach przynoszonych przez kurierów. W przypadku pozostałych na pewno mamy do czynienia ze wzrostem otwartości na kanał online.

Nawet w zakupach żywności?

Tak, ponieważ gdy ktoś zrobił takie zakupy po raz pierwszy, to dowiedział się, jaka to wygoda i oszczędność czasu. Zdecydowanie łatwiej jest wtedy wrócić do e-sklepu czy wypróbować inną ofertę. Sklepy spożywcze może nie będą już tak oblężone jak teraz, ale na pewno powinny utrzymać dużą część swoich nowych klientów. Dlatego można oczekiwać, że firmy sprzedające produkty spożywcze online będą nadal inwestowały w rozwijanie tego sposobu docierania do nowych klientów.

Co jeszcze się zmieni?

Na pewno musi się zmienić podejście właścicieli centrów handlowych do firm, które wynajmują u nich lokale. Nie chodzi tylko o sieci franczyzowe, ale o wszystkich. Trzeba zrozumieć, że to niemożliwe, aby wrócić do poziomów czynszów, jakie sklepy płaciły w lutym. Mówimy o nowych realiach, nieporównywalnych do tamtych, i te firmy muszą to zrozumieć oraz przystać na zmiany. Inaczej sektor po prostu zniknie, a firmy zaczną zamykać sklepy w centrach handlowych. Może poza wzrostem kanału internetowego oznaczać to będzie renesans sklepów na ulicach handlowych? Zobaczymy, na pewno obecny model robienia zakupów się zmieni.

Prowadzone przez naszą organizację rozmowy z właścicielami centrów odnośnie wysokości czynszów także się nie udały i nie zakończyły porozumieniem. Czy zostanie ono osiągnięte, czy może nowe zasady zostaną wprowadzone ustawą? Niezależnie od tego coś musi się zmienić, i to znacząco.

Jak wygląda sytuacja w gastronomii? Czy to najbardziej poszkodowany sektor?

Generalnie wszystkie sektory usługowe są najbardziej poszkodowane i gdy patrzymy na dotychczasowe odradzanie się po różnego typu kryzysach, to zawsze biznes handlowy podnosił się szybciej niż usługi. Póki co nie wiemy kiedy restauracje i bary będą mogły zacząć pracować w miarę normalnie. Widać, że punkty w centrach handlowych zaczynają się otwierać, choć mogą oferować posiłki tylko w wersji na wynos. To na pewno trudna sytuacja, ale nie ma innego wyboru niż z nią walczyć i przynajmniej próbować dostosować się do nowych realiów. Gastronomia to w Polsce ważna część rynku franczyzowego i to się nie zmieni.

Oczywiście podobnie jak w przypadku innych sektorów biznesu będziemy musieli zmierzyć się z bankructwami, ale to wszystko dopiero przed nami. Tak jak kwestia wysokości czynszów w obecnych realiach musi się zmienić i kwestia jest otwarta, tak inne parametry też ulegną zmianie. Temat zwolnień pracowników na dobre jest dopiero przed nami, upadłości firm również. Ale w grę wchodzić będą również zmiany profilu działalności, szeroko pomyślane reorganizacje itp.

Szansa na nowe otwarcie po epidemii?

Niedługo po upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers w 2008 r. mieliśmy w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie nasze doroczne targi franczyzowe i poważnie zastanawialiśmy się wtedy, czy ktokolwiek na nie przyjdzie. Tymczasem okazało się, że mieliśmy wtedy w tamtej dekadzie zdecydowanie najwięcej gości. Dopiero po kilku latach pobiliśmy tamten wynik, gdy franczyza stała się modnym sposobem na prowadzenie biznesu i zainteresowanie taką ofertą mocno skoczyło.

Z czego to wynika? W sytuacjach wszelkich kryzysów, gdy wokoło mamy wiele negatywnych informacji związanych z sytuacją makroekonomiczną, ryzykami zwolnień czy ograniczeń w dostępie do kredytów, nagle okazuje się, że wyglądający wcześniej na bardzo ryzykowny pomysł na założenie własnego biznesu już tak negatywnie nie wygląda. Ponieważ skala postrzegania ryzyka się zmienia, to nawet coś, co wcześniej wydawało się nam za duże i nie do przeskoczenia, teraz jednak blednie w zestawieniu z innymi wyzwaniami i podejmujemy takie ryzyko. Już raz taka sytuacja miała miejsce, więc może teraz ponownie będziemy mieli z nią do czynienia.

Podobnie jak z wysypem nowych pomysłów i rozwiązań. Wiele rzeczy się zmieniło, od potrzeb klientów po możliwości rynku, i będziemy świadkami kolejnych zmian. Trzeba w jakiś sposób na nie odpowiedzieć, ludzie długo siedzieli po domach i mieli czas na rozmyślania i analizy. Może powstanie z tego coś nowego i rewolucyjnego?

CV

Arkadiusz Słodkowski od 2008 r. jest członkiem zarządu Polskiej Organizacji Franczyzodawców. Jest także członkiem zarządu firmy konsultingowej Profit System specjalizującej się w doradztwie we franczyzie. Pracował jako dziennikarz w „Polityce" i „Życiu Warszawy", później kilka lat w firmach PR. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA