11 listopada

"Polacy muszą unikać jałowych sporów"

Fotorzepa, Robert Gardziński
Musimy dbać o siłę państwa. O to, żeby wspólnota narodowa nie rozmieniała się na drobne, nie wdawała się w jałowe spory. Istotne jest to, by dostrzegać wspólne wartości, czyli to co łączy – mówi historyk, prof. Włodzimierz Suleja.

"Rzeczpospolita": Co znaczy dziś dla nas niepodległość?

Prof. Włodzimierz Suleja: Dla wielu Polaków niepodległość to dzisiaj wartość nadrzędna. Tożsama z własnym państwem, w którym jesteśmy podmiotami, które pozwala nam nie tylko na realizowanie swoich pasji, ale też głębszych idei związanych z poczuciem wspólnoty narodowej, z odwoływaniem się do bardzo daleko sięgających tradycji. W każdym razie niepodległość jest dla nas czymś bardziej naturalnym niż sto lat temu.

Czy to oznacza, że nam nieco spowszedniała?

Wciąż jest traktowana jako coś szczególnego, do czego często się odwołujemy. Na wykładach, które odbywają się w ramach Akademii Niepodległości, obserwuję autentyczne zainteresowanie – również młodych ludzi – zarówno mechanizmami, które doprowadziły do odzyskania niepodległości, jak i ludźmi, którzy za tym stali. Bardzo dobry był zresztą pomysł, który wybrzmiał w Sejmie, by potraktować szóstkę polityków tamtych czasów jako ojców niepodległości (Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos, Daszyński, Korfanty). W ten sposób personalnie wiąże się tamte okoliczności z określonymi grupami, kierunkami politycznymi.

Żyjemy w czasach, gdy znów dużo mówi się o historii. Pewnie stąd to zainteresowanie młodzieży.

Rośnie zainteresowanie przede wszystkim własną historią. Coraz więcej Polaków eksponuje postawy godnościowe, odczuwa dumę z historii kraju. Jest to niezwykle istotne. Oczywiście nie wszystkie zdarzenia w naszej historii były chwalebne. Natomiast widać, że młodzi ludzie potrzebują odwołań do tego, co buduje pozytywny przekaz, co pozwala na utożsamianie się z tamtymi czasami, ludźmi, podejmowanymi wtedy wyborami.

Jakie wartości młodzi ludzie mogą czerpać z tego doświadczenia?

Pewne pojęcia giną, zacierają się. Na przykład pojęcie służby dla ojczyzny. Ona przebiegała w różny sposób. Często sprowadzała się – może zabrzmi to górnolotnie – do ofiary krwi. Mówię o udziale w powstaniach narodowych, ochotnikach w Wojsku Polskim, co przecież w 1920 r., podczas wojny polsko-bolszewickiej, miało duże znaczenie. Poczucie służby było wtedy czymś oczywistym. Jeżeli ktoś był wtedy urzędnikiem, to oczywiście realizował „zadania biurokratyczne”, a nie przelewał krew. Ale jednak służba była rozumiana w sposób dosłowny. Nie patrzono na nią przez pryzmat czerpania korzyści. Tamto pokolenie doskonale to rozróżniało. Jeżeli deklarowało się przywiązanie do ojczyzny, to wynikało to z wewnętrznego poczucia. Nie były to słowa rzucane na wiatr.

Poczucie odpowiedzialności za wspólnotę, za państwo było w tamtych czasach niezwykle istotne. Również dzisiaj powinno tak być.

A nie jest? Chce pan powiedzieć, że brakuje nam etosu obywatelskiego?

Myślę, że bywa z tym pewien problem. Etos obywatelski sprowadza się do realnych obowiązków. Dziś różnie z tym bywa…

Jak zatem powinniśmy dbać o niepodległość?

Przede wszystkim chodzi o to, by dbać o siłę państwa. O to, żeby wspólnota narodowa nie rozmieniała się na drobne, nie wdawała się w jałowe spory. Istotne jest to, by dostrzegać wspólne wartości, czyli to co łączy. Brzmi to oczywiście bardzo idealistycznie, zdaję sobie z tego sprawę, ale bez szczypty idealizmu pójście do przodu, rozwój państwa, może jest nie tyle niemożliwy, co bardzo utrudniony.

Chciałbym na przykład, by 11 listopada odbył się wspólny Marsz Niepodległości – marsz wszystkich Polaków. Aby nie zwyciężyły partykularyzmy. Aby tożsamość plemienna nie zwyciężyła nad tożsamością ogólnopolską.

Obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości to dobra okazja do integracji społeczeństwa, wzmocnienia wspólnoty?

Tak, przecież akceptujemy wspólne godło, wspólne barwy narodowe – to bardzo prosty przykład, w tym przypadku w sferze symbolicznej, tego co nas łączy, za czym się opowiadamy. Ostatnio wielu Polaków włączyło się do akcji „Kiedy my żyjemy”. Przyłączyli się do niej m.in. sportowcy. Jest to bardzo pozytywne. Takie elementy pokazują, że przynajmniej w sferze symbolicznej coś zmienia się na lepsze. Chciałbym, aby w Polsce nie było podziałów. Ale czy tak się stanie – zobaczymy w dłuższej perspektywie.

Prof. Włodzimierz Suleja, historyk, dyrektor Biura Badań Historycznych IPN

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL