Jak informował już w zeszłym tygodniu Rynek Zdrowia, spór dotyczy szczepionek przeciw Covid-19, a roszczenia amerykańskiego koncernu farmaceutycznego sięgają nawet 6 mld zł. Pfizer domaga się zapłaty, powołując się na zapisy umowne, które pozwalały wystawić fakturę za zakontraktowane dawki, nawet jeśli nie zostały one odebrane. Proces toczy się w Belgii, według tamtejszych reguł proceduralnych i prawa, a stroną pozwaną jest państwo polskie. Już w 2024 roku prawnicy kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak – Jacek Myszko i Mateusz Irmiński w rozmowie z Rynkiem Zdrowia wskazywali na duży kaliber sprawy i to nawet jak na europejskie warunki.
Umowa szczepionkowa i odpowiedzialność Polski. Co na to eksperci?
Jak podkreślali prawnicy, choć negocjacje z Pfizerem prowadziła Komisja Europejska, działała ona w imieniu państw członkowskich na podstawie wcześniejszego porozumienia. Polska formalnie przystąpiła do tego mechanizmu i nie skorzystała z prawa rezygnacji. Co więcej, państwa członkowskie, w tym Polska, podpisywały konkretne formularze zamówień, co wzmacnia argumentację Pfizera, że to one ponoszą odpowiedzialność za realizację zobowiązań finansowych. Zdaniem prawników, powoływanie się wyłącznie na fakt, że negocjacje prowadziła KE, jest słabą linią obrony.
W 2024 roku eksperci zwracali uwagę również na to, że argument siły wyższej, dotyczący wojny w Ukrainie, może okazać się trudny do utrzymania, a właśnie w ten sposób Adam Niedzielski, były minister zdrowia, uzasadniał brak płatności. Prawnicy w rozmowie z Rynkiem Zdrowia podkreślali także, że proces może trwać latami, a narastające odsetki działają na korzyść Pfizera. Porównali tę sytuację do ulokowania środków przez koncern na wysoko oprocentowanej lokacie.
Jednocześnie eksperci nie wykluczali ugody, która w sporach tej skali bywa preferowanym rozwiązaniem, choć jej warunki mogłyby pozostać częściowo niejawne ze względu na interes publiczny.
Czytaj więcej: Spór o szczepionki. "To tak, jakby Pfizer włożył te pieniądze na wysoko oprocentowaną lokatę"