Sąd Apelacyjny w Krakowie a następnie Sąd Najwyższy nie uwzględnił usprawiedliwienia adwokata, który dotarł na pocztę na 40 minut przed północą i z powodu długiej kolejki i powolności obsługi nie zdążył nadać skargi kasacyjnej w terminie. Zgodnie z art. 168 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, jeżeli strona procesu (jej pełnomocnik) nie dokonana w terminie czynności, nie złoży np. apelacji, bez swojej winy, sąd na jej wniosek przywraca jej termin. SN jednak nie uznał kłopotów na poczcie za usprawiedliwienie.
- Profesjonalny pełnomocnik planując wniesienie skargi kasacyjnej, czy dokonanie innej czynności procesowej, kierując się doświadczeniem życiowym musi uwzględniać, że w końcowym okresie na złożenie pisma mogą zajść przeszkody wynikające choćby ze zwykłych zdarzeń losowych, które utrudnią czy wręcz uniemożliwią dokonanie jej w terminie. Okoliczność te są szczególnie ważne w sytuacji składania pisma na poczcie w ostatniej godzinie jej urzędowania - wskazał sędzia SN Zbigniew Kwaśniewski, sędzia sprawozdawca.
Obowiązek przewidzenia takich utrudnień obciąża stronę (podsądnego) w imieniu którego działa pełnomocnik. Prawnikowi, który przegapił termin grozi dyscyplinarka, a nawet zapłata odszkodowania klientowi. Nic dziwnego, że dla prawników przegapienie terminu procesowego to największa zmora. Jak sobie z nią radzą ?
Jak zdążyć na czas
- Apelacja może być bez sensu, ale musi być w terminie, tak przestrzegali starzy adwokaci - mówi mecenas Andrzej Michałowski.
- Uchybienia terminów to najgorszy, bo najgłupszy błąd profesjonalny. To trauma, nawet nie tyle ze wstydu, ale z poczucia, że zawiodłem. Nienawidzę niepewności, i czynności procesowe planuję z takim wyprzedzeniem, aby uniknąć niespodzianek lub działania pod presją. Tylko to wszystko nie uchroni przed zleceniem w ostatniej chwili, kiedy w zasadzie należałoby klienta odesłać z pouczeniem, żeby wcześniej przypominał sobie o ważnych sprawach, ale bywa, że trzeba ulec i przygotować pismo w ostatnim momencie.