Tak wynika z wyroku Sądu Najwyższego z 19 marca 2015 r. w sprawie dyscyplinarnej pewnej pani prokurator (sygn. akt SDI 5/15).
Bokiem do adwokata
Prokurator A.S. została obwiniona o uchybienie godności sprawowanego urzędu poprzez naruszenie powagi Sądu, czyli o przewinienie dyscyplinarne z art. 66 ust. 1 ustawy o prokuraturze.
Chodziło o jej zachowanie podczas rozprawy, na której występowała jako oskarżyciel publiczny. W trakcie wygłaszania mowy końcowej przez obrońcę oskarżonego, adwokat E.O., pani prokurator miała ostentacyjnie wyjąć z plecaka książkę i czytać ją odwrócona bokiem do obrończyni, a na zwróconą przez przewodniczącą składu sędziowskiego uwagę odpowiedzieć, że „nie będzie słuchała, jak ktoś ocenia jej akt oskarżenia". Incydent został odnotowany w protokole rozprawy.
Początkowo Prokurator Apelacyjny uznał takie zachowanie oskarżycielki za przewinienie mniejszej wagi - bez wszczynania postępowania dyscyplinarnego wymierzył jej karę porządkową upomnienia. Jednak prokurator A.S. wniosła sprzeciw, a w efekcie sprawa trafiła do Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym.
Sąd ten uznał A.S. za winną zarzuconego jej czynu i wymierzył karę dyscyplinarną upomnienia. Obwiniona znów się odwołała twierdząc, że nie miała zamiaru nikogo obrazić, a jej zachowanie było reakcją na przekroczenia wolności słowa przez adwokat E.O. Zdaniem prokurator i jej obrońców sąd swoim orzeczeniem wykroczył poza granice swobodnej oceny dowodów, a niektórych w ogóle nie wziął pod uwagę. Obrońca obwinionej podnosił m.in., że książka, którą prokurator czytała podczas mowy obrończej to „Prawo karne" autorstwa Andrzeja Marka, a nie literatura popularna.