Budowie farm wiatrowych towarzyszy wiele sporów. Nie ma bowiem przepisów, które regulowałyby kompleksowo zasady takich inwestycji. To się ma jednak zmienić. Do Sejmu wpłynął właśnie projekt ustawy w tej sprawie autorstwa posłów PiS.

– Chcemy ucywilizować zasady budowy elektrowni. Dziś panuje wolnoamerykanka, a wiatraki sytuuje się często zbyt blisko zabudowań. Wystarczy sięgnąć po raport NIK, by się przekonać, że różowo nie jest – tłumaczy poseł Bogdan Rzońca, jeden ze współautorów projektu.

Posłowie PiS proponują wprowadzenie przepisów określających minimalne odległości wiatraków od zabudowań mieszkalnych. Ma to być co najmniej dziesięciokrotność całkowitej wysokości elektrowni mierzonej od poziomu gruntu do najwyższego punktu, wliczając elementy techniczne (czyli także śmigi). Oznacza to, że za każdym razem odległość będzie inna i wyniesie na ogół ok. 2 km.

Teraz przepisy nie wspominają nic o odległościach. Jedynie uregulowania środowiskowe mówią o dopuszczalnym natężeniu hałasu dla różnego rodzaju zabudowań. W efekcie budowa farm wiatrowych wywołuje protesty osób, które mieszkają w pobliżu.

Do rzecznika praw obywatelskich wpływa wiele skarg w tej sprawie. Właściciele domów znajdujących się w sąsiedztwie wiatraków skarżą się, że negatywnie wpływają one na ich zdrowie. Rzecznik wielokrotnie interweniował w tej sprawie, najczęściej swoje wystąpienia kierował do ministra środowiska. Ostatnie pochodzi z 4 lutego. Zostało przesłane do Ministerstwa Energetyki.

Poselski projekt przewiduje też, że elektrownie (o mocy większej niż mikroinstalacja, a więc powyżej 40 KW) będzie można budować tylko tam, gdzie zezwolą na to miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Plan ma określać także, jaka może być ich maksymalna wysokość.

– Dziś jest z tym różnie. W niektórych gminach pozwala się na lokowanie farm na podstawie warunków zabudowy, co wywołuje protesty mieszkańców. Dzięki tej zmianie będą obowiązywały jasne reguły, gdzie i na jakich zasadach farmy wolno budować – mówi Edward Trojanowski ze Związków Gmin Wiejskich.

Projekt przewiduje też, że elektrownia oprócz pozwolenia na użytkowanie będzie musiała posiadać dodatkową decyzję dopuszczającą eksploatację wydaną przez Urząd Dozoru Technicznego. Zanim urząd ją wyda, będzie musiał sprawdzić kompletność i prawidłowość dokumentacji danej elektrowni.

Projekt krytykuje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

– Jest szczególnie dyskryminujący dla istniejących farm – twierdzi Wojciech Cetnarski, prezes PSEW. Dodaje, że projekt zmienia definicję budowli w odniesieniu do wiatraków. Spowoduje to ponadczterokrotne zwiększenie podatku od nieruchomości od tych inwestycji. Zostaną obciążone także innym quasi-podatkiem, wynikającym z wprowadzenia obowiązkowych opłat za badania techniczne. Ich koszt dla jednego wiatraka to ok. 130 tys. zł co dwa lata.

współpraca Aneta Wieczerzak

etap legislacyjny: trafił do Sejmu