- Ratownicy odnaleźli 5 z 7 górników zaginionych podczas katastrofy w kwietniu minionego roku. Pięciu górników odnaleziono w chodniku nadścianowym N - 12 za wlotem do ściany N - 6. Ze względu na trudne warunki prowadzonej akcji transport odnalezionych górników na powierzchnię będzie trwał około doby - informuje Tomasz Siemieniec, rzecznik JSW.
Ratownicy podjęli także próbę wejścia do ściany N-6, w której znajduje się pozostałych dwóch zaginionych górników.
- Niestety okazało się, że warunki w ścianie nie pozwalają na bezpieczne prowadzenie akcji ratowniczej. Po wytransportowaniu odnalezionych górników rejon ściany zostanie ponownie otamowany - dodaje Siemieniec.
Aby dotrzeć do miejsca, w którym przebywają dwaj zaginieni górnicy wydrążona zostanie dodatkowa przecinka (jedna lub dwie) z pochylni N-9 do ściany N-6. Drążenie przecinki oraz przygotowanie do kolejnej akcji może potrwać około miesiąca. Do tej pory w akcji wzięło udział 61 zastępów ratowniczych, w tym 16 zastępów z CSRG.
Największa tragedia JSW
20 kwietnia 2022 roku w kopalni Pniówek a trzy dni później w sąsiedniej „Zofiówce” na Śląsku doszło do dwóch wypadkach poz ziemią zginęło 19 pracowników, a kolejnych siedmiu uznano za zaginionych - do teraz warunki panujące na dole nie pozwalały na wydobycie ciał.
Czytaj więcej
W sobotę, po dziewięciu miesiącach, zostanie wznowiona akcja ratownicza, której celem jest odnalezienie siedmiu górników JSW.
W Pniówku doszło do podwójnego wybuchu metanu, w „Zofiówce”, podczas drążenia wyrobiska nastąpił wysokoenergetyczny wstrząs górotworu. Tu również wypłynął metan, który wyparł tlen - górnicy się udusili. Wśród śmiertelnych ofiar z „Pniówka” są także ratownicy górniczy których wysłano na pomoc po pierwszym wybuchu metanu - zginęli bo gaz wybuchł ponownie.
Śledztwo dotyczące nieumyślnego sprowadzenia w kopalni Zofiówka i Pniówek zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób czego następstwem była śmierć wielu osób prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach
Dyrekcja kopalni Pniówek mogła powrócić w rejon katastrofy po ciała kolegów dopiero teraz. Akcję ratowniczą (górników nadal uznaje się za zaginionych) na początku maja wstrzymano ze względu na skrajnie niebezpieczne warunki na dole - zagrożenie kolejnymi wybuchami metanu i pożarem w wyrobisku. Korytarz w ścianie N6, gdzie doszło do wybuchu metanu otamowano by zamknąć dopływ tlenu i nie dopuścić do rozprzestrzeniania się ognia i kolejnych wybuchów. - Od dnia zatamowania rejonu ściany zaizolowany rejon był cały czas monitorowany. Przez ten cały czas wtłaczano do zatamowanej atmosfery gazy wypierające tlen. Dopiero mniej więcej w połowie listopada dane pozyskane z czujników umieszczonych za tamami pozwoliły stwierdzić, że pożar w zatamowanym rejonie ustał - mówił Tomasz Siemieniec, rzecznik JSW. Służby górnicze wiedzieli dokładnie gdzie znajdują się ciała - by do nich szybciej dotrzeć, muszą jednak przesunąć tamy bliżej ściany N6.
Górnicy nie zostali uznani za zmarłych i zgodnie z polskim prawem nadal są zaginieni i poszukiwani. Dlatego rodziny otrzymują ich pensje, tak jakby nadal pracowali pod ziemią.
Śledztwo w toku
Śledztwo dotyczące nieumyślnego sprowadzenia w kopalni Zofiówka i Pniówek zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób czego następstwem była śmierć wielu osób prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Komisja Wyższego Urzędu Górniczego, która również bada jej przyczyny zakończyła pracę dotyczącą wypadku w Zofiówce. Uznano, że nikt nie zawinił - było to „zjawisko nagłe i niemożliwe do przewidzenia” a roboty górnicze prowadzone w pokładzie D-4a były wykonywane w sposób prawidłowy”. Inaczej jest z tragedią w Pniówku - komisja WUG czeka na zakończenie akcji ratowniczej i udział w wizji lokalnej na dole.
Jak informuje nas Joanna Smorczewska, rzeczniczka gliwickiej prokuratury, żadna ze spraw nie została zakończona, nikomu – jak dotąd – nie przedstawiono zarzutów.
Kwietniowe katastrofy kosztowały JSW 53,5 mln zł. To m.in. koszty akcji ratowniczych, utraty wartości majątku w kopalni Pniówek i usuwania skutków obu wypadków. Rachunek wciąż nie został zamknięty.
W efekcie wielomiesięcznego pożaru, są małe szanse, że uda się zidentyfikować szczątki górników poprzez DNA. Jak wskazuje nam prokuratura zgodnie z art. 29 i 30 kodeksu cywilnego można uznać zaginionego za osobę zmarłą „po upływie sześciu miesięcy od dnia, w którym nastąpiła katastrofa”.