- Wydaje mi się, że ta decyzja którą podjął pan premier z panem prezydentem była bardzo odpowiedzialna - mówił Dworczyk komentując fakt, że na kilka dni przed Marszem Niepodległości, po zakazaniu go przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, Mateusz Morawiecki spotkał się z Andrzejem Dudą i obaj podjęli decyzję o organizacji państwowego marszu, który - po uchyleniu przez sąd decyzji prezydent stolicy - ostatecznie połączył się z Marszem Niepodległości.

- Myślę że powinniśmy się cieszyć, że największy po 1989 r. marsz przebiegł spokojnie. Bardzo się cieszymy, że potrafiliśmy wspólnie celebrować rocznicę odzyskania niepodległości jak tak duży marsz przebiegnie - mówił Dworczyk.

 

Szef KPRM podkreślił, że ogromne podziękowania za zapewnienie bezpieczeństwa w czasie marszu należą się szefowi MON Mariuszowi Błaszczakowi i szefowi MSWiA Joachimowi Brudzińskiemu.

Na uwagę, że w czasie marszu doszło m.in. do palenia flag UE, Dworczyk zaapelował o "precyzję".

- Bądźmy precyzyjni: jedna flaga UE została spalona, to się nie powinno absolutnie wydarzyć. Widzieliśmy kilkanaście flag ONR-u i kilka flag włoskich neofaszystów, skrajne prawicy, która jest legalną partią działającą we Włoszech. Nie było żadnych rasistowskich banerów i było ćwierć miliona Polaków, z których 100 tys. miało biało-czerwone flagi. Ta proporcja jest uderzająca - mówił Dworczyk.

Szef KPRM podkreślił następnie, że w czasie marszu doszło do bardzo niewielu incydentów "spalenia jednej flagi UE i pojawienia się kilku - nie zakazanych - symboli skrajnej prawicy".

- Państwo pokazało jak skutecznie działać. Ta wielka manifestacja patriotyzmu przebiegała spokojnie - podsumował Dworczyk.