O sprawie pisze Wirtualna Polska. Marzena i Janusz są bliźniętami pochodzącymi z niewielkiej wsi położonej niedaleko Suwałk. Mieszkańcy pamiętają ich z dzieciństwa i wczesnej młodości. Oboje ukończyli szkołę podstawową w połowie lat 90. i od tego czasu przestali być widywani. Mieszkańcy wsi przyznają, że nic nie wskazywało na to, aby rodzeństwo było niesprawne intelektualnie.
Czytaj więcej
Obowiązek opłacania abonamentu RTV dotyczy użytkowników zarejestrowanego radia lub telewizora. Niektóre osoby mogą jednak zostać zwolnione z opłat....
Jak rodzice tłumaczyli nieobecność dzieci?
Sąsiedzi nie podejrzewali, że dzieci są przetrzymywane w gospodarstwie. Rodzice tłumaczyli ich nieobecność wyjazdem. Według jednej z wersji Marzena wstąpiła do klasztoru w Sejnach, natomiast Janusz rozpoczął pracę poza granicami Polski. Wyjaśnienia brzmiały wiarygodnie, ponieważ w tym okresie wielu młodych mieszkańców regionu opuszczało rodzinne miejscowości w poszukiwaniu nauki lub zatrudnienia.
Pytania pojawiły się po pogrzebie ojca
Przełom nastąpił po śmierci ojca rodzeństwa w styczniu tego roku. Marzena i Janusz nie pojawili się na pogrzebie, a ich matka miała przekazywać sąsiadom sprzeczne informacje. Jednym mówiła, że dzieci nie dostały wolnego w pracy, innym – że nie zdążyły wrócić z zagranicy. Później twierdziła, że pojawiły się na modlitwie w kaplicy, jednak nikt ich nie widział. W lokalnej społeczności zaczęły krążyć plotki. W końcu na policję miał trafić anonimowy donos, że rodzeństwo nigdy nie opuściło rodzinnego domu i było w nim uwięzione.
Czytaj więcej
Polacy boją się nowotworów, ale nie zawsze wybierają metody, które rzeczywiście pomagają zmniejszyć ryzyko zachorowania. Co piąty badany wierzy, że...
Pod koniec maja na terenie gospodarstwa interweniowała policja. Marzena i Janusz zostali przewiezieni do szpitala psychiatrycznego, gdzie pozostają pod opieką lekarzy. Pierwsze oficjalne zawiadomienie w sprawie miało wpłynąć właśnie ze szpitala w Suwałkach.
Śledczy weryfikują relacje mieszkańców
Obecnie sprawą zajmuje się prokuratura, która sprawdza, czy rodzice przez lata izolowali swoje dorosłe dzieci i w jakich warunkach rodzeństwo przebywało. Do tej pory funkcjonariusze przeprowadzili oględziny domu oraz budynków gospodarczych. Na obecnym etapie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Śledczy podkreślają też, że opowieści mieszkańców wymagają dokładnej weryfikacji. Prokuratura zapewnia przy tym, że rodzeństwo jest obecnie bezpieczne.
Sąsiedzi w rozmowie z Wirtualną Polską wspominają, że brama gospodarstwa była zwykle zamknięta, posesji pilnowało wiele psów, a ojciec nie wpuszczał do środka listonosza, urzędników ani księdza. Wszystkie formalności załatwiał przy bramie. Zadziwiający jest również wątek siostry Marzeny i Janusza, która jako jedyna z rodzeństwa funkcjonowała w społeczności. Kobieta pracowała jako nauczycielka w pobliskiej szkole i nie wiadomo, jak wiele wiedziała o całej sytuacji.
Mieszkańcy przyznają dziś, że niektóre zachowania rodziny faktycznie wydawały się nietypowe, ale nie dawały im wyraźnych podstaw do zawiadomienia służb. Dopiero po latach zaczęli się zastanawiać, czy za zamkniętym ogrodzeniem nie rozgrywał się dramat, którego nikt nie zauważył.