Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób sztuka współczesna diagnozuje społeczne przemiany w postindustrialnym Zagłębiu Ruhry.
  • Dlaczego tysiące niemieckich kościołów pustoszeje i jaką nową rolę wyznacza im sztuka.
  • Jak silną pozycję na międzynarodowym biennale zajęli polscy twórcy, od Mirosława Bałki po Zuzę Golińską.
  • Jak współcześni artyści konfrontują się z duchowym wymiarem przestrzeni, w której prezentują swoje dzieła.

W międzynarodowym wydarzeniu uczestniczy 107 artystów. Znaczna część prac powstała specjalnie na Manifesta.

Hasło Manifesty 2026 brzmi „To nie jest kościół”, co podkreśla, że miejscem wystaw są w większości opustoszałe katolickie i ewangelickie świątynie. Wielu artystów w odpowiedzi na nie skupia się przede wszystkim na kwestiach społecznych, opowiadając o ludziach mieszkających w Zagłębiu Ruhry. Mówią więc o gastarbeiterach, przybywających na te tereny od lat 60. XX wieku i o współczesnych imigrantach. Nadrenia i Westfalia od dawna nie są industrialnym centrum ciężkiego przemysłu; nie wydobywa się już tutaj węgla ani nie produkuje stali. Ostatnie kopalnie i huty w Zagłębiu Ruhry zamknięto na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Na skutek tej transformacji w 2001 r. ogromny pokopalniany kompleks w Zollverein w Essen został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i przekształcony w centrum kultury.

Niemniej i dziś mieszkańcy tego regionu tworzą wielki narodowościowy tygiel, w którym żyją potomkowie XX-wiecznych gastarbeiterów i nowi przybysze. Pochodzą z Turcji, Pakistanu, Indii, Polski, Ukrainy i innych słowiańskich krajów.

Manifesta: gastarbeiterzy czy nowi Niemcy?

Znakomity film wideo „Nowe słowo” niemieckiej artystki Cany Bilir-Meier, prezentowany w kościele St. Anna – Hatay Engin Musikhalle w Gelsenkirchen, opiera się na szczególnym „leksykonie” zamienników określenia „gastarbeiter”, nadesłanych na konkurs, na który zgłoszono ponad 30 tysięcy propozycji. Dużo wśród nich neologizmów, ale nie brak też słów zakorzenionych już w zbiorowej świadomości od wykluczającego „obcego” do pełnej akceptacji w nazwie „nowi Niemcy”.

.

Anda Rottenberg w kościele Gethsemane w Bochum

Anda Rottenberg w kościele Gethsemane w Bochum

Foto: Monika Kuc

O losach imigrantów opowiadają też filmy reportażowe, jak np. poruszający dokument kurdyjskiej artystki Pınar Öğrenci pod ironicznym tytułem „Powodzenia w Niemczech” o imigrantach z Turcji. Artystka została zaproszona przez Andę Rottenberg do udziału w jednej z trzech kuratorowanych przez nią wraz z Krzysztofem Kościuczukiem wystaw w Bochum. Film pokazywany jest w kościele St. Anna. Nie brakuje w nim dramatycznych relacji z życia górników z pierwszej fali emigracji, pracujących w wyniszczających warunkach.

Mirosław Bałka „Madonna” z węgla przed kościołem Christ-König w Bochum

Mirosław Bałka „Madonna” z węgla przed kościołem Christ-König w Bochum

Foto: Monika Kuc

Są też prace o charakterze symbolicznym i metaforycznym, poruszające tematykę z życia mieszkańców Zagłębia Ruhry, jak np. dwie realizacje Mirosława Bałki, specjalnie wykonane na biennale. Rzeźba „Madonna” – z czarnego węgla w stalowej siatce – stojąca przed kościołem Chrystusa-Króla/ Christ-König w Bochum podkreśla, że jest ona patronką górników, co ma zakorzenienie w religijnej tradycji, ale z drugiej strony usytuowanie figury można też interpretować jako znak nieuchronnych społecznych zmian.

Natomiast neonową instalację „Heimat” w zabytkowym kościele Gethsemane (Ogrójcowym) w Bochum tworzą różnojęzyczne wersje słowa „ojczyzna”, zapisane jakby w lustrzanym odbiciu. Języki, z których pochodzą są używane przez współczesnych mieszkańców Zagłębia Ruhry.

W komentarzu, cytowanym w jednym z festiwalowych wydawnictw, artysta mówi: „Prace, które stworzyłem w Bochum, można rozumieć jako gesty nawiązujące do straty i pustki – a także pytania o to, jak czuć się jak w domu.”

Hasło Manifesty 2026 brzmi „To nie jest kościół”, co podkreśla, że miejscem wystaw są w większości opustoszałe katolickie i ewangelickie świątynie.

Tegoroczną Manifestę wyróżnia wyjątkowo liczna grupa artystów z Polski, których wspiera Instytut Adama Mickiewicza. To najmocniejsza polska reprezentacja na Manifeście obok Niemców i Turków. W sumie w Biennale uczestniczą przedstawiciele 25 krajów. Wystawy z udziałem Polaków zgodnie z założeniem kuratorów mają też międzynarodowy charakter, bo we wspólnej przestrzeni obok nich prezentują też tacy artyści jak Luc Tuymans czy Katia Łysowienko.

A w St. Anna podziwiać można serię kilkunastu industrialnych obrazów Wilhelma Sasnala, skupionych na wybranym detalu lub fragmencie pejzażu.

W gronie polskich artystów znaleźli się także Nicolas Grospierre, Katarzyna Kozyra, Małgorzata Mirga-Tas, Anka Sasnal, Mikołaj Sobczak i Jarosław Kozłowski. Silne wrażenie wywiera instalacja „Swarm” w kościele Gethsemane w Bochum najmłodszej polskiej reprezentantki Zuzy Golińskiej z pionowo ustawionymi gazowymi butlami, budzącymi skojarzenia ze śmiercionośnymi wojennymi pociskami.

Manifesta: od sakralnego boomu do zamkniętych kościołów

Podczas konferencji prasowej poprzedzającej otwarcie biennale Hedwig Fijen, jego dyrektorka, przypominała, że Manifesta narodziła się przed 30 laty. A kolejne jej edycje, organizowane w różnych krajach, niejednokrotnie stawiały pytanie, jaką rolę może odegrać kultura w momentach społecznych zmian.

Ale to pytanie nigdy nie było tak ważne, jak dzisiaj. Dlatego w obecnej edycji biennale zanim organizatorzy zaczęli myśleć o wystawach, najpierw szukali odpowiedzi na całą serię pytań. Co się dzieje w Europie i w całym świecie, gdy miejsca takie, jak kościoły, które kiedyś łączyły społeczeństwa, zaczynają znikać? Prognozy dla Niemiec mówią przecież, że w najbliższej dekadzie zostanie zamkniętych kolejnych 20 tysięcy chrześcijańskich kościołów, z których wiele powstało w czasach XX-wiecznego industrialnego rozwoju.

Zmiany dotykają też inne struktury, dotyczące pracy, solidarności, wspólnoty. Obejmują właściwie wszystkie strefy, od demografii do rytmów codziennego życia.

Manifesta w tej sytuacji szuka odpowiedzi, jak dziś stworzyć nowe struktury, wspomagające nowe formy życia społecznego? Przygotowania do biennale poprzedzono zatem szerokimi konsultacjami z mieszkańcami regionu. Większość z nich wypowiedziała się, że chce, aby budynki pustych kościołów zostały nie tylko zachowane, ale aktywowane dla kultury, edukacji i otworzyły się na nowe możliwości i społeczne wyzwania.

Artyści uczestniczący w Manifesta, często idą tym tropem myślenia, choć w jednym przypadku zamiana przestrzeni w St. Ludgerus w Bochum w boisko do koszykówki w instalacji na pierwszy rzut oka szokuje. Ale sami twórcy instalacji „Fail Louder”– hiszpański kolektyw CaboSanRoque (Laia Torrents i Roger Aixut) sami szybko się reflektują, nagradzając niecelne rzuty piłką do kosza głośnym dźwiękiem organów.

Hasło Manifesty 2026 brzmi „To nie jest kościół”, co podkreśla, że miejscem wystaw są w większości opustoszałe katolickie i ewangelickie świątynie.

Aby lepiej zrozumieć zjawisko pustoszejących kościołów w Niemczech, warto wiedzieć, dlaczego w latach 60. XX wieku trwał budowlany boom na obiekty sakralne. Pod koniec II wojny światowej alianckie naloty niszczyły centra przemysłowych miast Zagłębia Ruhry, a zarazem wiele kościołów. Po wojnie zachodnioniemieccy biskupi intensywnie wspierali ich odbudowę. W praktyce często odtwarzano je nie w historycznym kształcie, ale budowano na miejscu starych świątyń nowe modernistyczne obiekty.

Tak w szybkim tempie w Zagłębiu Ruhry wzniesiono w drugiej połowie XX wieku katolicki kościół Kulturkirche Liebfrauen wzniesiony w latach 1958-71 według projektu Toniego Hermannsa, uważany za ikonę modernistycznej architektury w Nadrenii, który jednak wobec malejącej liczby wiernych, szybko opustoszał. Uratowała go transformacja na centrum sztuki w 2011 r.. Albo niewielki protestancki Gethsemane Kirche w Bochum, wpisany obecnie do rejestru zabytków jako oryginalny przykład tzw. kościoła awaryjnego o namiotowej konstrukcji i ścianach częściowo drewnianych, a częściowo wypełnionych cegłami ze starego kościoła, odzyskanymi z gruzu. Albo katolicki kościół St. Marien (Mariacki) w Essen, wzniesiony w latach 1961-63 według projektu Hansa Schillinga, przypominający fortecę skrzyżowaną z industrialną architekturą. Modernistyczną surowość ścian urozmaicają w nim barwne abstrakcyjne witraże. Niestety temu niezwykłemu kościołowi grozi rozbiórka.

Czytaj więcej

Anda Rottenberg: Artyści w pustych kościołach

Manifesta: organy jak ostra broń

W Kulturkirche Liebfrauen w Duisburgu prezentowana jest jedna z najgłębiej zapadających w pamięć instalacji „Uranophobia” Abbasa Zahedi, Brytyjczyka o irańskich korzeniach. Z organowych zniszczonych piszczałek, pochodzących z różnych kościołów Europy skonstruował nowy instrument-rzeźbę o niepokojącej formie, kojarzącej się z siejącą zniszczenie bronią i dźwięczącą żałobnymi tonami. (Instrument ten artysta ożywił dźwiękiem dzięki ocalonym piszczałkom z organów zniszczonego w 2021 r. kościoła św. Mikołaja w Kijowie). A bezpośrednio do stworzenia tej pracy zainspirowały go zepsute organy w Kulturkirche Liebfrauen, które miały zaledwie kilkadziesiąt lat, ale wraz z dewaluacją wiary całkiem zniszczały.

Długa wędrówka przez puste kościoły, ożywione przez artystów, odkrywa jeszcze wiele innych projektów wartych zobaczenia. Ale mimo wszystko we mnie pozostawiła niedosyt, bo miałam nadzieję, że artyści będą podążać nie tylko za głównym hasłem biennale „To nie jest kościół”, ale poprowadzi ich też chęć zmierzenia się w niezwykłej architekturze z Sacrum, co zdarzyło się chyba tylko jedynie w przypadku Katariny Fritsch, słynnej współczesnej niemieckiej artystki, znanej dotychczas z wielkoskalowych prac figuralnych ze sztucznych tworzyw. Tymczasem na Manifesta pokazuje w St. Marien w Essen zupełnie inne dzieło – różowy plastikowy krzyż, który nazywa „Brzozowym krzyżem”.

„Brzozowy krzyż” Katheriny Fritsch w St. Marien w Essen

„Brzozowy krzyż” Katheriny Fritsch w St. Marien w Essen

Foto: Monika Kuc

Zawiesza go na ścianie kościoła obok kolorowych witraży. Praca jest na tyle niejednoznaczna, że nie mamy pewności, czy autorka dystansuje się od symboliki religijnej, czy też mówi o popkulturowej przemianie jej interpretacji, ale w każdym razie skłania do głębszej refleksji nad duchowym wymiarem miejsca.

Trudno mi przyjąć, że większości artystów brakuje odwagi, by pytać w pustych kościołach o rzeczy najważniejsze w życiu każdego człowieka – o śmierć, skończoność i nieskończoność, a więc i miejsce w nim sacrum.

Manifesta 16 Ruhr trwa od 21 czerwca do 4 października, wstęp wolny

Czytaj więcej

Biennale w Wenecji w cieniu polityki. Kobieta w sercu dzwonu bije na trwogę