Pojechałam na Biennale Sztuki w Wenecji po jego otwarciu dla zwykłej publiczności. Przed wyjazdem obserwowałam medialne doniesienia z poprzedzających je dni prasowych i coraz bardziej traciłam ochotę, by uczestniczyć w politycznym konflikcie, rosnącym wokół tegorocznego Biennale.
Nie, nie mam złudzeń, że współcześnie sztuka jest enklawą wolną od ideologicznych sporów, choć nie przestaję wierzyć, że może nam pomóc znaleźć wyjście z chaosu świata, jeśli trzyma się autentycznych wartości i nie daje się wykorzystywać jako nośnik propagandowych działań; i uważam, że prestiż Biennale opiera się na talentach oraz twórczych energiach, a nie tylko rywalizacji, rynkowej manipulacji, czy, co najgorsze, legitymizowaniu agresywnych politycznych aktów bezprawia.